Z jednej strony mamy przygniatające wiadomości o gwałtach i kobietobójstwach, z drugiej – kolorowe obrazki z Bollywoodu i wakacji na plażach Goa. Tymczasem film „Wszystkie odcienie światła” idzie pod prąd obiegowym wyobrażeniom na temat dzisiejszych Indii. Payal Kapadia stworzyła opowieść, w której społeczna wrażliwość spotyka się z subtelnym studium trzech kobiecych losów, dynamicznym portretem miasta, a nawet historią o duchach.
Opowieść o Mumbaju - mieście, które pożera
Od pierwszych minut seansu, kiedy błądzimy po wieczornym Mumbaju, łatwo się domyślić, że nie będzie to konwencjonalne kino „w kobiecej sprawie”. Dokumentalnym obrazom ulicznego targowiska towarzyszą anonimowe głosy zza kadru – tych, którzy tworzą tę ludną, rozwibrowaną metropolię. Przybyli tu z najbiedniejszych, często bardzo odległych rejonów subkontynentu.
Dlatego w filmie mieszają się języki, a tym, co nie zdołali opanować hindi, jeszcze trudniej się odnaleźć w wielomilionowym molochu. Często pozostają bezdomni, zagubieni, skazani na półniewolniczą pracę. Zanim kamera wyłuska w pociągu postać Prabhy, szpitalnej pielęgniarki (w tej roli Kani Kusruti), znajdziemy się w kinie, które mocno wierzy w rzeczywistość.
I nie jest to pierwszy raz, gdy Kapadia prowadzi wyrafinowaną grę między fiction i non-fiction. Jej nagradzany dokument „W mroku niepewności” z autentycznych listów miłosnych pisanych podczas zamieszek na kampusie w Delhi tworzył wielowarstwowy obraz kraju rozrywanego przez społeczne podziały i polityczną przemoc. „Wszystkie odcienie światła” nie są aż tak niepokojące w swym hybrydowym kształcie ani tak krytyczne w swoich diagnozach. Wręcz przeciwnie: to filmowa kraina łagodności, jakkolwiek pod powierzchnią można odkryć niejedno.
Kobiety między realnością a snem
Już sama praca w mumbajskim szpitalu daje głębszy wgląd. Prabha czy jej młodsza koleżanka i zarazem sublokatorka Anu (Divya Prabha) mogą przejrzeć się w rozmaitych kobiecych historiach, spotykając się z pacjentkami. Ale mają też własne problemy. Cierpliwa i pokorna Prabha trwa w oczekiwaniu na powrót męża z Niemiec, a trzpiotowata Anu marzy o znalezieniu kąta, gdzie mogłaby się kochać ze swoim chłopakiem, pochodzącym – co gorsza dla nich obojga – z muzułmańskiej rodziny.
To jeden z tych delikatnych znaków przypominających o politycznych realiach, czyli o państwie coraz bardziej niechętnym różnym mniejszościom. A także o mieście, którego niekontrolowana rozbudowa pociąga za sobą wiele ludzkich ofiar. Jedną z nich jest koleżanka bohaterek, szpitalna kucharka Parvathy (gra ją Chhaya Kadam). Owdowiała kobieta za chwilę może wylądować na bruku z powodu drapieżnej i bezkarnej deweloperki.
Mimo to film Kapadii przypomina list miłosny do rodzinnego miasta. Mumbaj, ze swoim tempem i brutalnością, filmowany jest niczym żywy organizm, w osobnych, „bezinteresownych” ujęciach, o różnych porach dniach, przy zmieniającej się pogodzie. Niemal czujemy w powietrzu zapach deszczu, spalin, potu i rybnego curry. Dla wielu to miejsce z marzeń czy cel ucieczki – tyle że ta wielkomiejska wolność często bywa pozorna. Co najmocniej uzmysławia druga połowa filmu, kręcona w nadmorskiej wiosce, na południe od miasta.
