Donoszę, że choć wszyscy nauczyciele powinni słuchać tego, co mówi minister edukacji (powinni to wszak robić z szacunku do prawa), nie wszyscy przyzwalają na to, by minister obrażał ich uczniów. We mnie, a nie jestem w tym odosobniony, nie ma na to jakiegokolwiek przyzwolenia. Wszyscy moi uczniowie to młodzi, wrażliwi ludzie, poszukujący swego miejsca w świecie, odnoszący małe i duże sukcesy. To oni sami mówią mi o niespodziewanej ciąży, orientacji seksualnej, swoim ateizmie, odkrytym powołaniu kapłańskim, o niezrozumieniu ze strony ojca... Mówią, bo wiedzą, że sam nigdy ich o to nie zapytam, szanując ich życie prywatne, ale i różnorodność. Donoszę też - nawiązując do tekstu Anny Matei "Lekcje pana ministra" ("TP" nr 26/07) - że moi uczniowie uczą się myśleć nie tylko poza szkołą, ale i w szkole. Na koniec donoszę, że nigdy nie dostałem od nich w prezencie książki Jana Dobraczyńskiego, otrzymałem za to "Ferdydurke" z dedykacją "Ja chcę być sobą".
Dziękując za poruszanie problemów edukacji w Polsce, pozostaję z życzeniami wytrwałości wszelakiej.
GRZEGORZ LOREK
nauczyciel biologii z Leszna
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














