Reklama

Klony i palmy

Klony i palmy

27.03.2007
Czyta się kilka minut
Utyskiwałam kiedyś, że książki, które wydaje się w Polsce dla młodzieży, tak się mają do rzeczywistości jak serial "Na dobre i na złe" do rodzimej służby zdrowia. Zawiniłam. Pokuta jest dotkliwa. Za karę czytam teraz niemal wyłącznie powieści o samobójstwach, ano­reksji, narkomanii, molestowaniu i gangach. Autorzy z reguły bywają bezlitośni - sponiewierają czytelnika emocjonalnie, przeczołgają, zdołują, po czym wyplują bez nadziei i otuchy. Żadnego happy endu. Tylko krew, pot i łzy.
N

Nic dziwnego zatem, że w dwa palce wzięłam powieść Grzegorza Gortata - okładka prawdziwie dresiarska (fuuuj!), notka od wydawcy też nie pozostawia wątpliwości, że nie będzie to Jeżycjada. Nic to! Obowiązek przede wszystkim. Czytam... Ach, Grzegorzu Gortacie, jakież miłe rozczarowanie!

Bohaterowie to ponura piątka dresiarska - czterej pancerni, Szarik (rasy pitbull) i Marusia. Na szczęście bez czołgu (dopiero by nam dali popalić). Znam ich - bliźniacze kopie takich gostków okupują skwery między śmietnikiem i trzepakiem, jak Polska długa i szeroka. Rozmawiają ze sobą za pomocą warknięć, do każdej kwestii dorzucając darmowy bonus w postaci "kurzej naci". Podobni spychają staruszki z chodnika i plują pod nogi matek z dziećmi. Mijam ich z duszą na ramieniu, a oni o tym wiedzą i mają z tego fan. Niełatwo zatem wykrzesać ze mnie współczucie dla Baczera, Lachy, Konia, Simona i Jolki, a nawet dla pieska Belfa. A przecież autorowi się uda.

Popaprani, z domów, którymi gardzą - Baczer i jego kumple rekompensują sobie frustrację nienawidząc innych. Głupszych za to, że głupsi, mądrzejszych, że mądrzejsi, starych, bo starzy. Bogatych, ale i meneli. Inwalidów, "studenckich mend", kibiców Polonii. I tych, których nienawidzić najprościej: "Żydków", "Czarnuchów", "Wietnamców", "Chinoli". Nienawidzą "miękko" - mają się za wyrozumiałych, nie odmawiają prawa do życia. Tylko niechby "tamci" trzymali się z daleka, wrócili do siebie, nie leźli w oczy i, broń Boże, się nie wychylali. Bo taki wychylony obcy - prymus, bystrzak - bezczelnie zaprzecza teorii przyrodzonego jakoby upośledzenia. Toteż kiedy w klasie Jolki i Simona pojawia się Thanh, syn wietnamskich imigrantów - zbyt uprzejmy, zbyt obkuty, zbyt utalentowany - dresiarze postanawiają dać mu nauczkę. Poturbowany Thanh zachowuje się dziwnie - bagatelizuje doznane obrażenia i nie docieka, kim byli sprawcy napadu. A wręcz pomaga swoim prześladowcom w kłopotach. To kompletnie dezorientuje napastników, hołdujących zasadzie przemocy i odwetu. I tu role czarnych i białych charakterów przestają być jednoznaczne.

Baczer i jemu podobni krzywdzą, bo byli krzywdzeni. Poniżają, bo byli poniżani. Za nic mają godność innych, bo ich dziecięca (a potem nastoletnia) godność była bezustannie naruszana. Wkrótce jednak prześladowcy staną się ofiarami - mały hitlerek zawsze w końcu trafi na większego od siebie hitlera. Każdy może być nominowany na śmiecia, nienawiść jest szczodra. Ciekawie zapętlona akcja zmierza do dramatycznego końca. Następuje kulminacja i upragniony happy end. Cóż z tego, że trochę zbyt happy - należy nam się. Za strach, którego stale doznajemy, a o którym autor nam przypomniał. I nieważne, ile mamy lat.

