PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Co widać, gdy opadnie woda?
Helena Krajewska: W domach np. muł i śmieci. Na ścianach wyraźną linię pokazującą poziom, do którego doszła woda. Na podwórkach sprzęty: lodówki, mikrofale. Samochody wciśnięte w drzewa. I meble, wszędzie widać meble. Przemoknięte, przegniłe, wystawione przed drzwi. Ludzie płaczą, jak je wynoszą.
Ale czasami, jakimś cudem, widać też cząstkę krajobrazu nietkniętą przez kataklizm. Zapamiętam np. doniczkę z pięknymi kwiatami, którą woda wyniosła na zewnątrz domu, ale nie zniszczyła. Stoi w pięknym słońcu, bo gdy rozmawiamy [piątkowe popołudnie 20 września – red.], na Dolnym Śląsku jest słońce...
Co jest teraz ludziom potrzebne?
Zacznę od tego, co nie jest już tak nieodzowne. Mam na myśli wodę pitną i żywność, zwłaszcza tę, która szybko się psuje. Były przypadki dostarczania do miejsc zbiórek np. jogurtów, których przecież nie ma gdzie przechowywać.
Potrzebne są sprzęty do sprzątania: łopaty, szufle, wysokie kalosze, odzież ochronna, gumowe rękawice. Taczki, wiadra, worki na gruz i na śmieci. Potrzeba też agregatów prądotwórczych, stacji do uzdatniania wody, osuszaczy. To już zakupy głównie dla firm – o co apelujemy.
Przy okazji mam też inny apel. Rzeczy, które wymieniłam, przekazujmy do wojewódzkich hubów, które powstały w Wałbrzychu, Wrocławiu i Lądku-Zdroju. Można też dzwonić i pytać np. w urzędach gminy, co i gdzie jest potrzebne. Nie jedźmy na własną rękę w miejsca, gdzie przeszła powódź, gdyż prowadzą do nich wąskie drogi, które szybko się zatykają. Tak możemy tylko zaszkodzić.
Znam historię ze Złotego Stoku. Przyjechał samochód, w środku kilka łopat. Cztery, pięć. Dlaczego nie więcej? Bo nie było miejsca. Dlaczego nie było? Bo siedzieli ludzie. Myślmy o efektywności pomocy.
Możemy też wpłacić pieniądze.
Wpłacajmy sprawdzonym i zaufanym. Sami organizujemy zbiórkę, ale w takich chwilach nie ma konkurencji – wspaniałą robotę wykonują też np. Caritas czy PCK. Co do PAH-u, gdy skończy się największe zapotrzebowanie na pomoc rzeczową, planujemy np. remonty lokalnych świetlic i organizowanie pomocy psychologicznej. Zbieramy pieniądze, wykorzystując medialny rozgłos, ale działać będziemy dużo dłużej, gdy większość ludzi nie będzie już mieć świadomości, co się dzieje na terenach popowodziowych.
Powódź to też trauma.
Są dzieci, które nawet nie zdają sobie sprawy, jak to zdarzenie w nich zostanie. Są starsi, którzy przeżywają to samo po raz drugi, trzeci. Są ludzie, którzy widzieli, jak woda wdziera się do ich domów. Rozmawiałam ze starszą panią, która spodziewała się wody, ale nie sądziła, że to wszystko stanie się tak szybko. Siedziała spokojnie w fotelu, gdy fala uderzyła prosto w jej okna. Ledwo uratowała siebie i zwierzęta.
Tacy ludzie będą potrzebowali naszej pomocy.
Działania PAH związane z powodzią można wspierać na www.pah.org.pl/co-robimy/sos/powodz/

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















