James Bond nie miał wielkiego szczęścia do gier – ostatnią naprawdę dobrą dostaliśmy prawie 30 lat temu. Dlatego fani postaci stworzonej przez Iana Fleminga mają wreszcie powody do zadowolenia: Duńczycy z IO Interactive nie tylko wiedzą, jak projektować rozgrywkę, ale rozumieją też, z czego składa się dobra szpiegowska historia. Sięgają przy tym do samych początków najsłynniejszego brytyjskiego agenta, opowiadając o tym, jak trafił do „firmy” oraz jak zapracował sobie na licencję na zabijanie.
Szpiegowska opowieść działa
To odważny ruch, szczególnie że historia dzieje się współcześnie, co oczywiście ma swoje konsekwencje nie tylko dla gadżetów, strojów i wizualnej otoczki, ale też dla projektu świata przedstawionego, motywów i rozłożenia akcentów. Trzeba przyznać, że ta operacja udała się znakomicie.
„007 First Light” to doskonale wyreżyserowane doświadczenie z ciekawą i emocjonującą – ale też bardzo ludzką – intrygą, typowo bondowskim humorem, odpowiednim rozmachem, niewpadające w pastisz, pozbawione naiwności znanej z niektórych, co bardziej kampowych filmów. Sam Bond, chociaż jeszcze nieopierzony, zachowuje tu swój charakter – chadza własnymi ścieżkami.
Gorzej, gdy trzeba się skradać
Niestety, w warstwie samej rozgrywki jest nieco gorzej. Choć widowiskowa, nie osiąga potencjału, który powinna mieć gra szpiegowska. Przede wszystkim kuleje mało rozwinięte skradanie, jest też stosunkowo niewielka ilość opcji na przejście kolejnych poziomów, czy niemal bezużyteczny system blefowania. Większość problemów da się rozwiązać zatrutą strzałką albo szybką bójką na pięści. Mimo to dałem się porwać.
Bondowska charyzma w połączeniu z doskonale wykorzystanymi motywami szpiegowskimi złożyła się na kilkanaście godzin brawurowej opowieści.
007 First Light, IO Interactive A/S
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