Gortat pilnie wystrzega się czytankowego tonu, który zdominował literaturę dla młodych. Ucieka od dopowiadania morałów, swoich bohaterom gmatwa życiorysy. Ma dobre ucho do dresiarskich dialogów - oddaje klimat tego narzecza, oszczędzając nam werystycznych szczegółów. Aby książka nie stała się historyjką z wypisów szkolnych o społecznych patologiach, autor dwójkę swoich bohaterów umieścił w elitarnym liceum, sygnalizując, że dresiarstwo nie jest stanem posiadania, a stanem ducha. I jakkolwiek szkolne dialogi są trochę papierowe, to kontrast pomiędzy zawodówką Baczera a renomowanym liceum Jolki został ładnie oddany. Pomimo szpetnych okładek, w jakie ubrał książkę wydawca, powieść Grzegorza Gortata zauważono - uzyskała wyróżnienie w konkursie "Książka Roku" Polskiej Sekcji IBBY. Bardzo zasłużenie!

***

Prawdziwą ucztą dla zdziecinniałej recenzentki okazała się książka "Kto ze mną pobiegnie", przetłumaczona z języka hebrajskiego. Optymistyczna baśń o przezwyciężaniu zła rozgrywa się w scenerii współczesnej Jerozolimy. Fabuła oparta jest na świetnym koncepcie. Szesnastoletni Asaf pracuje podczas wakacji w Urzędzie Miasta. Szef powierza znudzonemu praktykantowi zadanie - Asaf ma ustalić, kto jest właścicielem bezpańskiego psa. Chłopiec ma tylko wręczyć mandat niedbałemu opiekunowi, ale misja się komplikuje. Zaledwie Asaf uwolni psa z klatki - zwierzę popędzi przez miasto, wlokąc za sobą chłopca.

Od przypadkowo napotkanych ludzi Asaf dowie się, że pies należy do nastoletniej dziewczyny. Jej historia jest niezwykła - wkrótce prozaiczny mandat przestanie być ważny, a Asaf kontynuuje poszukiwania, które stają się niebezpieczną grą. Podczas gdy Asaf po omacku szuka nieznanej Tamar, uciekinierka realizuje ryzykowny plan, świadomie wnikając do dziwnej, żebraczej organizacji, gdzie więziony jest jej starszy brat. Współczesna wersja dickensowskiego sierocińca w sercu upalnej Jerozolimy jest równie odrażająca i niebezpieczna. Tamar - panienka z dobrego domu, uczennica szkoły muzycznej, przybiera kostium "dziecka ulicy" i żebraniną wkupia się w łaski przestępczych opiekunów. Na poły kryminał, na poły baśń - czyta się łapczywie, pochlipując. Brutalna przemoc, narkotyki, zabójstwa - a na drugim biegunie nieporadny heroizm, odwaga, miłość. Piękna książka. Doceniona, ekranizowana, tłumaczona na wiele języków...

Dla mnie ma i tę szczególną wartość, że oto literatura dla młodzieży odsłania nam realia współczesnego Izraela, których nie znamy wcale. Demitologizuje, odczarowuje, uczłowiecza. Nasze wyobrażenie o Izraelu zdominował wizerunek pejsatego chasyda w czerni, ofiar Holokaustu, rannych w palestyńskim zamachu bombowym na policyjnych noszach. Tak jak do wizerunku Polski na świecie przykleiła się babina w chuście i chłopska furmanka, tak współczesnego Izraela nie widać spoza Zagłady, spoza religijnego i politycznego kontekstu. A co z tym innym, "cywilnym" wizerunkiem? Jak współcześni Żydzi i Polacy mają odzyskać dawne powinowactwo, nie znając się nawzajem?

Nie tak dawno miałam okazję obejrzeć kilka filmów izraelskich (z rosyjskim dubbingiem), przywiezionych przez przyjaciela z Tel Awiwu. To był szok! To kino jest swojskie, ciepłe, rodzajowe, przypomina trochę kino czeskie. Perypetie przybyszów z całego świata - z Rosji, Maroka, Francji - którzy postanowili osiąść w Izraelu, ich wzajemne animozje, ich przywiezione w podróżnym bagażu nawyki... Izraelskie obyczaje, różnice pomiędzy domami religijnych i niewierzących Żydów - komedia omyłek, dziwnie znany pejzaż, dużo polskich słów. Przetłumaczona na język polski książka o współczesnych nastolatkach w Jerozolimie, którzy doświadczają tych samych rozterek, miłości, dramatów co polscy rówieśnicy, więcej zdziała niż niejedna czytanka o integracji. Tam palmy, tu klony - ale emocje i nadzieje te same. Za mało takich książek!

Grzegorz Gortat, "Do pierwszej krwi", Wrocław 2006, Ossolineum;

Dawid Grosman, "Kto ze mną pobiegnie", przeł. Leszek Kwiatkowski, Warszawa 2006, Wydawnictwo W.A.B.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]