Jeszcze parę grzechów

Poruszył mnie i ucieszył tekst ks. bpa Tadeusza Pieronka Mroczny mit »katolandu« (TP nr 21/04). Dla mnie to próba, niestety dość słaba, dokonania rachunku sumienia polskiego Kościoła, który prymas Józef Glemp potraktował kiedyś, mówiąc delikatnie, po macoszemu. Choć jednak Księdza Biskupa cenię i szanuję, inaczej myślę o sprawach, którymi się zajął.

20.06.2004

Czyta się kilka minut

Biskup Pieronek podaje w tekście kilka różnych określeń Kościoła. Czasami są to wierni, czasami Episkopat, gdzie indziej wybrani biskupi. Może powinniśmy być bardziej jednoznaczni, skoro dla wielu ludzi w Polsce luźno związanych, bądź nie związanych z Kościołem, jego obliczem jest środowisko Radia Maryja, dla innych jest bliższe takie, jakie znajdują w “TP", dla innych przedstawiane przez LPR.

Pisząc o wyborach, biskup pyta: “Czy Kościół w ogóle powinien działać w przestrzeni politycznej"? A czy może nie działać? Chodzi o jakość tego działania i założenie, że angażować powinni się przede wszystkim konkretni katolicy, a nie Kościół-instytucja. Czasami jednak mam wrażenie, że Kościół jest taką dziwną organizacją, której chodzi o każdego człowieka, ale która o wiele bardziej ufa instytucji niż człowiekowi właśnie. Czy Ksiądz Biskup pytał kiedykolwiek, jak to możliwe, że w kraju, w którym ponad 90 proc. ludzi nazywa siebie katolikami, Kościół jest “zmuszony" podejmować działania instytucjonalne, bo wiernych wiele spraw nie obchodzi? Gdyby katolicy traktowali serio swoją wiarę, nie powstałby problem mieszania się Kościoła do polityki.

Zaangażowanie w politykę było największym błędem Kościoła po 1989 r. To za jego sprawą utracił szacunek w społeczeństwie i zaufanie wielu Polaków (bynajmniej nie chodzi tu o “wrogów Kościoła"). To grzech porównywalny z korupcją czy sprzeniewierzeniem pieniędzy społecznych. Na początku lat 90. Kościół, jako instytucja, cieszył się największym zaufaniem społecznym i mógł stać się dla Polaków nauczycielem dialogu społecznego, w którym braliby udział ludzie z różnych środowisk i różnych rodowodów, spierających się o dobro Polski. Tak się już nie stanie, bo ludzi w Polsce coraz mniej interesuje Kościół, bardziej ufają np. wojsku. Czyż nie jest to zaniedbanie polskiego Kościoła?

Po sukcesie politycznym, jakim było “wepchnięcie" katechezy do szkoły, dyskusja na ten temat umarła, więc i moje zdanie - choć nie zgadzam się w 100 proc. z opinią bpa Pieronka - też zapewne nikogo nie zainteresuje. Mam jednak pytanie: dla tych, którzy nie chcieli chodzić na religię w szkole, zamierzano organizować lekcje w salkach katechetycznych; czy gdzieś skorzystano z takiej możliwości? Czy też religia w szkole stała się kolejnym, znanym z PRL-u, “dobrowolnym przymusem"?

Pisze Ksiądz Biskup: “Kościół odszedł od wymuszania szacunku dla chrześcijaństwa i jego wartości poprzez ustawowe deklaracje". Brzmi pięknie, ale Kościół, niestety, nie odszedł z własnej i nieprzymuszonej woli, tylko go wyrzucono. Kościół walczył i to metodami niegodnymi takiej instytucji, aż wreszcie okazało się, że Go nie chcą...

