Reklama

Książki w skrócie

Książki w skrócie

21.02.2006
Czyta się kilka minut
D

Dziecko w nas

Jacek Prusak SJ

W psychoterapii zwykło się przytaczać powiedzenie Freuda, że "dorosły jest dzieckiem dziecka, jakim był". Żywym potwierdzeniem tych słów jest niezwykła opowieść dorosłej kobiety o emocjonalnym dziecku, jakie odkryła w sobie, i o jego tajemniczym świecie.

Nie jest to żadna "bajka dla dorosłych", ale świadectwo zmagań wewnętrznych, dla których punktem wyjścia była seria traumatycznych przeżyć po nagłym rozpadzie trwającego ponad dwadzieścia lat małżeństwa. Uwikłana w "emocjonalną zapaść" autorka nie potrafi sobie poradzić z życiem, nie może zrozumieć swojego stanu, pokonać paraliżującego ją psychicznego cierpienia i lęku. Żeby znaleźć odpowiedź na pytania: dlaczego tak się stało?, jak do tego doszło?, jak sobie z tym poradzić? - decyduje się na psychoterapię. W jej trakcie zaczyna zagłębiać się w labiryncie swego życia emocjonalnego, którego fundamenty oparte były na najważniejszych dla niej, a zarazem najbardziej skomplikowanych i zagmatwanych relacjach z matką, z ojcem i z Bogiem. Podobnie jak świat, który ją otaczał - a wychowywała się w powojennej, małomiasteczkowej, stalinowskiej i tużpostalinowskiej rzeczywistości - tak i wszystkie te relacje były podwójne, miały drugą stronę, drugie znaczenie, drugą twarz.

W trakcie psychoterapii Szulkowska odkrywa, że ukryte jest w niej emocjonalne dziecko, które pamięta historię swego dzieciństwa, i bez którego nie jest dziś w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem. Co zaskakujące, pragnąc pisać o swoim dzieciństwie, odczuwa paniczny lęk. Do jej świadomości dociera bowiem głos dziecka "z innego świata", ukrytego przed sobą i ludźmi. Ujawnia się długo tłumiona rozpacz - "zbyt mała dla świata i właściwie nikomu niepotrzebna rozpacz dziecka, które wiele widzi i mocno czuje, ale zbyt mało rozumie". Autorka rozpoznaje, że na jej drodze ku prawdziwej psychicznej wolności stoi sierota o symbolicznym imieniu "Regi". Rozpoznanie w sobie jej istnienia pozwala zrozumieć lęk, jaki czuła przed własną matką, także jako dorosła osoba, i wyjaśnić, dlaczego tak długo nie umiała sobie z tym poradzić. Podążając tropem małej Regi, Szulkowska dociera do swojego emocjonalnego świata, w którym osoby z przeszłości (także te, o których tylko słyszała) wciąż sprawują nad nią kontrolę, jakby z zaświatów, a ściślej - z nieświadomości. To tylko niektóre psychoterapeutyczne wątki jej książki. Resztę pozostawiam ciekawości Czytelników.

Nie jest to jednak, wbrew temu, co sugeruje tytuł, zapis sesji terapeutycznych. Książka pokazuje, że psychoterapia może być konieczna i jest skuteczna. Opiera się na doświadczeniach, jakie autorka zdobyła w trakcie jej trwania, ale wychodzi poza nie. Przedstawia nie tylko drogę powrotu do równowagi po bolesnych doświadczeniach emocjonalnych, ale jest przede wszystkim wartościowym tekstem literackim. Takie wyznania nigdy nie są łatwe, ich umiejętne wyartykułowanie jest znacznym osiągnięciem. Historia Szulkowskiej wiele może nas nauczyć o nas samych, jeśli w trakcie lektury postaramy się nieco lepiej przyjrzeć własnemu, mniej lub bardziej uwięzionemu dzieciństwu. Warto dać sobie tę szansę.

Jolanta Szulkowska, "Uwięzione dzieciństwo. Zapiski z psychoterapii", Kraków 2005, Wydawnictwo eSPe.

