Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Jochen Böhler. Z ziemi bodeńskiej do polskiej

Jochen Böhler. Z ziemi bodeńskiej do polskiej

10.04.2012
Czyta się kilka minut
W Polsce pochodzenie z Krakowa czy Gdańska nie ma większego wpływu na specyficzną formację duchową gdańszczanina czy krakusa, na to, co myśli i czuje jeden lub drugi.
Z

Z jednym, góralskim wyjątkiem (dlatego ks. Tischnera więcej łączyło z sąsiadem z Łopusznej niż z Ingardenem czy Husserlem). Inaczej w Niemczech. Tam historyczny regionalizm wyciska silne piętno na bawarczyku, berlińczyku czy hamburczyku. Nie tylko jeśli chodzi o preferowaną markę piwa, wina czy poczucie humoru. Geograficzna proweniencja tka subtelne nici w mentalnej tkance jej mieszkańców.

Możliwe, że tu kryje się rozwiązanie zagadki, dlaczego wśród setek niemieckich historyków, w tym kilku tuzinów ekspertów od spraw polskich, Jochen Böhler jako jedyny odważył się stanąć twarzą w twarz z zagadnieniem kampanii wrześniowej, wyniesionej wszak do rangi sakralnego męczeństwa w kolektywnej pamięci Polaków. Tam, skąd pochodzi – okolice Jeziora Bodeńskiego – pachnie francuskim serem, rozciąga się ciemny grzbiet Wogezów i widać ośnieżone alpejskie szczyty. Blisko do Mediolanu czy Zürichu, do Strasburga niecałe dwie godziny rowerem. Tylko do Polski daleko. A dramatyczna przeszłość polsko-niemiecka nie rozpala. Ten emocjonalny dystans mieszkańców niemiecko-szwajcarskiego pogranicza musiał być podstawą ogromnego zdziwienia Böhlera, kiedy już jako student historii na uniwersytecie w Kolonii natrafił na anglojęzyczny artykuł polskiego autora piszącego o dziwnych zbrodniach Wehrmachtu popełnionych we wrześniu 1939 roku. Stało to w absolutnej sprzeczności z dotychczasową historiografią niemiecko- i anglojęzyczną, obarczającą SS i gestapo odpowiedzialnością za zbrodnie na froncie wschodnim. Skonfundowany student dysonans poznawczy postanowił zredukować sam, na kartach pracy doktorskiej. I tak ze stypendium naukowym wylądował na kilka lat w Warszawie, w Niemieckim Instytucie Historycznym. Nauczył się języka polskiego, przewertował archiwa w obydwu krajach.

Rezultat jego dociekań zaowocował trzema publikacjami, z czego ostatnia, „Najazd” (wyd. 2009, wyd. polskie 2011), wywołała silny rezonans medialny po obydwu stronach Odry. Böhler nie tyle udowodnił, co przedstawił masowy rozmiar przestępstw – nie było większej jednostki zbrojnej, która by nie sięgnęła do repertuaru represji. Co istotniejsze jednak, wypunktował motywy popełniania zbrodni przez „zwykłych ludzi” z Wehrmachtu na polskich cywilach oraz przybliżył mechanizm prania mózgów niemieckich wojskowych przez machinę propagandową III Rzeszy. W pracy uwzględnił także i te postawy niemieckich wojskowych, którzy, targani moralnymi wątpliwościami, dawali im upust w pisanych do rodzin listach frontowych. Böhler bynajmniej nie został czarną owcą w gronie niemieckich historyków. Tym bardziej że w kolektywnej pamięci Niemców obalono ostatnio kolejny mit, tym razem o „dobrym” w latach III Rzeszy ministerstwie spraw zagranicznych, co warto w Polsce odnotować, skoro z tak sejsmograficzną wrażliwością przyglądamy się ewolucji polityki historycznej naszego sąsiada po zjednoczeniu.

Böhler, obecnie profesor na uniwersytecie w Jenie, kontynuuje swoje badania naukowe. Ale w bliskim jego sercu mateczniku, rejonie Jeziora Bodeńskiego, tym turystycznym biotopie niemieckim, poprzez swoją propolską działalność edukacyjną pełni rolę latarni morskiej, wysyłającej nadwiślańskie sygnały. Bowiem Polska – jak mówi – stała się jego drugą ojczyzną.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]