Magia trzech literek

„TP” 40/13

08.10.2013

Czyta się kilka minut

W ostatnim numerze „TP” podjęty został wątek jakości kształcenia wyższego. Diagnoza postawiona przez prof. Jerzego Hausnera dobrze obrazuje, jak wyglądają dzisiejsze studia i dzisiejsi studenci. Nie uwzględnia jednak jednego ważnego wątku.

W czasach, do których tęskni duża część środowiska naukowego, były spełnione dwa warunki do tego, by młodzi ludzie po studiach zakładali rodziny i mieli dzieci. Pierwszy z nich to stabilizacja, drugi to spełnienie aspiracji. Upraszczając zagadnienie, można powiedzieć, że tytuł magistra dawał zatrudnienie za godziwe pieniądze, które pozwalały na poważne myślenie o rodzinie w wieku 25 lat. Niestety, sukces ówczesnych absolwentów sprowadził katastrofę, którą oglądamy dzisiaj. Ludzie uwierzyli w magię trzech literek i masowo garnęli się na studia, uczelnie chętnie się na to godziły, a w międzyczasie zamordowaliśmy szkolnictwo zawodowe. Obrazu dopełnia brak doradztwa zawodowego.

Dzisiaj 19-latek kończy liceum i często nie wie, co ze sobą zrobić. Z jednej strony widzi bowiem kasę w Biedronce i sprzedaż frytek w McDonaldzie, z drugiej miraż przyszłej kariery po zakończeniu studiów. Brak dobrego doradztwa zawodowego na etapie szkoły średniej powoduje, że nie wie o tym, iż rozwijająca praca – niebędąca wegetacją – jest możliwa bez tytułu magistra. Nie chcąc już na starcie skazywać się na harówkę za najniższą krajową, 19-latek wybiera więc studia. Co prawda zdaje sobie sprawę, że niczego one już nie gwarantują, ale przynajmniej ma jeszcze pięć lat przed bolesnym zderzeniem się z dorosłością. W każdym razie miałby pięć lat, gdybyśmy żyli w czasach, w których dla studentów studia są najważniejsze.

Dzisiaj żacy w pewnym momencie zdają sobie sprawę, że trzeba wziąć byka za rogi i zadbać o swoją przyszłość. Więc gdy już mniej więcej orientują się w tematach poruszanych na zajęciach, zaczynają pukać do drzwi kapitalizmu. Dzieje się to najczęściej po trzecim roku, gdy trzeba odbyć obowiązkowe praktyki, a nasila na piątym, kiedy – gdy tylko to możliwe – ludzie pracują w zawodzie, na uczelni pokazują się rzadko, a pracę magisterską bronią z opóźnieniem. Czy to źle? Według prof. Hausnera jest to zjawisko negatywne, ponieważ deprecjonuje uniwersytety. Według mnie – korzystne, ponieważ część studentów w wieku 25 lat może mieć ustabilizowaną sytuację materialną, a co za tym idzie – myśleć o rodzinie i dzieciach. To jest ta najszczęśliwsza grupa absolwentów.

Druga grupa to osoby, dla których studia były najważniejsze. Po zdobyciu tytułu magistra następuje kolejnych kilka lat wegetacji za głodowe wynagrodzenie na stażach, praktykach, doktoratach, aplikacjach itp. Stabilizacja i myślenie o rodzinie przesuwa się w kierunku 28.-30. roku życia.

Ostatnia grupa to osoby oszukane przez system oświaty: młodzi, którzy poszli na studia, bo nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Uczelnie – fabryki bezrobotnych – przyjmowały każdego, kto się zgłosił, bo na tym zarabiały. W końcu po 5 latach okazało się, że właśnie uzyskany dyplom można wyrzucić do kosza, a jedyne osiągalne stanowisko to kasa w Biedronce. W tym przypadku prawdziwa stabilizacja także jest przesunięta do 28.-30. roku życia, o ile jest osiągana w ogóle.

Skończyły się czasy, gdy młode małżeństwa decydowały się na życie z małymi dziećmi kątem u rodziców albo w akademikach. Obserwując zachodnie wzorce, najpierw chcemy zbudować dom i zasadzić drzewo, a na końcu dopiero płodzić syna. Ludzie zaczęli mieć aspiracje godne bogatych społeczeństw i nie będzie powrotu do czasów, gdy trzy pokolenia dobrowolnie gnieździły się w małym mieszkanku. Trzeba o tym pamiętać, reformując system szkolnictwa wyższego i edukacji. Nie możemy pozwolić, by ludzie tracili najlepsze lata do założenia rodziny na odrabianie pańszczyzny za głodowe stawki. Ścieżki edukacyjne muszą uczyć przedsiębiorczości, doradzać zawodowo i jak najszybciej wprowadzać młodzież na rynek pracy. Celem polityki oświatowej i prorodzinnej winno być hasło: „Pierwsza stabilizacja i pierwsze dziecko w 25. roku życia”.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2013