Historyk w kuchni

Anna Mateja

To był "czarny piątek", 18 listopada 1910 r. - brytyjska policja przez sześć godzin usiłowała rozpędzić sufrażystki demonstrujące przed parlamentem, polewając je wodą i bijąc. "Kobiety włóczono po ziemi za włosy, tratowano pod końskimi kopytami, wiele zostało ciężko rannych, dwie zmarły z odniesionych obrażeń". 150 aresztowano. "W więzieniu prowadziły strajki głodowe (karmiono je wówczas siłą), były bite i upokarzane". Nie trzeba dodawać, że sufrażystki, walczące o przyznanie kobietom praw wyborczych, raczej nie mogły liczyć na społeczne zrozumienie - tak ze strony mężczyzn, jak kobiet.

Dzieje kobiet nie zawsze były tak dramatyczne, a może raczej - nie zawsze ich zmagania o godne życie i prawa były tak spektakularne. Profesor Maria Bogucka - wybitna znawczyni społeczno-kulturowego wymiaru historii w dziejach Polski i Europy - przypomina tamtą demonstrację i mnóstwo innych wydarzeń, próbując w jednej książce zebrać to wszystko, co wiemy o historii połowy ludzkości, do początku XX wieku marginalizowanej. Jest to opracowanie tak solidne, że aż momentami przytłaczające: nagromadzeniem dat, nazwisk, wydarzeń. Tak, jakby autorka chciała samym już ogromem faktograficznego materiału podważyć obiegowy sąd, że kobiet w historii przede wszystkim... nie było. Nie znajdziemy ich bowiem na polach bitew ani przy podpisywaniu kolejnych traktatów. A do kuchni, która od wieków była "królestwem kobiet", kronikarze raczej nie zaglądali.

Oczywiście, były znamienite wyjątki: Nawojka, która dla studiów w krakowskiej wszechnicy przywdziała męski strój, ukrywając, że jest "niezdolną do nauki" niewiastą (studia w Krakowie były zamknięte przed kobietami do początku XX wieku - Maria Curie-Skłodowska, nie chcąc iść w ślady Nawojki, wyjechała na studia do Paryża). Inne - jak Elżbieta angielska - dziedziczyły tron albo zostawały żonami tych mężczyzn, którzy "zapisywali się w dziejach", więc i one niejako z obowiązku przedostawały się na karty historii. Mogły też rodzić następców tronu, wychowywać wojowników czy mędrców.

Albo... Albo wieść takie życie, jak Mary Wollstonecraft, pisarka i publicystka, która - zainspirowana ideami Wielkiej Rewolucji Francuskiej - żądała zapewnienia kobietom równego z mężczyznami wykształcenia i równości obu płci wobec prawa; nie omieszkała też upomnieć się o "rewolucję w dziedzinie obyczajów". Zaledwie rok po jej śmierci w kolejnym połogu (1797) mąż, "pragnąc zbić kapitał na popularności nieboszczki, opublikował wspomnienia, w których oczernił jej pamięć, oskarżając o rozwiązłość i liczne pozamałżeńskie związki". Aura skandalu otoczyła zarówno Wollstonecraft, jak i jej feministyczną publicystykę. Mimo działalności zachłannego wdowca, przynajmniej jednej osobie emancypacyjne poglądy osiemnastowiecznej publicystki nie pozostały chyba obojętne - jej córce Mary, żonie poety Shelleya i autorce powieści "Frankenstein"...

Książka Marii Boguckiej nie jest jednak zapisem kobiecego cierpiętnictwa z jednej, a męskiej perfidii z drugiej strony. Raczej kolejną, niezwykle rzetelną próbą wypełnienia luk w polskiej historiografii i pisania "innej historii" - takiej, która nie byłaby skupiona wyłącznie wokół "wielkich wydarzeń", za jakie przyjęło się uważać np. wojny i działania dyplomatyczne. To spojrzenie na historię, jakie kilkadziesiąt lat temu zapoczątkowali francuscy historycy skupieni w szkole "Annales": Marc Bloch, Lucien Febvre i Fernand Braudel, których interesowały dzieje mas, a nie tylko elit czy wręcz jednostek. Życie codzienne i wszelkie przejawy ludzkiej aktywności: wychowywanie dzieci, zarabianie na życie, odpoczynek czy - relacje między kobietami i mężczyznami. Dzięki zmianie optyki do głosu mogli dojść "milczący" świadkowie historii - w tym właśnie kobiety. Rejestrowanie niezauważanych dotąd głosów nie służy jednak pisaniu historii na nowo, raczej wzbogaceniu tego, co już wiemy, zweryfikowaniu poglądów - i spojrzeniu na to, co znane, zupełnie innymi oczyma.

