List z Euromajdanu

Jestem lekarzem. Jako wolontariusz dyżurowałem dwa dni w punkcie medycznym na Majdanie.
Czyta się kilka minut

I mogę dziś powiedzieć: nienawidzę wszystkich filozofów-myślicieli, którzy wygłaszają swoje poglądy na domowym zapiecku. Jak to się mówiło w ZSRR: siedzą „na kuchni” i wylewają żale, jak źle im się żyje w tym kraju. Cholera, ale od tego gadania nic się nie zmieni. Nic się nie zmieni, jeśli nie będziemy o zmiany walczyć, jeśli nie będziemy wychodzić na Majdan. Bo przecież taką bierną postawę można wytłumaczyć: „Tam jest niebezpiecznie”. Rzadko klnę, ale przez te dwa dni rzucałem mięsem pod adresem milicjantów-psów i takich właśnie „neutralnych pacyfistów”.

Dlaczego? Bo widziałem, jak kobiecie strzelają w plecy. Widziałem dwóch gołych mężczyzn, których ostrzelano i wyrzucono nagich na ulicę. Widziałem dziewczynę, która dostała po oczach gazem, i chłopaka, któremu trzeba było amputować rękę. Widziałem dziennikarza, którego postrzelono w głowę. Widziałem więcej krwi niż przez 30 lat. Co pięć minut do punktu medycznego przynoszono półprzytomnych ludzi, którzy byli naszpikowani milicyjnymi nabojami. Sam poczułem na twarzy, jak działa gaz łzawiący. Klęczałem, a moja twarz płonęła. To, co pokazują w państwowej telewizji, to brednie. W istocie jest o wiele więcej krwi i beznadziei. Rannych nie możemy wysyłać do szpitali, gdyż od razu wydają ich milicji.

Uśmialiśmy się, gdy dostaliśmy sms: „Szanowny abonencie, zostałeś zarejestrowany jako uczestnik ulicznych rozruchów”. To tylko dodało nam pozytywnej energii i powodu do żartów. Trzymamy się, umiemy się zorganizować. Porcja gazu jest dla nas już jak dezodorant odświeżający oddech. Dziękujemy wszystkim ludziom, którzy przynoszą nam opatrunki i dają nam gorącej herbaty.

Kuchenni filozofowie, źle nam się stoi za was na Majdanie. Ale kraj bez was się nie zmieni. Nas zaraz rozgonią, pobiją, posadzą. A wy dalej będziecie siedzieć „na kuchni” i mądrzyć się, jak to źle się żyje, i że nasz kraj to gówno. Tymczasem to wy jesteście gównem. Jesteście nim, bo musicie iść do pracy, uczyć się i przecież żona was nie puści na Majdan, a poza tym opozycja nie ma planu, a jak będzie mieć plan, wtedy się zjawicie... Nie, nigdzie się nie zjawicie. Wciąż będziecie siedzieć w przytulnych pieleszach i prowadzić dyskusje polityczno-intelektualne. Kurwa! Nie starcza wam odwagi, by wyjść z domu i coś zrobić?!

Za to przychodzą 16-letnie dziewczyny i babuszki, i mówią: „Doktorze, podłogę umyję, herbaty zaparzę”. A wy? Dalej siedzicie „na kuchni”, za kompem i rozmyślacie, jak jest źle. I że nic się nie zmieni. Ale to wy się nie zmienicie. Napisałem już wszystko. Idę się przespać, bo rano znów pędzę na dyżur. 


DMITRIJ CZEKALKIN jest lekarzem-wolontariuszem z kijowskiego Majdanu. List ten wysłał do redakcji Radia Svoboda (sekcja ukraińska).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2014