Jedna z najlepszych powieści minionego ćwierćwiecza, wydana po raz pierwszy w 2008 r., doczekała się już drugiego wznowienia, znacznie poszerzonego przez autorkę.
„Bambino” to nazwa szczecińskiego baru mlecznego, który staje się zwornikiem akcji, miejscem, gdzie pracują bądź spotykają się bohaterowie. Powieść daje panoramę powojennych dekad w mieście – najmniej oczywistym nabytku Polski po 1945 r. Nie ma tu publicystyki, a owa panorama wyłania się fragmentami z wrażliwie opisanych pojedynczych losów ludzkich – przede wszystkim kobiecych. Polski Szczecin to miejsce docelowe ludzi w podróży, rodzaj ziemi obiecanej, i tylko dla jednej z postaci – urodzonej w 1930 r. Niemki Ulrike, czyli Uli, stanowi miasto rodzinne, choć już chyba równie obce, jak dla przybyszów.
Przybysze są z różnych stron. Maria-Marysia (rocznik 1940) przywieziona została z rodziną zza powojennej granicy, spod Sambora, dopiero w 1957 r. Jej rówieśnik i przyszły mąż Janek (poznany oczywiście w Bambino) pochodzi z Wielkopolski – i jest, co tu dużo mówić, bękartem wychowanym przez dziadków. Anna (rocznik 1930) przyjechała z południa, by zdobyć wykształcenie, bo większość rodzinnego majątku przejął kto inny, a w przyszłości wyjdzie za prawdziwego marynarza. Ula natomiast rodziny nie założy – jej partner, nauczyciel Stefan, w 1968 r. okaże się Żydem i zostanie zmuszony do wyjazdu, nie bez udziału Janka, który z Zakładów Wytwórczych Aparatury Przemysłowej przeniósł się do Urzędu Bezpieczeństwa. Zresztą żyje za granicą żona Stefana, tak jak on ocalała z Zagłady.

Gęsta opowieść o emocjach, zawiedzionych nadziejach, prywatnych klęskach – Maria i Janek rozpijają się, a ich małżeństwo się rozpada – i klęsk tych przezwyciężaniu, a może raczej zaklinaniu. Oraz o ciężarze przeszłości, której nie da się wymazać, nawet kiedy buduje się nowe życie „na surowym korzeniu”, by użyć dawnego terminu dotyczącego lokacji nowych osiedli. No i o wszechobecnej szarości Peerelu – choć pierogi leniwe w Bambino są naprawdę dobre.
„Nie lubię pocieszycielstwa i nie zgadzam się z nim – mówiła kilkanaście lat temu autorka Pawłowi Smoleńskiemu. – A taka jest z reguły literatura dotycząca małych ojczyzn; sentymentalna”. Akcja „Bambina” kończy się w 1981 r. Nadchodzące nowe budzi w bohaterach lęk. Nadzieja jest raczej w najmłodszych – Magdzie i Tomku, dzieciach Marii i Anny. Ale to byłaby już inna historia.
Inga Iwasiów BAMBINO, Wydawnictwo Drzazgi, Okoniny 2024, ss. 464
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















