Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Na ramionach gigantów

Na ramionach gigantów

02.11.2011
Czyta się kilka minut
Arthur Koestler nazwał w "Lunatykach" dzieło Kopernika "O obrotach" z 1543 roku "książką, której nikt nie przeczytał".
A

Amerykański historyk nauki Owen Gingerich niemal przez całe życie badał losy egzemplarzy pierwszego i drugiego wydania tej księgi. Dotarł do niemal wszystkich zachowanych kopii, określił nakłady, właścicieli i zbadał marginalia. W odpowiedzi na lekkomyślne uwagi Koestlera opublikował pracę, w której dowodzi, że dzieło Kopernika było szeroko czytane i komentowane wśród europejskich elit naukowych, a nawet politycznych. Nakłady także były (jak na owe czasy) wysokie.

Miałem okazję zapytać Gingericha, jak wyglądałoby porównanie wielkości i popularności "O obrotach" z innym fundamentalnym dziełem naszej kultury, z "Philosophi? naturalis principia mathematica" Izaaka Newtona, opublikowanym w 1687 roku. Historyk odrzekł, że nie wie, ale że to bardzo ciekawe porównanie, choć zapewne nikomu nie będzie już dane przeprowadzić dokładnych badań w celu znalezienia na nie odpowiedzi. Dziś żadna agencja finansowania nauki nie pozwoli uczonemu przez kilkadziesiąt lat jeździć po świecie i studiować zachowanych egzemplarzy dzieła sprzed trzystu lat...

Napisana po łacinie praca Newtona jest uważana za dzieło, od którego zaczyna się nowoczesna nauka, niewiele już różniąca się swoim warsztatem i aparatem matematycznym od nauki dzisiejszej. Zawiera ono podstawy tego, co dziś nazywamy "mechaniką newtonowską", czyli teorią opisującą bardzo szeroką gamę zjawisk w naszym codziennym świecie, związanych z ruchem, siłami, ciążeniem (zasady dynamiki, prawo powszechnego ciążenia itd.), a także podstawy analizy matematycznej. Trudno przecenić jego znaczenie dla rozwoju ludzkiej myśli. Mówił o tym autor przedmowy do polskiego tłumaczenia, Michał Heller, w "Tygodniku Powszechnym" i "Polityce" (oba teksty w wydaniach z 4 października 2011 r.).

Nie wiem, ile osób przeczytało "Principia"; w Polsce zapewne niewiele. Czasy, w których ukazały się pierwsze wydania dzieła Newtona, w Polsce były czasami wojen tureckich i szwedzkich, a potem rozbiorów. Nie był to także okres, w którym nauki przyrodnicze miałyby w Polsce mocną pozycję i wybitnych przedstawicieli. Szybki rozwój nauki sprawił, że w XIX wieku zapewne już tylko historycy czytali oryginalne dzieło. Nie było też polskiego tłumaczenia.

W odróżnieniu od humanistyki, w naukach ścisłych studenci rzadko czytają oryginalne prace sprzed lat. Nie wynika to ze starzenia się teorii czy ich "obalania". Teoria względności Einsteina wcale nie obaliła teorii grawitacji Newtona; zawiera ją jako szczególny przypadek, jest po prostu od niej szersza. W praktyce inżynierowie, nawet ci pracujący w programach kosmicznych, wciąż posługują się mechaniką Newtona (poza szczególnymi przypadkami, w których chodzi albo o wielką precyzję, jak np. w systemie GPS, albo właśnie o zbadanie różnic pomiędzy tymi teoriami). Zmienia się język, aparat matematyczny, kontekst, przychodzi lepsze zrozumienie tego, co najistotniejsze, i tego, co poboczne.

Dzieła oryginalne często napisane są trudnym językiem, co wynika z faktu, że odzwierciedlają warsztat epoki i pokazują drogę rozumowania, czyli całą kuchnię naukową, która z upływem czasu przestaje być istotna. Istotne są wnioski w postaci praw przyrody, wyrażonych w zmieniającym się języku nauki. W chwili opublikowania teoria Newtona wydawała się bardzo trudna, nienaturalna i skomplikowana. Dzieło Newtona w obecnym polskim wydaniu liczy około siedmiuset stron rachunków, rysunków, tabel, matematycznych twierdzeń i dowodów. Mimo to dziś teorii Newtona uczą się uczniowie w gimnazjum.

W swoim czasie dzieło Newtona było wielkim intelektualnym wydarzeniem. Po pierwszym wydaniu z 1687 roku ukazało się drugie, w 1713, i wkrótce trzecie, w 1726. Pierwsze angielskie tłumaczenie wydrukowano już w 1729 roku, drugie w 1846, ale trzecie, na współczesną angielszczyznę, dopiero w 1999 roku, co ilustruje sposób rozwijania się nauk ścisłych, w których liczą się nie same dzieła, ale wynikające z nich wnioski. Książka, o której teraz piszę, stanowi pierwsze polskojęzyczne wydanie "Matematycznych zasad filozofii przyrody".

Skoro ani studenci, ani zawodowi fizycy nie czytają dziś oryginalnych prac, to po co podejmować gigantyczny trud ich tłumaczenia i wydawania? Argumenty wydają się proste. Jeśli chcemy zachować tożsamość kulturową, musimy uzupełniać braki wynikające z naszej nieszczęsnej historii i wiekowych zaniedbań. Na przełomie XVIII i XIX wieku Jan Śniadecki w dziele "O języku narodowym w matematyce" wzywał do zastępowania differentiale partiale przez "różnicowanie cząstkowe", a integrale completum przez "całkość zupełną". Z tego urodziły się nasze dzisiejsze różniczki i całki, których liczenie sprawia uczniom tyle radości. Mamy zresztą w dziedzinie nauki i techniki wiele przykładów pięknego i prostego słowotwórstwa. Śmigło zastąpiło propeller, mamy czołg zamiast tanku, i rozgłośnię zamiast broadcasting.

