Heinz Holliger

W Szwajcarii ludzie nie rozumieją za bardzo naszych określeń przed wojną i po wojnie, tam u nich wojny nie było, ewentualnie docierały jakieś jej odgłosy i relacje emigrantów, ale na ich historii to się nie odbiło, nie stanowi tak oczywistej cezury. Koncert skrzypcowy Heinza Holligera jest utworem wojennym i jednocześnie typowo szwajcarskim, eleganckie konstelacje barw dźwiękowych zmieniają się tu jak w kalejdoskopie i przy pierwszym słuchaniu człowiek jest całkiem skołowany tym bogactwem, dopiero po jakimś czasie dociera do niego sens całości.
Czyta się kilka minut
 /
/

Sama historia powstania tego utworu mogłaby wypełnić całą tę recenzję, opowiedzmy ją zatem w skrócie: kompozytor otrzymał zamówienie od Orkiestry Szwajcarii Romańskiej i wtedy wykrył, iż skrzypkiem w tej orkiestrze był przez pewien czas Louis Soutter, postać nietuzinkowa, uczeń Eugčne’a Ysa˙e’a, ale też architekt i przede wszystkim malarz - wszechstronnie wykształcony artysta, acz outsider, świetnie pasujący do grona ulubieńców Holligera, takich jak Hölderlin, Beckett czy Robert Walser. Gdy szefem OSR został Ernest Ansermet, dyrygent trzymający orkiestrę “żelazną ręką", przeniósł wiecznie zbuntowanego Souttera ze stanowiska koncertmistrza do ostatniego pulpitu drugich skrzypiec. W ten sposób Soutter stał się “cieniem" - i motyw cienia zasiedla też jego ówczesne obrazy.

Za inspirację do swego “Koncertu" Holliger obrał cztery okresy twórczości Souttera. W części pierwszej jest to etap modernistyczny (sprzed wojny, ale tej pierwszej) - liryczny i nasycony podskórnym emocjonalizmem; tu pojawia się cytat z “III Sonaty" Ysa˙e’a, będący mottem całego utworu (a technika instrumentalna tego wirtuoza z przewagą polifonicznych dwudźwięków przenika całą partię skrzypiec). W części drugiej - obrazy palindromowe, których dodatkową atrakcję stanowi możliwość oglądania “do góry nogami" (w “Koncercie" jest to cykl popisowych wariacji na temat chorału Dies Irae); następnie stadium “cieni": wartka dotychczas akcja ulega tu licznym wstrzymaniom i wyciszeniom, obcujemy naprzemian z atmosferą grozy i uczuciem niepokoju, dochodzą do głosu instrumenty perkusyjne na czele z cymbałami, które nie są ani cyrkowe jak u Strawińskiego, ani “węgierskie" jak u Kurtaga, lecz drapieżne i wręcz drapiące po kręgosłupie. Na koniec wreszcie część “Avant le massacre", zainspirowana grafikami, które Soutter stworzył we wrześniu 1939 r., malując bezpośrednio palcami maczanymi w czarnym atramencie. Tu wszelka wirtuozeria i wybuchowość odchodzi w zapomnienie, zostaje nastrój rezygnacji i pogodzenia się z tym, co już nadeszło - iście, przyznajmy, szwajcarski, acz aktualny i dziś, gdy ze wszech stron otaczają nas jakieś wojny, którym nie możemy zaradzić ani też przed nimi uciec.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 50/2005