Mam taką teczkę z cudzymi wierszami, którą zabieram ze sobą, ilekroć razem z Anią Dymną jedziemy na jakieś publiczne spotkanie. Od pewnego czasu tak sobie tu i tam jeździmy, Ania opowiada o swoim aktorstwie, o miłości do poezji i kotów, o tym, dlaczego założyła fundację i czym fundacja się zajmuje. Bo dziś niby wszystko można znaleźć w sieci, ale ludzie wolą, jak im się opowie. Wtedy wierzą. Więc Ania opowiada jeszcze raz i jeszcze.
Ale przede wszystkim dużo czytamy. Ja mam swoją teczkę, Ania swoją, w zależności od tego, jak reaguje publiczność, wybieramy takie albo inne wiersze. Gdy ludzie są w stanie znieść więcej, czytamy te trudniejsze w odbiorze. Gdy czuć na sali zmęczenie, staramy się słuchających rozbawić. Owszem, trochę się wcześniej namawiamy, ale przeważnie improwizujemy.
Są w mojej teczce wiersze, po które sięgam szczególnie chętnie. Na przykład „Świat według Daniela” napisany przez Macieja Głogowskiego:
KURWIEL dowozi paczki
Po środzie przychodzi CZACZE
PYNDLONY dają w nagrodę
Na polach zbierają KUTASKI
MESESE ma wujek w garażu
Babcia gotuje mu GIBOS
KUTATO go nęka czasami
Tak jak Kujawa
Ta z Krępy
A ja go wręcz uwielbiam
Bo ciągle mnie rozśmiesza
Nawet gdy nic nie mówi
BANIA!
Nieduży wiersz, a ile się tu dzieje! Jego bohaterem jest ktoś, kto z otoczeniem porozumiewa się z trudem, w sposób, który – z perspektywy większości użytkowników języka – jest odstępstwem od normy, zniekształceniem. Co wers, to zagadka, na ogół łatwa do rozszyfrowania, ale nie zawsze. Można się domyślić, że w garażu wujka stoi mercedes, nagrodą w konkursie są dyplomy, a paczki przywozi kurier. Ale kim jest tajemniczy „kutato”? Kiedy ostatnio czytałem ten wiersz w Tarnobrzegu, publiczność bez trudu odgadła, że chodzi o kuratora. A „kutaski” na polach? Czyżby to były truskawki? A może buraki? Nie wiadomo. Świat Daniela jest światem otwartym, ale nie każde miejsce jest jednako dostępne. I do tego jeszcze ta tajemnicza bohaterka, niejaka Kujawa, uciążliwa jak wizyty kuratora. W zasadniczo pogodnym świecie Daniela zdarzają się też i takie, rzucające cień, postaci.
Wiersz przyszedł w ubiegłym roku na konkurs „Słowa, dobrze, że jesteście”, organizowany przez Fundację Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. Jego autor jest mężczyzną z niepełnosprawnością intelektualną, od przeszło dziesięciu lat uczęszczającym na warsztaty terapii zajęciowej. Daniel to zapewne kolega z warsztatów. Widać, że autor ma świadomość formy, że ktoś z nim nad nią pracuje. Wiersz nie jest przegadany, przeciwnie, zagadek jest tylko siedem, tyle, ile dni tygodnia. Ma też intrygujące zakończenie. Wydaje się, że wszystko zmierza do milczenia, a jednak w finale znów rozlega się głos bohatera. Koniec i bomba? Żart z tych, którzy dali się nabrać, że to na serio? Nie, raczej przypomnienie, kto tu jest najważniejszy.
Ten sam autor w konkursowym zestawie przysłał też inny wiersz:
Jak sobie przypomnę to...
Mówi i znowu płacze
Moja mama płacze często
Choć już nie jest pielęgniarką
Tylko zwykłą emerytką
Może to przeze mnie
A może przez tamtych ludzi
Ze szpitalnej izby wytrzeźwień
Nieprzytomnych
Zakrwawionych
Opuchniętych
Niedopitych
Może to za nich te wszystkie łzy
Bo w sumie razem
Z czego tu się cieszyć?
Mamo! Nie przypominaj ich sobie
Zapomnij ich twarze
I weź ode mnie w końcu tę chusteczkę
Domyślamy się, że kluczowy jest tu wers: „Może to przeze mnie”. To bardzo charakterystyczne: osoby z niepełnosprawnością w pierwszym odruchu przypisują winę sobie, dopiero potem szukają przyczyny gdzie indziej. Wspaniale jest tu oddany niepokój dziecka (dorosłego dziecka!), które nie wie, jak pomóc matce, jak powstrzymać jej smutek. I my też – zauważmy – nie dowiadujemy się, skąd naprawdę biorą się jej łzy. Czy przyczyna płaczu rzeczywiście tkwi w przykrych wspomnieniach z pracy w szpitalu? Pytanie: „Bo w sumie razem / Z czego tu się cieszyć?” odnosi się niby do ludzi, którymi kobieta przez lata musiała się zajmować. Ale przecież równie dobrze można je odnieść do jej własnego życia. Stąd niepokój dziecka: a jeśli to ja? Jeśli to przeze mnie? I jego niecierpliwość: weź w końcu tę chusteczkę, niech łzy przestaną płynąć.
Wyciągamy z naszych teczek utwory poetek i poetów o znanych nazwiskach, ale też i takie jak te, publikowane jedynie w pokonkursowych antologiach... Czasem ktoś pyta po spotkaniu, gdzie można przeczytać więcej podobnych wierszy. Wtedy uśmiechamy się do siebie. To sukces. To znaczy, że się porozumieliśmy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















