Jacek Taran: Czym jest Grupa Zagranica?
Anna Płotek, Marcin Kiszka: Jesteśmy federacją organizacji pozarządowych zarejestrowanych w Polsce, ale działających i w Polsce, i poza granicami. Skupiamy organizacje, które działają w obszarze pomocy rozwojowej, pomocy humanitarnej oraz edukacji globalnej. Jako federacja nie narzucamy kierunków działań. Wiele organizacji działa na terenie Afryki, ale wspierane są też kraje bliższe, jak Ukraina czy Mołdawia. Grupa obecna jest też w krajach Bliskiego Wschodu.
Ludzie was pytają, dlaczego pomagacie gdzieś daleko, a nie u siebie?
Na początku, w 2016 roku, najczęstsze pytania, jakie dostawaliśmy, dotyczyły oczywiście pomocy w Afryce. Czemu pomagamy w Kenii, w Ugandzie, a nie w Polsce. Wtedy odpowiadaliśmy, że jako kraj rozwinięty powinniśmy też dawać coś od siebie. Sami byliśmy biorcą pomocy rozwojowej przez wiele lat. Okazało się, że lepiej trafia opowieść o tym, że pomagamy tym społeczeństwom się rozwijać. Będzie łatwiej otworzyć tam firmę, zatrudnić pracowników. Ważny jest argument związany ze zdrowiem. Uświadamiamy, że polityka zdrowotna to nie jest coś lokalnego. Nie da się zatrzymać epidemii na terenie jednego kraju. Do Polski przyjeżdża bardzo dużo osób z tamtych regionów. Duża część z nich to studenci. Zatem ignorowanie tego, że ochrona zdrowia w krajach Południa jest słabo rozwinięta, może źle wpłynąć na zdrowie Polaków.
Pomagajmy, ale na miejscu?
Oczywiście są takie argumenty. Pojawia się czasami zdanie „nie importujmy problemów, tylko eksportujmy rozwiązania”. Ono ładnie brzmi, ale to jest nazywanie ludzi problemem. W perspektywie długoterminowej boimy się tego, że rejony, które aktualnie są zamieszkiwane, przestaną takie być w ciągu następnych lat i migracja stanie się problemem nierozwiązywalnym nie tylko w kontekście politycznym, ale też ekonomicznym i społecznym. Dlatego jako Polacy mamy interes, żeby taką pomoc nieść również tam.
Na czym ten interes polega?
Wspomniana polityka zdrowotna, ale też budowanie strefy wpływów. W tej chwili Chińczycy mają za sobą już pierwszy etap swojego planu, czyli przyznawanie dużych kredytów na rozwój infrastruktury. Zaczynają drugi etap, czyli ściąganie wierzytelności. Te kraje często owych kredytów nie są w stanie spłacić. Zaczynają się więc różne polityczne naciski, a to może ten port nam oddacie, a to może ten pociąg będzie dla nas wyłączny i tak dalej.
Nowa era kolonializmu?
Nie możemy do tego dopuścić, bo okaże się, że dla wielu europejskich firm nie ma tam rynku. Ciężko to wytłumaczyć Kowalskiemu, że taka polityka ma wpływ pośrednio również na niego. Inaczej wygląda rozmowa, gdy pan Kowalski jest prezesem dużej firmy. Konkurencja na rynku europejskim jest ogromna, a konkurencja w krajach Południa, szczególnie jeśli chodzi o jakościowe usługi i produkty, jest znacznie niższa. To są kraje rozwijające się, więc często inwestujące mocno w infrastrukturę, potrzebujące często wielu produktów.
Ale wasze cele są inne niż budowa dróg.
Jednym z najważniejszych celów są starania o przyznawanie środków pomocowych. Drugi to integracja środowiska. Czasami jest tak, że jedna organizacja robi innowacyjny projekt w jednej wiosce, a druga robi bardzo podobny tuż obok i koszty niepotrzebnie się dublują. Można połączyć siły i to będzie efektywniejsze.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Jaka obecnie jest skala pomocy państwowej?
