„Imago”: filmowa i muzyczna jazda na złamanie karku

Kiedy w stoczni starsze chłopaki robią Historię, bohaterka filmu Olgi Chajdas walczy o wolność i transformację osobistą.
Czyta się kilka minut
Lena Góra w filmie „Imago”, reż. Olga Chajdas, 2023 r. // Materiały prasowe Żółty Szalik
Lena Góra w filmie „Imago”, reż. Olga Chajdas, 2023 r. // Materiały prasowe Żółty Szalik

Mało kto dziś pamięta o zbuntowanych dziewczynach z tamtych lat, a przecież polska scena alternatywna lat osiemdziesiątych nie była tylko chłopackim podwórkiem. Takie podwórko zobaczyliśmy niedawno w średnio udanym filmie fabularnym „Idź pod prąd” Wiesława Palucha, o początkach ustrzyckiego zespołu punkowego KSU. Tymczasem Olga Chajdas nakręciła rzecz pod tym względem wyjątkową, która dopiero teraz, pomimo ważnych nagród podczas ubiegłorocznej Gdyni, wchodzi na kinowe ekrany. 

„Imago” ożywia scenę muzyczną Trójmiasta z czasów schyłkowego PRL-u, w samym zaś jej centrum znajduje się dziewczyna, w której natychmiast rozpoznają się ówczesne buntowniczki zasłuchane w Aptece czy Bieliźnie. Dostajemy jednak film nie o muzyce z tamtego okresu, ale raczej o bolesnych wylinkach, które trzeba było przejść w swoim rozwoju osobniczym. Zwłaszcza dziewczyńskim.

Scenariusz ma szczególnie delikatną podszewkę. Chajdas napisała go wespół z aktorką Leną Górą, albowiem inspiracją stała się historia jej matki, Eli Góry, barwnej postaci gdyńskiej alternatywy, wokalistki między innymi Pancernych Rowerów. Trudno sobie wyobrazić bardziej osobisty punkt widzenia, sięgający czasów sprzed własnych narodzin i tuż po nich. I nie chodzi tu o rozliczanie kogoś z mocno niedoskonałego rodzicielstwa, raczej o autoterapeutyczne dotarcie do własnej „sceny pierwotnej”. Skąd się wzięłam? W jakich okolicznościach powstałam? Kim tak naprawdę jest osoba, która wydała mnie na świat? Niezależnie od tego, ile w tym odtworzenia, ile artystycznego przetworzenia, „Imago”, napędzane dziką energią swojej bohaterki, opowiada historię przepoczwarzania się młodej kobiety. Kobiety, która w muzyce, a właściwie w osobliwych improwizowanych performansach, odnajduje na chwilę własny ton. I chwilowy ratunek.

Filmowa Ela, która czasem nazywa siebie Malwiną, co chwila wykonuje charakterystyczny gest – nerwowym ruchem przekłada kolczyk z jednego ucha do drugiego, jakby ciągle szukała właściwego miejsca, lepszego zaczepienia. Cały film jest takim niespokojnym poszukiwaniem i przekładaniem. Kiedy obok w stoczni starsze chłopaki robią Historię, a za chwilę zrobią też Transformację, bohaterka walczy o wolność i transformację osobistą. Medytuje, „pracuje z cieniem”, maluje na ścianie pokoju wielkie oko, aż w końcu troskliwa rodzina siłą zamyka ją w psychiatryku. 

Twórczynie filmu nie fundują jej jednak męczeńskiego portretu – sceny ze szpitala w Kocborowie są wręcz zabawne, traktowane pobłażliwie niczym kuriozalne nieporozumienie. Ela po prostu tam nie pasuje, jak wszędzie zresztą i jak w każdym możliwym związku, choć dziwaczne jazdy, stany zawieszenia i akty autodestrukcji będą powracać u niej nie raz. Góra gra tę bardzo bliską sobie postać nie pierwszy raz udowadniając, że jest jedną z najciekawszych, najbardziej intuicyjnych i „cielesnych” naszych aktorek. Dała temu wyraz już w „Roving Woman” (2022), polsko-amerykańskim kinie drogi, nakręconym przez Michała Chmielewskiego.

