Reklama

Lęk przed sukcesem

Lęk przed sukcesem

22.11.2015
Czyta się kilka minut
Czy chcę naprawdę dotrzeć do innego człowieka, zrozumieć go i mu pomóc? Co się stanie, gdy się nawróci?
Fot. David Terrazas Morales / CORBIS / PROFIMEDIA
N

Na adwentowej drodze stoją znaki. Znak Jonasza to ostrzeżenie przed strachem. On bał się sukcesu. Uciekł aż na dno wielkiej ryby, bo się bał, że mu się uda (a nie: nie uda). Miał nawrócić Niniwę, wielką, groźną i nielubianą (jak Moskwa przez wielu Polaków). Nie chciał jej nawrócenia, a wiedział, że Ten, który go posyła, niestety jest „Bogiem łagodnym i miłosiernym” (Jon 4, 2).

Czy boję się sukcesu? Czy chcę naprawdę dotrzeć do innego człowieka, zrozumieć go i mu pomóc? Co się stanie, gdy się nawróci? Wtedy zacznie zadawać pytania dziecinnie istotne: „Dlaczego?”, „Po co?”. To, co było oczywiste i bezrefleksyjne, zacznie szukać uzasadnienia. Będę musiał wymyślić nowy język. Mój dotychczasowy żargon stanie się niezrozumiały dla neofitów.

Mogą wziąć, nie daj Boże, moje słowa poważnie i zaczną się angażować na rzecz wykorzystywanych. I co im powiem, gdy zapytają: wybrać...

3386

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

taki przekaz na życiowy sukces ma biblijna historia Exodusu: Izraela z Egiptu, ale także Abrahama z Ur, czy Adama i Ewy z Edenu. Inaczej: trzeba się zaprzeć samego siebie i wziąć na ramiona Krzyż, by dostąpić tego "ponadnaturalnego spotkania", czyli osiągnąć sukces zbawienia. Tymczasem mało kto spośród tych, którzy się określają jako chrześcijanie, są gotowi do takowego wyjścia na pustynię. Oczywiście że jako "wyznawcy Chrystusa" czynimy wielkoduszne deklaracje. Ale czy jesteśmy skłonni ponieść rzeczywistą ofiarę "z samego siebie"? W ostatnim czasie wypłynęła na wierzch kwestia przyjmowania emigrantów(nazywanych "uchodźcami") z Syrii. Wielu "chrześcijan" apeluje o takową pomoc dla tych przybyszów:szczególnie "chrześcijańsko-demokratyczne" Niemcy. Tylko dlaczego ten chrześcijański obowiązek ma mieć formę kwotowego przymusu narzucanego innym, tak aby własne standardy wygodnego życia nie uległy,broń Boże,obniżeniu?

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]