Bariera, jaką stanowi słowo - słowo wzniosłe, majestatyczne, które wydaje się tak odległe od tego, czym żyjemy na co dzień - to oczywiście tylko jedna z trudności, jakie piętrzą się na drodze modlitwy. Problem ze słowem jest w gruncie rzeczy odbiciem problemu bardziej zasadniczego: dystansu, który musimy pokonać jako "obcy w świecie ducha", aby się w nim znaleźć. Heschel pisze jednak: jakbyśmy byli obcy. Coś subtelnego musi się wydarzyć w naszej świadomości, aby możliwe było przejście z jednego świata do drugiego. Ale ten "nowy" świat, ta wyspa, tylko z pozoru jest obca. W gruncie rzeczy jest ona naszą wewnętrzną wyspą. Modlitwa nie wyprowadza nas "na zewnątrz", ale prowadzi ku temu, co w nas samych jest nieznane, nierozwiązane, niewysłowione - a domaga się wysłowienia. "Właśnie to, co niewypowiedziane", pisze w innym miejscu Heschel, "dosięga Boga bardziej niż to uczucie, które jest wyrażone".
Gąszcz metafor? Zapewne. Kto nie lubi metafor, z trudem będzie mógł czytać i pisać o wierze. Wydaje się, że kiedy posługujemy się metaforami, ryzyko niezrozumienia jest większe. Czy rzeczywiście? Heschel lubi posługiwać się metaforą, obrazem, przypowieścią. Podczas gdy słowo tylko "mówi", metafora czy przypowieść "przemawiają", poruszając w ludzkim wnętrzu struny, które nagiemu słowu nie zawsze uda się potrącić.
Najbardziej przemawia do mnie to, co Heschel pisze o bezsilności. "To, czego nie potrafi dać słowo, człowiek osiąga przez swą całkowitą bezsilność". W gruncie rzeczy modlitwa jest wyrazem podwójnej tęsknoty:
za obecnością i za tym, aby samemu wznieść się ponad dystans. Powiem bardzo osobiście: bywa tak, że im słabiej odczuwam Jego obecność, tym łatwiej mi się modlić. Po prostu Go wołam... Czy poczucie, że "On słyszy, co mówię", jest koniecznym warunkiem modlitwy? Jean Vanier, któremu przed laty wysłaliśmy z miesięcznika "Znak" ankietę zatytułowaną: "Jak się modlę?", napisał w odpowiedzi coś, co głęboko mną wstrząsnęło:
Z biegiem lat moja modlitwa stała się prostsza.
Nie szukam w niej doświadczenia spotkania z Bogiem
ani nawet doświadczenia pokoju.
Czy Jezus mi daje, czy nie poczucie swojej obecności,
to Jego sprawa.
Ja jestem tutaj dla Niego.
"Co cię to obchodzi, że cię kocham?". Nie pamiętam, gdzie i kiedy przeczytałem lub usłyszałem to najpiękniejsze wyznanie bezinteresownej miłości. Czy w modlitwie nie chodzi o to, żeby Bogu powiedzieć coś równie bezinteresownego?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