„Imago” też zdaje się filmem wewnętrznej drogi, chociaż to jazda na złamanie karku. Przez zadymione piwnice, gdzie Ela pewnego wieczoru zostaje wchłonięta przez muzykę, przez garażowe próby, snobistyczne imprezy z kręgów ASP, do których należy jej przyszły mąż i gdzie ona nie potrafi się odnaleźć. Po części jest to także próba ucieczki z rodzinnego domu, od ciągłego życia na kupie, przedstawionego w filmie ze szczególną swadą. 

Blokowe mieszkanie, z non stop włączonym telewizorem, przeładowane rzeczami i dorosłymi ludźmi (Ela jest najmłodszą z dziewięciorga rodzeństwa, a jednego z braci gra pisarz Łukasz Orbitowski), ma w sobie coś z ciepełka i zarazem duchoty. Ze względu na gęstość zaludnienia ciągle coś się tam pichci na ogromną skalę, ciągle coś się razem świętuje i opija, lecz mimo fizycznej ciasnoty, trudno o prawdziwą bliskość. 

Zwłaszcza relacja nadwrażliwej Eli z wiecznie krzątającą się matką (w tej roli świetna Bogusława Schubert) pozostawia wiele do życzenia. Nic dziwnego, że dla pogubionej artystki, śpiewającej psychodeliczne teksty o „bułce z bólem”, własne macierzyństwo będzie za chwilę nie lada wyzwaniem. I będzie wymagało nauczenia się wszystkiego metodą własnych prób i błędów. Po omacku i na żywca. Najważniejsze, żeby tylko nie powielić w przyszłości tego spojrzenia charakterystycznego dla zatroskanej „manipumatki”. 

Film Chajdas przypomina trochę swoją główną bohaterkę: czasem ma w sobie świetny energetyczny przepływ, czasem zapętla się w chaosie, to znów zastyga w stuporze. Z pewnością dobrze pracuje w nim muzyka, napisana specjalnie przez Smolika i wykonana przez stworzony na użytek filmu postpunkowy zespół o nazwie Zakaz Kąpieli. Bywa głośno, szybko, alternatywnie i zgrzytliwie, nie o efektowną ilustracyjność jednak chodzi, ale uchwycenie mocno potrzaskanego pejzażu wewnętrznego, który składa się w całość według własnej anarchistycznej logiki.

Historia Eli to także opowieść o dziewczynie działającej w męskim świecie, szarpiącej się nieustannie ze sobą i swoimi ograniczeniami, również jako kobiety. „Imago” jest filmem „transformacyjnym” nie tylko ze względu na konkretny czas akcji. Wiele w nim z tamtego klimatu zachłyśnięcia się wolnością i wiadomo, że muzyka była jej forpocztą, zwłaszcza na Wybrzeżu, trochę bardziej otwartym na świat. Tą przestrzenią wolności są też w filmie naturyzm i erotyka (bo raczej nie sama biologia) oraz świetne zdjęcia Tomasza Naumiuka, ignorujące wszelkie podszepty związane z portretowaniem tamtej epoki.

Imago to w języku entomologów osobnik w pełni dorosły, czyli taki, który już się przepoczwarzył i osiągnął zdolność do rozmnażania się. Brzmi to w kontekście filmu trochę na wyrost, bowiem ukazane w nim narodziny – dziecka czy nowej Polski – są właściwie dopiero bolesnym początkiem, rozgrzebanym placem budowy, duchologiczną prowizorką. Bardziej obietnicą i życzeniem niż ostatecznym, dojrzałym stadium. Dalsze losy tej wielkiej ustrojowej wylinki już znamy – ciekawe, jak przebiegałaby w przypadku filmowej Eli. Jakie jeszcze warstwy ochronne będzie musiała zrzucić, żeby wreszcie poczuć się bezpiecznie we własnej skórze. Ona, a potem jej córka.

IMAGO – reż. Olga Chajdas. Prod. Polska/Holandia/Czechy 2023. Dystryb. Żółty Szalik. W kinach od 8 listopada. 


Olga Chajdas jako reżyserka zaczynała od seriali („Wataha”, „Głęboka woda”, „1983”). W kinie zadebiutowała filmem „Nina” (2018), który zdobył m.in. Złoty Pazur w konkursie Inne Spojrzenie festiwalu w Gdyni. Drugi jej film, „Imago”, otrzymał m.in. gdyńskie Srebrne Lwy, nagrodę aktorską dla Leny Góry i za muzykę Andrzeja Smolika oraz nagrodę FIPRESCI w Karlowych Warach.    

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Dzika energia