Jako państwo polskie jesteśmy zobligowani do udziału w międzynarodowych funduszach pomocowych. Natomiast powinniśmy mieć też własne mechanizmy pomocowe. Dzisiaj udział tego, co przekazujemy, jest bardzo niewielki w ogólnym budżecie. Przed pełnoskalową wojną w Ukrainie to było 0,15 proc. dochodu narodowego brutto. Po eskalacji tego konfliktu w 2022 roku, nasza pomoc wzrosła wydatnie, ale nadal nie przekroczyła 1 proc. Celem, który jest sugerowany przez organizacje międzynarodowe, jest 0,33 proc. My wprawdzie ten cel osiągnęliśmy w 2023 i 2024 roku, ale głównie dlatego, że wspieramy Ukraińców przebywających w Polsce.
Jak wypadamy na tle innych państw unijnych?
Jesteśmy około połowy stawki. Do roku 2022 nawet nie zbliżaliśmy się do celów zalecanych przez Unię. Projekty, które realizują organizacje zrzeszone z nami, to zwykle są projekty finansowane z konkursów ogłaszanych przez MSZ. Na te konkursy idzie około 1 proc. tego, co Polska w ogóle przekazuje na cele pomocowe. Zdecydowana większość kwot to są środki zasilające wspólne fundusze Unii Europejskiej. Niewiele jest pieniędzy, które przekazywane są bezpośrednio organizacjom. Jesteśmy zobligowani do tego, żeby przekazywać pieniądze do Unii, żeby potem już Unia czy organizacje światowe decydowały o podziale środków.
A Unia chętnie przedstawia instrumenty pomocowe? Czy jest tu jakiś rozwój możliwości czy wprost przeciwnie?
Powstała dobrze rokująca inicjatywa Global Gateway. To jest odpowiedź na chińską strategię wywierania wpływów w krajach Afryki i Ameryki Południowej. Global Gateway ma na celu rozwój inicjatyw na różnych szczeblach gospodarki w tych krajach, które mogą Unii zaproponować na przykład dostęp do złóż, energetyki lub zasobów rolnych. Unia chce tam wspierać rozwój infrastruktury przy wykorzystaniu firm europejskich. Przykładowo: budujemy drogę, którą będą transportowane złoża z kopalni do portu. Dzięki temu będziemy mogli taniej importować do Europy. Dajemy infrastrukturę, zatrudniamy ludzi do budowy, ale jednak robimy to przez firmy europejskie. Trzeba pamiętać, że budowa takiej drogi ma ogromny wpływ na rozwój bazy gastronomicznej, hotelowej, to wszystko przyniesie realny dochód i pracę mieszkańcom. Największy problem z Global Gateway jest taki, że to jeszcze się nie dzieje. Na razie to jest inicjatywa na papierze.
Odczuliście likwidację funduszy amerykańskich?
Niestety tak. A co gorsza, po zamknięciu USAID zaczęto weryfikować strategię unijną. Pojawiły się głosy, że może to, co dzieje się w Ameryce, to jest dobry kierunek, że może też tak zróbmy? Nie bądźmy frajerami, którzy będą płacić, jeżeli Ameryka się wycofuje. Na szczęście to są tylko pomysły, na które niektórzy politycy protestują. Pojawiły się też propozycje przejęcia inicjatywy. Skoro USA się wycofały, to wejdźmy w rolę lidera. Pokażmy, że Unia teraz może rządzić i dzielić. Ale niestety poszczególne kraje zmniejszają budżety pomocowe i mocno weryfikują swoją działalność.
Czy po wzmożeniu pomocowym na rzecz Ukrainy zauważyliście wzrost zainteresowania pomocą też u was? Więcej ludzi chce zostać wolontariuszami?
Niestety z punktu widzenia organizacji, które działają głównie w krajach Południa, możemy mówić raczej o spadku tego zainteresowania. Ludzie widzą, co jest absolutnie zrozumiałe, większą potrzebę działania na rzecz kraju, który jest bliski, a w którym jest wojna. I dla nich problemy Południa, szczególnie Afryki Subsaharyjskiej, stały się nieco abstrakcyjne. Reakcja Polaków na wybuch wojny w Ukrainie pokazała jednak, że w naszym narodzie jest chęć pomagania. To był naprawdę niesamowity zryw – piękny i intensywny i niestety równie spektakularny będzie jego upadek.
Dlaczego?