Maria Bogucka "Gorsza płeć. Kobieta w dziejach Europy od antyku po wiek XXI", Warszawa 2005, Wydawnictwo Trio.

Siostrzeństwo

Anna Mateja

Dziesięć kobiet opowiada o sobie, choć każdy z tekstów jest podporządkowany jednemu wątkowi - feminizmowi. Mówią o tym, kiedy zaczęły patrzeć na rzeczywistość, siebie, otoczenie przez pryzmat praw kobiet i ich miejsca w społeczeństwie; kiedy zaczęły nazywać siebie feministkami, a drwina czy lekceważenie, jakie w Polsce towarzyszą temu mianu, zaczęły ich osobiście dotykać.

Z tych historii wyłaniają się ważne kwestie społeczne, o których w Polsce głośno od początku lat 90.: dyskusja nad statusem prawnym aborcji, problem przemocy domowej, handlu kobietami, stosunków patriarchalnych w społeczeństwie czy marginalnego udziału kobiet w polityce, ale też równouprawnienia mniejszości homoseksualnej. Kto nie wie, czym feminizm jest, więcej - żywi do feministek mniej lub bardziej skrywaną niechęć - powinien książkę przeczytać. Czy pożegna się z uprzedzeniami? Daj Boże. Na pewno jednak będzie zaskoczony tym, co kobiety-feministki o sobie mówią. To nie jest apologia ideologii feministycznej, ale przede wszystkim szczere opowieści o sobie i swoim stosunku do feminizmu, bynajmniej nie bałwochwalczym.

"To wątek dla mnie bardzo ważny - zobowiązania osobistego w stosunku do kobiet, które cierpią prześladowania, są męczone, umierają" - wyznaje Anna Lipowska-Teutsch, założycielka Towarzystwa Interwencji Kryzysowej i Schroniska dla Ofiar Przemocy w Krakowie. I dodaje: "mam wrażenie, że jest to przyjmowane z pewną niechęcią na salonach feministycznych". Czy istnieje jednak inna droga, by pokazać opresję osób "rozcieranych po ścianach, jak w makutrze"? Niszczonych w rodzinie, która zamiast być wsparciem, staje się systemem zamkniętym, niczym wojsko, więzienie czy zakład psychiatryczny?

Feminizm to nie tylko manify, ulotki i obecność w mediach w roli "egzotycznego dodatku" do poważnej dyskusji. Anna Titkow, socjolog z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, nie bierze udziału w manifach. Woli zająć się tabu - tematami, świadomie lub nie, przez naukę pomijanymi. Z takiej motywacji powstały książki: "Nieodpłatna praca kobiet" czy "Co to znaczy być kobietą w Polsce". Dlatego prowadzi badania nad tożsamością polskich kobiet i zamierza się zająć relacjami matka-córka.

Po co to wszystko? Jak pisze Sławomira Walczewska: "»wredne feministki« odsłaniają tabu, demaskują hipokryzję, skłaniają kolejne rządy do podjęcia tematów z pozoru marginalnych, które jednak dotyczą połowy obywateli". Nie musimy się zgadzać z ich poglądami, może nas razić ich sposób wyrażania się (ktoś machnie ręką, że "kobiety przesadzają"), ale - chcąc dyskutować - warto dowiedzieć się, o co feministkom chodzi, jaki bagaż doświadczeń dźwiga każda z nich i dlaczego w tym, co robią, są tak zdeterminowane.

"Feministki. Własnym głosem o sobie". Autorki: Sławomira Walczewska, Małgorzata Tarasiewicz, Anna Titkow, Anna Lipowska-Teutsch, Joanna Regulska, Agnieszka Graff, Barbara Limanowska, Bożena Umińska, Anna Gruszczyńska, Inga Iwasiów, Zofia Brzuchowska. Wstęp i redakcja: Sławomira Walczewska, Kraków 2005, Wydawnictwo eFKa.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]