Reklama

Ładowanie...

Kłopoty z "Feniksem"

Kłopoty z "Feniksem"

06.06.2004
Czyta się kilka minut
Po latach istnienia nagrody “Feniks", po raz pierwszy ktoś ustosunkował się do przyznanych nagród. Szkoda, że jest to omówienie negatywne (o tym, czego zabrakło), a nie pozytywne (krytyczne omówienie nagrodzonych), choć dobrze rozumiem, że pierwsze jest łatwiejsze niż drugie, wymagające przeczytania uhonorowanych książek. Piszę o liście Janusza Poniewierskiego “Pytania do jury »Feniksa«" (“TP" nr 19/04).
Z

Zarówno “Encyklopedia religii", jak “Adieu", o których wspomina pan Poniewierski, są książkami niewątpliwie medialnymi, ale medialność nie zawsze jest równoznaczna z dużą wartością kulturotwórczą. Nie negując faktu, że książki medialne też mogą być dobre, jury zwraca uwagę przede wszystkim na książki niedostrzeżone, a ważne. Można się o tym przekonać przeglądając listę nagrodzonych. Jury podziela zdanie autora listu o “Tryptyku rzymskim". Może jednak nieprzyznanie książce “Feniksa" nie jest aż tak wielkim skandalem, bowiem konkurencja pięknych książek była wielka.

Nie istnieją nagrody obiektywne i podobnie ma się rzecz z “Feniksem". Jury co roku robi rachunek sumienia z tego, czego nie nagrodzono, choć powinno być nagrodzone, i z tego, co nagrodzono, choć nie powinno tak się stać. List pana Poniewierskiego jest tu cennym przyczynkiem. Problemem jury jest dotarcie do dobrych książek. Nie wystarczy chodzenie po księgarniach, bo najlepsze książki, często wydawane poza oficjalnymi środowiskami katolickimi, są trudno dostępne i pomijane w recenzjach (“TP" też powinien zrobić rachunek sumienia w tej mierze). Jury dotarło np. do przekładu dramatów Paula Claudela, ale nie zauważyło przekładu antologii Leona Bloya - takich przykładów jest więcej.

Szkoda, że wydawnictwa mało interesują się nagrodą, nie przysyłają list książek, rozsyłają listy książek opublikowanych, nie typując żadnej z nich, o braku uzasadnień nie wspomnę. Często zaś robią to w ostatniej chwili, po kilku przypomnieniach. Na Targach Książki tylko nieliczne nagrodzone wydawnictwa wystawiały swoje “Feniksy", na palcach jednej ręki można policzyć te, które potrafią z nagrodą zrobić coś więcej (np. umieścić w nowo wydanych katalogach informację o nagrodzonej książce czy zdjęcie statuetki). Winna jest prasa katolicka, która rzadko recenzuje książki, o “Feniksie" ledwie wspominając. Winę ponoszą również księgarnie, w których często brakuje podstawowych książek.

Stowarzyszenie Wydawców Katolickich wysyłało wielokrotnie prośby o opinię do środowisk katolickich - spotykały się one z niemal zupełnym milczeniem. Zwrócono się też z prośbą do wszystkich wydawnictw katolickich (i nie tylko) o zgłaszanie kandydatur zarówno do “Feniksa", jak “Małego Feniksa". Taki list wysłano też do wydawnictwa “Znak". Pozostał bez echa, przynajmniej co do drugiej nagrody. Członkowie SWK, którym jest i pan Poniewierski, mają prawo zgłaszania kandydatur do tych nagród. Lepiej jednak czynić to przed ich przyznaniem niż po. Inaczej nie na miejscu jest zdziwienie, że nie nagrodzono jakichś książek lub osób, skoro się ich wcześniej nie zgłosiło.