Bo często myślimy o pomocy w kontekście indywidualnym. Jeśli pomogę koleżance, to chciałbym, żeby podziękowała. To jest normalne. Niestety w kontekście pomocy systemowej to tak nie działa i założenie, że nagle naród ukraiński wykaże się jakąś niesamowitą wdzięcznością, jest błędne. Zapanowało u nas mniemanie, podsycane przez polityków, że Ukraińcy nie są nam wdzięczni. Politycy nie mówią o pomocy Ukrainie, tylko zaczęli się licytować, kto tę pomoc bardziej okroi.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Jesteśmy świadkami wielu kryzysów: klimatycznych, migracyjnych, słyszymy o nowych działaniach wojennych. Jakie to rodzi wyzwania dla was?
Pierwszym wyzwaniem jest ograniczanie finansowania. Wiele organizacji korzystało z pomocy USAID. Część z nich będzie musiała przestawić się na finansowanie prywatne, ale nie wiadomo, na ile donatorzy będą chętni do współpracy. Problemem jest też bezpieczeństwo. Ciężka sytuacja na Bliskim Wschodzie sprawia, że część organizacji się wycofuje, część próbuje na nowo ułożyć plany działania. Wymaga to ciągłej oceny sytuacji. Często to muszą być działania doraźne – zapewnienie wody, żywności, bezpieczeństwa, schronu.

Edukacja, głód, pomoc kobietom – czy to są obszary pomocowe organizacji, które skupiacie?
Tak, ale trzeba pamiętać o ważnym rozgraniczeniu. Są organizacje, które zajmują się stricte pomocą humanitarną, taką jak zapewnienie warunków do przeżycia na minimalnym poziomie. Dostęp do edukacji, do opieki zdrowotnej, to już działania długofalowe. Szczególnie jeśli chodzi o działania medyczne, to tutaj polskie organizacje mają bardzo bogate doświadczenia. Dotyczy to na przykład pomocy kobietom ciężarnym. To wiąże się też z edukacją zdrowotną, te działania muszą iść w parze. Pomoc żywnościowa idzie osobno, mamy na przykład Polską Akcję Humanitarną, która ma ogromne doświadczenie. Realizujemy też działania wspierające edukację. Czasami to inicjatywy bardzo lokalne, jak budowanie jednej szkoły, a czasami większe, jak wspieranie budowy zaplecza w skali kraju.
Czy podejmujecie działania edukacyjne w Polsce, które miałyby młodych ludzi zachęcić, żeby w przyszłości angażowali się w działania pomocowe?
To jest jeden z filarów organizacji zajmujących się edukacją, ale nie chodzi o zachęcanie do bycia wolontariuszem. Istotne jest, żeby w treściach edukacyjnych przewijały się wątki związane z rozumieniem świata z perspektywy globalnej. Osoby, które kończą szkołę, powinny rozumieć inną perspektywę niż tylko polska. Niestety nie mamy strategii wprowadzania tych treści ze strony rządowej. Nie chodzi o to, żeby nagle pojawił się przedmiot „edukacja globalna”, tylko żeby na przykład w podręczniku do historii pojawiała się perspektywa osób pochodzących z innych części świata. To jest możliwe też na języku polskim czy na wiedzy o społeczeństwie. Postrzeganie pomocy rozwojowej innym krajom powinno być przedstawiane jako jedno z najważniejszych zadań krajów rozwiniętych. Tak samo jeśli chodzi o działania odwracające ksenofobię, nacjonalizmy, które dziś stają się coraz groźniejsze.
Udaje się wam wpływać na polityków, by powstawały takie strategie edukacyjne?
Jesteśmy w stałym kontakcie z politykami czy urzędnikami pełniącymi funkcje, które dotyczą naszej działalności. Jest to głównie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Departament Współpracy Rozwojowej. Nasi przedstawiciele są też członkami Rady Programowej Współpracy Rozwojowej.
Jak wygląda praca w tej Radzie? Macie realny wpływ na jej decyzje?
W Radzie zasiada 22 członków, z czego pięć to osoby z organizacji pozarządowych, cała reszta to ludzie związani z ministerstwami. Zatem nie mamy szans tam niczego przegłosować. Możemy być głosem doradczym, który niestety nie zawsze jest słyszany. Najważniejsza jest praca u podstaw i zmiana perspektywy wyborców, którzy mogą przedstawić swoje oczekiwania politykom.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















