Katalog krótkich spięć

Sarraute z niezrównaną precyzją ilustruje krótkie spięcia pojawiające się w relacjach międzyludzkich, w relacjach człowieka z przedmiotami i językiem.
Czyta się kilka minut

Wydane w 1939 r. „Tropizmy”, debiutancki zbiór krótkich próz Nathalie Sarraute, nie od razu zyskały uznanie. Po odmowie ze strony wydawnictw Gallimard i Grasset autorka opublikowała książkę w oficynie Denoël, ale przeszła ona właściwe bez echa, mimo entuzjastycznych opinii niektórych pisarzy, w tym Sartre’a. „Tropizmy” doceniono dopiero niemal 20 lat później, przy okazji wznowienia w Les Éditions de Minuit. Wtedy też zostały retrospektywnie uznane za utwór zwiastujący nouveau roman, nowy nurt francuskiej prozy zmierzający do porzucenia XIX-wiecznych konwencji powieściowych.

W języku biologii tropizmy to reakcje ruchowe roślin i osiadłych zwierząt na różnorakie bodźce zewnętrzne: chemiczne, świetlne, grawitacyjne, mechaniczne, elektryczne i inne. Sarraute wykorzystuje ten termin, tworząc katalog 24 efemerycznych obrazków, a uchwycone w nich sytuacje ogniskują się często właśnie wokół bodźca i reakcji. Bodaj najważniejszą cechą wspólną zbioru jest skłonność do ilustrowania krótkich spięć pojawiających się w relacjach międzyludzkich, w relacjach człowieka z przedmiotami i językiem.

Jeśli pozwolimy sobie na bardziej twórcze podejście do tytułu, zauważymy, że pobrzmiewa w nim jeszcze jedno słowo pozwalające oświetlić niektóre aspekty tej prozy, czyli „trop”. Przypomina ono o istocie języka, który ma naturę retoryczną, nie może zatem przylegać do świata, a mimo to nieustannie do niego odsyła. Widoczne w „Tropizmach” podejście do mowy i konwencji literackich niejako potwierdza tę dialektykę. Teksty stronią od tradycyjnego przedstawienia bohaterów i ich psychologii, a jednak zaznaczają jednostkowość postaci oraz zaskakują prawdopodobieństwem ich reakcji; operują metaforą i eksponują językowe zapośredniczenie, a jednocześnie nieustannie zaznaczają odniesienia do pozajęzykowego świata. Takie zestawienie paradoksów może onieśmielać, ale to dzięki nim Sarraute osiąga olśniewające literackie i poznawcze efekty.

„Tropizmy” pokazują człowieka uwikłanego w sieć dynamicznych relacji i konwencji, a może raczej – choć bohaterowie dają się zazwyczaj wyodrębnić – przedstawiają ruchliwą konstelację tych wszystkich elementów. W jednym z wywiadów autorka stwierdziła, że rozumie tropizmy jako coś, co powstaje na obrzeżach świadomości, co poprzedza zdarzenia i słowa. Zbiór z precyzją i przywiązaniem do detalu rejestruje takie ledwie zauważalne i nie w pełni wyartykułowane mikroruchy i mikroreakcje na zdarzenia, zachowania, społeczne oczekiwania, a przede wszystkim na słowa. Słowo w relacji, słowo na prawach cytatu jest bowiem u Sarraute narzędziem gry, poszerzania wpływu, obrony siebie przed zawłaszczeniem, ale też nośnikiem norm i nieuchronnej socjalizacji: „Otaczali ją, wyciągali ku niej ręce: »Michel Simon... Jouvet... Ach, trzeba było, prawda, zadbać o miejsca z wyprzedzeniem... Potem nie byłoby już biletów, chyba że za horrendalną cenę, w loży, w pierwszym rzędzie...«. Zacieśniali więź trochę mocniej, powoli, dyskretnie, bez bólu, zaciskali napiętą nić, ściągali... I stopniowo słabość, miękkość, potrzeba zbliżenia się do nich, aprobaty z ich strony, kazała jej dołączyć do ich kółka. Czuła, że grzecznie (o, tak, Michel Simon... Jouvet...), bardzo grzecznie, jak dobra dziewczynka, podaje im rękę i kręci się razem z nimi”.

W „Tropizmach” napięcie między wyobcowaną jednostką a grupą jest jednym z najsilniej obecnych wątków. Pojawiają się też wyobrażone strategie walki ze stłamszeniem oraz marzenia o ucieczce, jednak zaburzenie relacji grozi katastrofą, a miejsce, w którym można by się ukryć, nie istnieje. Takie motywy, wraz z zakorzenionymi w realiach, subtelnie satyrycznymi ilustracjami grup prowadzących bezmyślne, jałowe, skupione na plotce i konsumpcji style życia, pozwalają również wpisać ten zbiór w tradycję nieobcej francuskiej powieści krytyki społecznej. W tym wydaniu pozostaje ona aktualna i – co najważniejsze – literacko apetyczna. ©


Nathalie Sarraute, TROPIZMY, przeł. Szymon Żuchowski, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2016

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51-52/2016