Reklama

Kryzysowe mediotyzmy i eurodumania

Kryzysowe mediotyzmy i eurodumania

13.09.2009
Czyta się kilka minut
Podczas organizowanej po raz dziewiąty międzynarodowej konferencji Rola Kościoła Katolickiego w procesie integracji europejskiej debatowano w podkrakowskich Tomaszowicach o chrześcijańskiej odpowiedzialności w obliczu kryzysów.
/ryc. Ivan Petrov / stock.xchng
N

Nie bez powodu kryzys w temacie konferencji występuje w liczbie mnogiej. Organizatorzy postawili hipotezę, jakoby nie dotyczył on tylko sfery gospodarczej, o czym każdego dnia przypominają media, ale też polityki oraz kultury i komunikacji. Otwierając konferencję, kard. Stanisław Dziwisz odniósł się do nauki społecznej Kościoła, która wskazuje na antropologiczne mechanizmy leżące u podstaw wszelkich kryzysów - pychę i egoizm. "Nastawienie na posiadanie rodzi napięcie między być i mieć" - mówił kardynał. Zło jednak nie polega na tym, że ktoś posiada dobra, ale że samo posiadanie staje się celem jego działania.

Do wadliwych mechanizmów leżących u podłoża kryzysu gospodarczego odniósł się także prof. Leszek Balcerowicz, który jednak po raz kolejny zaznaczył, że "słowo kryzys jest nadużywane, bo dobrze sprzedaje się w mediach". To zaś, z czym mamy obecnie do czynienia, to występujące w różnych rejonach świata i obszarach gospodarki konsekwencje załamania amerykańskiego sektora finansowego. A przecież rynki finansowe nie działają w próżni. Ramy ich funkcjonowania tworzą władze publiczne. "Jeśli ramy są wadliwe, działalność rynków finansowych nie może być prawidłowa" - przekonywał prof. Balcerowicz. Jego zdaniem to właśnie wadliwe regulacje, jak choćby zbyt niskie stopy procentowe, naciski na banki, by te udzielały więcej kredytów mieszkaniowych czy zbyt szybki wzrost wydatków publicznych stanowią przyczynę obecnej sytuacji. Niestety ani w Polsce, ani w Unii Europejskiej nie widać sygnałów tego, aby politycy uczyli się na błędach i wyrażali wolę wprowadzenia bardziej efektywnych regulacji. Zdaniem Balcerowicza bezwstydnie szukają za to kozłów ofiarnych (jak fundusze hedgingowe), obarczając ich odpowiedzialnością za kryzys. Na konieczność wprowadzenia nowego ładu na rynkach finansowych (nie tylko na poziomie państw narodowych, ale i ponadnarodowym) wskazywał także Janusz Lewandowski. Jego zdaniem obecnie głównym zadaniem UE jest "przezwyciężenie tendencji protekcjonistycznych", co na pewno nie będzie przydawać popularności unijnym instytucjom, ale - jak zaznaczył Lewandowski - przecież "nikt nie wyręczy ich w sprawowaniu obowiązków kontrolnych". Polski kandydat na unijnego komisarza zaznaczył także, że z kryzysu należy także wyciągnąć wnioski w sferze wartości: "okazało się, w jak dużym stopniu system finansowy opierał się na zaufaniu, które się załamało. Obecna sytuacja zaś stanowi test wiarygodności dla elit politycznych, które muszą uporać się z palącymi problemami".

Dr Werner Langen, niemiecki eurodeputowany z Europejskiej Partii Ludowej, także wskazał na nierozerwalność sfery gospodarowania i wartości, mówiąc, że "rynek, na którym brak stałych zasad, zawiódł, bo poza wolnością istnieje też konieczność odpowiedzialności".

Także kryzys w sferze polityki został przez uczestników konferencji połączony z odejściem od kierowania się wartościami w codziennym życiu. Według Jana Olbrychta ów kryzys nie jest niczym innym  jak rozlewającym się po całym świecie rozczarowaniem, że sprawdzone i poważane mechanizmy same z siebie nie wytwarzają pozytywnych zjawisk (jak choćby demokracja jako metoda wyłaniania przedstawicieli, która pozwala, aby obieralne funkcje piastowali ludzie o wątpliwych kwalifikacjach - czy to moralnych, czy merytorycznych).  Na pytanie prowadzącego dyskusję ks. prof. Piotra Mazurkiewicza, Sekretarza Generalnego Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej, jak zapewnić mariaż polityki i wartości, Olbrycht podał skomplikowany przepis: konieczni są "odpowiedni politycy, sprawne instytucje, zwyczaj konsultowania/negocjowania rozwiązań oraz dobre stosunki państwa z Kościołem". Podobną receptę na rozwiązanie kryzysu polityczności w czasach przełomu podał premier Donald Tusk, wskazując na konieczność odgrywania odpowiednich ról przez ludzi i instytucje oraz fałszywy dylemat, który każe wybierać albo między odwróceniem się przez politykę plecami do Kościoła, albo sprzężeniem tych dwóch sfer. Premier podkreślił, że Polska może pokazać Europie, że można przełamać ten dylemat, co zaowocuje zdrową współpracą, wzajemnym poszanowaniem autonomii i brakiem prób udowadniania swoich racji z pozycji siły.