Zabrakło dialogu, co rzuciło się w oczy zwłaszcza w trakcie dyskusji o aborcji. Kościół, zamiast rozpocząć merytoryczną rozmowę różniących się stron, chciał zmiażdżyć przeciwnika siłą swojego autorytetu. I okazało się, że taki sposób forsowania proponowanych rozwiązań, budzi opór nawet wśród ich zwolenników i wiernych synów Kościoła. Niektórzy rycerze-obrońcy sprawiali wrażenie, że pozabijaliby wszystkich adwersarzy byle tylko uratować nienarodzone dzieci. Co się stało z pomysłami domów dla matek, gdzie znalazłyby pomoc kobiety, który nie chcą urodzić dziecka? Czy te, które są, zaspokajają zapotrzebowanie? A może po prawnym zagwarantowaniu “świętości życia od poczęcia", pozostawiliśmy je samym sobie?

Ten sam styl walki dominował w sporze o konstytucję. Zamiast dyskusji narodowej: od parafii poczynając, przez szkoły średnie i uczelnie, domy parafialne i domy kultury, na instytucjach rządowych w Warszawie kończąc, słychać było przepychanki i inwektywy. Czy Kościół nie mógł się w to zaangażować tak, aby ludzi bardziej zaczęło to obchodzić? Ten sam zarzut można odnieść i do sporów o konkordat. Czy wierni musieli być skazani tylko na informacje z mediów? Nie tylko przy tej okazji można było się przekonać, że Kościół ogranicza się do krytyki rzeczywistości, nie przedstawiając żadnej przystającej do niej alternatywy.

Po co księdzu radio o “charakterze wyznaniowym"? Nie można stworzyć “normalnego" radia, nie znajdującego się na usługach Episkopatu czy takich postaci jak o. Tadeusz Rydzyk, w którym pracowaliby “normalni" ludzie, kierujący się w życiu wiarą, nadzieją i miłością? Czy to przejaw braku zaufania do tych “normalnych" ludzi? Takim radiem mógł być “Plus", gdyby nie interwencje biskupów, podobnie jak np. w redagowanie “Gościa Niedzielnego" i jego dodatku “Azymut". Dlaczego Ksiądz Biskup o tym nie pisze, czyniąc rachunek sumienia?

Pisze bp Pieronek: “Kościół nie opowiada się za żadnym z systemów ekonomicznych". Rzeczywistość jest jednak bogatsza od dokumentów. Może poza wydawaniem, o których znajomość niewielu w Kościele się troszczy, lepiej pomóc bezrobotnemu, mówić o etyce w biznesie i wzajemnej odpowiedzialności? Wiem, że to brzmi utopijnie, ale to właśnie jest chrześcijaństwo. To nie walka o swoje, o “lewicę" czy “prawicę", ale o człowieka. Czy ktoś jednak zaufa jeszcze Kościołowi w tej mierze?

“Należy rozróżniać między stanowiskiem Episkopatu wobec integracji europejskiej a głosami pojedynczych biskupów" - przypomina Ksiądz Biskup. Jak należy to robić? Nudne listy Episkopatu, biskupów i inne sprawiły, że ludzie ich nie słuchają, nie przejmują się nimi, a teraz mają je jeszcze rozróżniać?

“Zapanowała normalność" - czytam w konkluzji tekstu biskupa Pieronka - optymisty. Zapanowało zobojętnienie. Chyba powinniśmy już tylko czekać na taki rodzaj stosunków państwowo-kościelnych, jaki znamy z Francji. To nie przesada, choć teraz jeszcze się o tym nie myśli, bo “kasa" jest pełna. Spoczęliśmy na laurach normalności, a potem będziemy krzyczeć, że winni są “komuniści, faszyści, Lepper i Radio Maryja". Tymczasem to będzie nasze, katolików, zaniedbanie. I mogę w 100 proc. nie zgadzać z poglądami pana Jerzego Roberta Nowaka, ale jego zaangażowanie, tak jak o. Rydzyka, robi wrażenie, a takiego właśnie zapału polskiemu Kościołowi brakuje. Na laurach może i jest dobrze, ale to naprawdę potrwa jeszcze tylko trochę.

MIROSŁAW CHMIEL (ur.1967) jest adiunktem w Instytucie Elektroniki Politechniki Śląskiej w Gliwicach, od 10 lat współredaguje i wydaje parafialne pismo “Bez Tytułu".

W jednym z najbliższych numerów “TP" zamieścimy odpowiedź ks. bpa Tadeusza Pieronka.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2004