Kopanie

Kilka razy w życiu zdarzyło mi się robić łopatą. Zawsze niewprawnie, po jednym dniu miałem ręce całe w bąblach i otarciach. "Za mocno ściskasz", mówiono, "łopata musi sama chodzić". Ale właśnie kiedy pozwalałem jej "chodzić", raniła mi dłonie. Próbowałem podglądać tych, którzy machali nią z większą wprawą. Ich ruchy były płynne, powtarzalne. Nie szarpali się z ziemią, jeżeli zadany sztych nie wszedł dostatecznie głęboko, próbowali z innej strony. Co pewien czas przystawali, ocierali z czoła brudny pot, zapalali papierosa. Bruzdy wewnątrz ich dłoni były głębsze, jakby żłobiła je polodowcowa rzeka.
Czyta się kilka minut

Kopanie to zaglądanie pod skórę świata, dobijanie się do krainy zmarłych. Szybsze bicie serca, kiedy w wykopie mignęła nagle pamiątka porzucona przez nich po drodze w zaświaty. O ziemi mówiło się w domu zawsze z szacunkiem. Kopanie pozwalało jej odetchnąć, wpuścić trochę słońca. Rozcinana ziemia pachniała sokami krążącymi w korzeniach, robakami, piwnicą, nawozem. Najgorzej było kopać zimą. Ziemia była wtedy twarda jak przewrócony mur. Wybijało się w niej otwory kilofem, a potem drapało ich ścianki, żeby dojść do warstwy, której jeszcze nie sięgnął mróz. Żmudna praca; gdyby przekleństwa nie istniały wcześniej, na pewno wymyślono by je właśnie przy niej.

Kopanie - brudna robota. I groźna, jeśli się słyszało, że gdzieś tam na kogoś osypała się ziemia i zanim go odgrzebano, już miał jej pełne usta. Może właśnie dlatego budziła szacunek. Mimo postępu techniki, w wielu miejscach niezastąpiona. Łopatą poprawiliśmy błędy koparki, pogłębialiśmy piwnice, wyrywaliśmy korzenie ściętych drzew. Szerokie ramiona - od łopaty, mięśnie - od łopaty, dłonie jak bochny - bo robiły łopatą. "Jak się nauczysz łopaty, będziesz miał robotę do końca życia".

A przypomniało mi się to wszystko teraz, kiedy po wielu latach czytałem powtórnie wiersz Carla Sandburga o robotnikach kopiących ziemię. Od jakiegoś czasu leży przy moim łóżku wybór jego poezji zrobiony w 1971 roku przez Michała Sprusińskiego. Najlepsze wiersze Sandburga są rzeczowe, przypominają urywki reportażu, notatki kogoś, kto nie chce rzeczywistości niczego dopisywać, a jednocześnie potrafi pojedyncze zdarzenie zamienić w znak. I wśród tych najlepszych jest jego wczesny wiersz "Muckers", który podaję tu w przekładzie Sprusińskiego:

Dwudziestu mężczyzn przygląda się kopiącym ziemię.

Tną brzegi rowów,

Gdzie glina błyszczy żółto,

Wbijają szufle głębiej i głębiej

Pod nowe rury gazowe,

Ocierają pot z twarzy

Czerwonymi chustami.

Kopiący ziemię pracują... przystają... wyciągają

Buty z błotnistej mazi.

Z dwudziestu przypatrujących się

Dziesięciu mruczy: "Cholerna robota",

Dziesięciu innych: "O cholera, gdybym miał tę robotę".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 09/2009