Bardzo dobry jest projekt pana Poniewierskiego stworzenia nagrody czytelników. Tylko że taka nagroda musiałaby zaznaczać, czytelników jakiego czasopisma dotyczy - inną bowiem prawdopodobnie przyznaliby czytelnicy “TP", inną “Gościa Niedzielnego", inną “Naszego Dziennika". A może ważniejsze czasopisma stworzyłyby nagrody swoich czytelników? Jednak “Feniks" jest znakiem zastrzeżonym, dlatego projektowana nagroda - jak długo nie zatwierdziłoby jej SWK, którego “Feniks" jest własnością - musi poszukać innej nazwy.

Przypomnę, że oficjalna nazwa kwietniowej imprezy targowej, organizowanej w Warszawie przez SWK, brzmi: Targi Wydawców Katolickich - i prosiłbym o stosowanie tej właśnie nazwy w publikacjach.

Ks. MAREK OTOLSKI MIC, prezes zarządu Stowarzyszenia Wydawców Katolickich

Pragnę wyjaśnić, że:

1. Napisałem list jako osoba prywatna, a nie pracownik wydawnictwa Znak, publicysta “TP", członek SWK etc. I chciałbym, żeby tak właśnie mnie Ksiądz traktował. (Przy okazji: od kilku lat jestem jedynie redaktorem miesięcznika “Znak"; kiedy przestałem pracować w wydawnictwie, “zawiesiłem" też swoją działalność w SWK.).

2. W liście wymieniłem kilka tytułów, zasługujących co najmniej na wyróżnienie. Żałuję, że nasze oceny tak bardzo się rozmijają. (Przy okazji: nie wiedziałem, że “jury zwraca uwagę szczególnie na książki niedostrzeżone...". Rozumiem, że w przeszłości za takowe uznano m.in.: “Czarne karty Kościoła" V. Messoriego - Feniks 1999, “Spotkania z Wujkiem Karolem" o. L. Knabita - Feniks 2000 i “Świadka nadziei" G. Weigla - Feniks 2001.).

3. Przyjmuję do wiadomości, że “nie istnieją nagrody obiektywne i podobnie ma się rzecz z »Feniksem«". Cieszę się, że się co do tego zgadzamy. (Przy okazji: będę wdzięczny za informację, jakie książki jury ma na myśli, robiąc rachunek sumienia “z tego, co nagrodzono, choć nie powinno tak się stać". I dlaczego właściwie je nagrodzono?!).

4. Tak naprawdę mój list dotyczył Jana Turnaua i był zapisem smutnej świadomości, że przez sześć lat środowiska katolickie nie zdobyły się na to, żeby dostrzec i docenić jego pracę. Z prawdziwą przykrością stwierdzam, że ks. Marek Otolski zdaje się tego fragmentu listu w ogóle nie zauważać. Albo inaczej: zauważa go, ale tylko po to, żeby mnie... ostrzec (“»Feniks« jest znakiem zastrzeżonym...").

Pomysł przyznania Janowi Turnauowi “nagrody publiczności" jest wyrazem mojej bezsilności. Nie zamierzam, oczywiście, ustanawiać żadnych nowych nagród. Chcę jedynie uścisnąć rękę redaktorowi “GW" i powiedzieć mu: “W imieniu iluś tam (tu podam dokładną liczbę) czytelników książek religijnych - dziękuję". Dlatego właśnie zbieram podpisy osób, które tę ideę popierają (proszę o listy do redakcji “TP" lub e-maile: januszp@znak.com.pl). Czy Ksiądz się do tej akcji dołącza?

5. Szczerze mówiąc, nie przyszło mi do głowy zgłaszanie swoich kandydatur do “Feniksa" (inna rzecz, że nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek poproszono o to redakcję miesięcznika, w którym pracuję). Ale gdybym to uczynił, teraz pewnie bym milczał. Bo jakoś “nie na miejscu" wydaje mi się zdziwienie, że nie nagrodzono książek lub osób, które się zgłosiło. (Przy okazji: proszę potraktować punkt 4. mojego listu jako zgłoszenie do nagrody “Małego Feniksa" w 2005 r.).

JANUSZ PONIEWIERSKI

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]