Też pewnie jest jakąś fantazją, lecz indyjska reżyserka posiada wyjątkowy talent do łączenia paradokumentalnego konkretu z materią wyobrażeń. I namacalnej atmosfery miejsc z wewnętrznym światem postaci. Warto zwrócić uwagę, jak pięknie w filmie pracują wspomniane już pozakadrowe monologi. Niezależnie, czy są nimi głosy zebrane z ulicy, odtwarzane wiadomości tekstowe młodych kochanków, czy wiersz czytany przez zapatrzonego w Prabhę lekarza. Brzmią te wszystkie „offy” niczym wypowiadane na głos najintymniejsze myśli.
Film tak mocno zanurzony w indyjskich realiach, tych tradycyjnych i tych nowoczesnych, niepostrzeżenie przechodzi w inny wymiar realizmu. Finałowa wycieczka/ucieczka przypieczętowuje międzypokoleniową solidarność kobiet, ale ma w sobie również potencjał symboliczny.
Być może Anu, Prabha i Parvathy to w gruncie rzeczy ta sama kobieta, na różnych etapach życia: marzeń, gorzkiej mądrości i rezygnacji, która przerodzi się w nowy rozdział. Albo wyraz przemian, jakie dokonują się w kolejnych generacjach – widać to zwłaszcza po najmłodszej Anu. Buntuje się przeciwko antykobiecemu systemowi: aranżowaniu związków, kultowi przedmałżeńskiego dziewictwa czy przymusowi prokreacji.
Duchy, hinduskie boginie i zmysły
Lecz najciekawiej robi się wtedy, kiedy do akcji wkraczają duchy. Kapadia potrafi balansować na granicy nadprzyrodzonego i w tej aurze niepewności odnaleźć pierwiastek zmysłowy, a nawet powiedzieć coś istotnego o losie indyjskich gastarbeiterów. Jednocześnie twórczyni filmu o pielęgniarkach nie robi tabu z urodzonego właśnie łożyska, by już za chwilę stworzyć najsubtelniejszą scenę erotyczną, pod okiem hinduskich bogiń.
Bo każde życie składa się z wielu odcieni, co reżyserka potrafi pokazać bez nachalnej dramatyzacji. Zresztą zmieniające się światło, to sztuczne i naturalne, zewnętrzne i domowe, miejski błękit monsunowej pory i ten wypełniający otwarte przestrzenie nad morzem, również urasta do rangi osobnego bohatera. Pozwala bohaterkom spojrzeć inaczej na swoją przeszłość i przyszłość.
Filmowi zaś nadaje migotliwą teksturę, dzięki czemu cała opowieść nabiera płynnej, hipnotyzującej konsystencji, będąc zarazem tak blisko życia. Oraz wszystkich trzech bohaterek, których serdeczna więź dostarcza jedynej w tym momencie nadziei w konfrontacji z krzywdzącym obyczajem, lokalnymi czy globalnymi nierównościami.
Film „Wszystkie odcienie światła” wrażliwy do końca
A swoją drogą, dzięki „Wszystkim odcieniom światła” możemy odbić także w intrygujące rejony pozafilmowe i dostrzec innego rodzaju więzi. Otóż melancholijny klimat filmu tworzą w dużej mierze jazzujące fortepianowe kaskady skomponowane przez Emahoy Tsegué-Maryam Guèbrou, etiopską mniszkę, zmarłą na rok przed premierą filmu w wieku 99 lat.
Jej nadzwyczajna biografia ma swój wątek polsko-żydowski, w osobie Aleksandra Kontorowicza, cenionego skrzypka i pedagoga, który w latach czterdziestych XX wieku był nauczycielem pianistki w Kairze. I nawet sam sposób, w jaki reżyserka oddaje hołd Emahoy w napisach otwierających film, świadczy o ponadprzeciętnej wrażliwości.

„WSZYSTKIE ODCIENIE ŚWIATŁA” („All We Imagine as Light”) – reż. Payal Kapadia. Prod. Francja/Indie/Holandia/Luksemburg/Włochy 2024. Dystryb. Gutek Film. W kinach od 30 maja.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















