Mnogość opinii w internecie wynika z faktu, że ludzie muszą robić coś z dłońmi

Głaskanie ekranu smartfona, nerwowy gest kciuka podczas wpisywania odpowiedzi, zastąpił nawykowe popalanie papierosów.
Czyta się kilka minut
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara

Dzieje się na świecie dużo i szybko, więc każdy chce mieć zdanie, trwa wyścig na zdania (jedną ze szczególnych pułapek wiążących się z publikowaniem swoich opinii jest przemożna pokusa ogłaszania własnej, niepodważalnej racji). Wiele z nich następnego dnia traci na aktualności mimo nieomylnego tonu, choć od razu zaznaczam, że nie zachęcam, żeby ich nie wygłaszać i się masowo uciszyć – taka polifonia, a czasem kakofonia, zawiera czasem zalążki potencjalnie interesujących idei, które mogą przypomnieć się po miesiącach czy latach. 

Ale też to, że młyny internetu mielą nieustannie tyle zdań, wynika z faktu, że ludzie muszą robić coś z dłońmi. Wielkim zwycięzcą jest wynalazca tego, czym można zająć sobie dłonie w chwilach niepewności, nudy, nerwówki, w tak zwanych międzyczasach. Puste ręce to udręka i nieznośne napięcie, które roznosi od środka i domaga się rozładowania przez poprawianie rękawów czy kręcenie pierścionkiem (gdy mamy pecha znajdować się np. w środku ważnej rozmowy), drapanie, zabawę jakimś drobiazgiem czy właśnie stukanie w ekran. Ten, kto zaoferuje najbardziej satysfakcjonujący, komercyjny sposób niesienia ulgi świerzbiącym dłoniom, ten może liczyć na trwały dopływ pieniędzy.

Głaskanie ekranu smartfona, nerwowy gest kciuka podczas wpisywania odpowiedzi, zastąpił nawykowe popalanie papierosów. Zapewne gdyby nie szczęśliwa zbieżność w czasie i fakt, że akurat rozpędził się rozwój telefonów, akcje propagujące ograniczanie palenia nie byłyby takie skuteczne. Najskuteczniejsze metody zajmowania sobie czymś rąk muszą widocznie nieść ze sobą jakieś efekty uboczne – palce albo bolą, albo śmierdzą, ale miarą skuteczności jest fakt, że użytkownik nie rezygnuje.

Oczywiście, dzisiaj wciąż się pali, ale papieros elektroniczny oferuje o wiele uboższy repertuar gestów, bez zgniatania, strzepywania, kręcenia w palcach. Choć sama nie palę, to jakoś sympatyzuję. Nie dziwię się, że gdy w latach 60. udowodniono wpływ tytoniu na rozwój nowotworów, producenci papierosów zaczęli reklamować je jako element stylu życia, poręczny gadżet. Zdarza mi się, zapewne zbyt często, klikać bez sensu – długopisem, guzikiem od kurtki albo na telefonie (i zbyt dobrze pamiętam, jak podczas przygotowań do bierzmowania ksiądz zbeształ mnie za ustawiczne klikanie długopisem właśnie). Do tego nie jestem zwolenniczką utrzymywania ścisłej higieny życia za wszelką cenę, detoksów, do których często dzisiaj się zachęca. Nie uważam, że trzeba koniecznie trenować ascezę i uczyć się godnego znoszenia pustki rąk. Zajęcie czymś dłoni to niebagatelna potrzeba, tylko metody radzenia sobie mogą być lepsze lub gorsze. 

Dawni purytanie mawiali, że należy wystrzegać się bezczynności i lepiej nawet wykonywać czyny pozorowane, żeby tylko nie skierować się na drogę złego. Znając obsesje praszczurów, zapewne mieli tu na myśli jakieś czyny nieprzyzwoite. Ale żarty na bok, bo może coś jest na rzeczy; przypomina mi się, że historyk Krzysztof Kosiński, który badał zwyczaje związane z konsumpcją alkoholu w czasach PRL, stawiał nieco prowokacyjną tezę, że jednym z motorów spożycia była nieznośna monotonia, pustka i przewidywalność codzienności. Wymuszona bierność życia zachęcała do biernego wypoczynku przy kieliszku i nawykowego popijania, co z kolei utrwalało wszechobecny marazm.

Dzisiaj wielu ludzi do przewidywalności tęskni, upiększa sobie w wyobraźni dawne, spokojne dni i wierzy, że podobieństwo dni do siebie to czynnik, który wymusza na ludziach znalezienie sobie jakiejś twórczej pasji. Obawiam się, że bywa z tym różnie i że napięcie, które wytwarza w człowieku monotonia, jest siłą niedocenianą. W pustej przestrzeni na gest, na to, by „coś się wreszcie działo”, mogą pojawić się rozmaite rzeczy i niekoniecznie będzie to – w miejsce smartfona – pióro, lutownica czy narzędzia modelarskie. Mogą być to równie dobrze noże niesłużące bynajmniej do krojenia chleba albo materiały budowlane, jak cegły lub sztachety, tylko używane niezgodnie z przeznaczeniem. Choć oczywiście na pewno byłoby wspaniale, gdyby jednak okazało się, że chodzi o robótki ręczne. 

Kręcenie w dłoni jabłkiem - nieszkodliwe i zdrowe. // Fot. Olga Drenda

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Rzecz o dłoniach