Jan Olbrycht zwrócił także uwagę, że  nieufność wobec projektu integracji europejskiej opiera się na niewiedzy. "Eurosceptycy często powtarzają, że UE to spisek brukselskich elit i zwykli ludzie na jej funkcjonowanie nie mają najmniejszego wpływu, tymczasem prawda jest taka, że nie ma żadnego spisku.(…)  Co gorsze, nie ma nawet jednolitej koncepcji integracji". I w tym niestety trzeba upatrywać największej bolączki Europejczyków. Podczas zeszłorocznej konferencji uczestnicy podkreślali, że czas europejskiej introspekcji jest potrzebny i wyłoni zapewne nową wizję Europy. Tymczasem mimo upływu czasu Unia nadal pochyla się nad swoim losem. Lepiej jednak, by brak spójnej wizji rozwoju zjednoczonej Europy nie popychał co bardziej niecierpliwych w stronę pochopnych kroków. Lech Wałęsa podczas odbywającej się w ramach konferencji dyskusji "20 lat nowej Europy", zapowiedziawszy, że uda się do Irlandii namawiać jej obywateli, aby w referendum opowiedzieli się za traktatem lizbońskim, przekonywał Jacquesa Santera, że traktat, choć nie jest idealny, musi zostać przyjęty. Że państwa członkowskie powinny w miarę możliwości ujednolicać legislację. Że Europa jako całość musi być łatwiej sterowalna, by sprostać wymaganiom stawianym przez globalizację. Były przewodniczący Komisji Europejskiej ostrożnie zgodził się z argumentami Wałęsy, gdyż - jak zaznaczył - na świecie Europa i tak postrzegana jest jako całość.

Poza polityką i gospodarką uczestnicy konferencji debatowali także o wyzwaniach, jakie kryzys stawia przed kulturą i komunikacją. Prof. Jan Miodek wskazał na panoszące się zjawisko mediotyzmu - z jednej strony mnogości informacji przekazywanych przez media, z drugiej - ich trywializacji, brutalizacji i ekstremalizacji. Świat nowych technologii niesie ze sobą także - zdaniem profesora - niebezpieczeństwo tego, że "rzeczywistość elektroniczna stała się dominującą siłą tworzącą rzeczywistość językową". Zamiast regenerować siły, ludzie się "resetują". Łacina i greka coraz rzadziej są źródłem językowych inspiracji, zalewa nas fala zniekształconej angielszczyzny: wierni powinni być "full time z Chrystusem". Minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski z kolei uznał, że kryzys gospodarczy pozostaje bez wpływu na kulturę. Podobnie uznał były rektor krakowskiej ASP, prof. Stanisław Rodziński. Jego zdaniem "kryzys wartości w sztuce zależy od wyborów artystów, nie wiązałbym tego z kryzysem gospodarczym". Co innego wynikało jednak z wypowiedzi ks. Adama Bonieckiego, redaktora naczelnego "TP", który zaznaczył, że ludzie, choć przez wieki komunikowali się za pomocą symboli interpretowanych dzięki intelektowi, dziś coraz częściej przekazują sobie treść poprzez obrazy, na czym tracą media pisane. Do tej diagnozy przychylił się dr Michel Ebner, były europoseł Europejskiej Partii Ludowej, który zaznaczył, że spadek czytelnictwa prasy powoduje na kurczenie się wpływów z reklam, co z kolei zmusza wydawców do zabiegania o mniej ambitnych czytelników - to nie może pozostać bez wpływu na poziom dziennikarstwa.

Mroki wszechogarniających kryzysów rozwiał Gunter Verheugen, podsumowując pięć - niezwykle udanych - lat polskiej obecności w UE. Odniósł się także do delikatnych aspektów europejskiej polityki: "Nie można zapominać,że rewolucja demokratyczna rozpoczęła się w Polsce. Upadek muru berlińskiego stanowił de facto zakończenie przemian" - mówił wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej. Przyznał także, że zachodni politycy muszą pamiętać o polskiej traumie, zwłaszcza gdy Francja bądź Niemcy próbują dochodzić do porozumienia z Rosją ponad głowami Polaków.

Dr Jarosław Gowin, rektor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. J. Tischnera, podsumował obrady wskazaniem chrześcijanom roli w rozwiązywaniu trudnych problemów, jakie stawia przed Europą kryzys. Jego zdaniem potrzeba z ich strony zaangażowania, a wręcz heroizmu.

Zdaje się jednak, że wystarczy systematyczna wytężona praca, by wspólnymi siłami tchnąć w Europę nieco życia, bo świat pędzi do przodu, nie czekając na wynik eurodumania.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]