Nie zawsze jednak tworzenie polskich terminów jest udane czy potrzebne. Śniadecki przestrzegał: "Przytoczę tu za przykład, iż lepiej było zostawić w języku wyraz »sposób analityczny«, jak go źle nazwać po polsku »sposób rozbiorowy«, bo analysis nie tylko zachodzi w rozbieraniu, ale i w składaniu rzeczy". Niestety, mamy "zderzacze" zamiast akceleratorów, albo zupełny horror, hybrydę, czyli "ditlenek węgla" - zamiast dwutlenku węgla.

Polskie wydanie "Elementów" Euklidesa ukazało się już w 1807 roku i przez długi czas było w wielu szkołach jednym z podręczników matematyki. Zresztą, przy dobrym nauczycielu i pojętnym uczniu, nawet dziś można by nauczać w szkołach korzystając z tego podręcznika. Przy tłumaczeniu dzieł z dawnych epok powstają jednak nierozwiązywalne problemy. Na przykład: na jaki język tłumaczyć? W czasach Newtona w polszczyźnie nie było większości terminów naukowych (w angielskim też wielu brakowało, bo rzecz się dopiero rodziła). Zresztą gdyby nawet były, dziś ciężko byłoby czytać matematyczno-fizyczny traktat w polszczyźnie siedemnastowiecznej. Żeby się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć po Biblię Wujka.

Dodatkowy problem polega na tym, że pewne konstrukcje czy szczeble rozumowania wyszły z użycia i nie występują we współczesnej nauce, zastąpione przez inne narzędzia. Zapytany przeze mnie o przyjętą metodę Jarosław Wawrzycki, tłumacz dzieła Newtona, fizyk z Instytutu Fizyki Jądrowej, odparł, że tam, gdzie to było możliwe, pozwalał sobie na pewną archaizację języka, tam zaś, gdzie ucierpiałaby na tym ścisłość czy styl, stosował współczesną polszczyznę. Przeglądając dzieło odnoszę wrażenie, że dominuje ta ostatnia, a archaizacje są na tyle rzadkie, że nie powinny drażnić nawet wymagających językoznawców. Jak podkreślają autorzy przedmowy i posłowia, Michał Heller i Andrzej Kajetan Wróblewski, tłumacz wykonał tytaniczną pracę, opatrując istotne fragmenty tekstu komentarzami i przypisami. Dzięki temu współczesny polski czytelnik łatwiej zrozumie sposób myślenia Newtona. Jest to do pewnego stopnia przysługa podobna do tej, którą współczesnym oddał Subrahmanyan Chandrasekhar, wielki astrofizyk, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki za rok 1983, który ostatnie kilka lat swego życia poświęcił zgłębieniu, zrozumieniu i uprzystępnieniu dzieła Newtona. Rezultatem jego badań i przemyśleń była niezwykła książka "Newton's Principia for the Common Reader", do której zresztą odnosi się polski tłumacz.

"Principia" przyniosły Newtonowi sławę i uznanie. Pochowano go w opactwie Westminster, obok angielskich królów, ale i np. Darwina. W 1997 roku, dla uczczenia trzechsetnej rocznicy objęcia przez niego funkcji nadzorcy mennicy królewskiej, ta sama mennica rozpoczęła bicie monet dwufuntowych, na których brzegu umieszczono napis: "STANDING ON THE SHOULDERS OF GIANTS". To słynne zdanie z listu Newtona do Roberta Hooke’a, w którym przyznaje, że "jeśli widziałem dalej [niż inni], to dlatego, że stałem na ramionach gigantów" - ramionach takich ludzi jak Kopernik, Kepler, Galileusz i inni. Ta piramida może być wyższa, niż sam Newton sądził i gotów był skromnie przyznać. Nie wiadomo, czy zdawał sobie sprawę, że przed nim te same słowa powiedział dwunastowieczny filozof neoplatoński Bernard z Chartres.

Dobrze, że w końcu powstało i ukazało się polskie tłumaczenie "Principiów". Wielkie uznanie dla tłumacza. Nie wiem, ile osób je przeczyta, ale dobrze, że jest taka możliwość. Przed tygodniem, trzymając w dłoni dwufuntową monetę, zapytałem barmankę w londyńskim pubie, czy wie, skąd wzięła się inskrypcja na brzegu monety. Wiedziała, podobnie jak jej dwie koleżanki! W naszych świątyniach nie mamy grobów wielkich uczonych. Na brzegach monet nie mamy inskrypcji. A gdybyśmy nawet chcieli ją umieścić, to co moglibyśmy napisać na dwuzłotówce? Patetyczne słowa fikcyjnej postaci: "Jam jest posąg człowieka na posągu świata"? Tylko kto z nieprzerobionych jeszcze w anioły zjadaczy chleba będzie wiedział, skąd się one wzięły?

Isaac Newton, Matematyczne zasady filozofii przyrody przeł. Jarosław Wawrzycki, przedmowa Michał Heller, posłowie Andrzej Kajetan Wróblewski, Kraków 2011, Copernicus Center Press. Książka ukazała się dzięki współpracy z Konsorcjum Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera i Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Zamościu. Wydanie dzieła wsparła finansowo pani Marta Półtorak, prezes Develop Investment Sp. z o.o.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]