Gdy z Anią Dymną jedziemy na jakieś spotkanie, bierzemy ze sobą wiersze

Dziś niby wszystko można znaleźć w sieci, ale ludzie wolą, jak im się opowie. Wtedy wierzą. Więc Ania opowiada i czyta, jeszcze raz i jeszcze. Posłuchajcie.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Mam taką teczkę z cudzymi wierszami, którą zabieram ze sobą, ilekroć razem z Anią Dymną jedziemy na jakieś publiczne spotkanie. Od pewnego czasu tak sobie tu i tam jeździmy, Ania opowiada o swoim aktorstwie, o miłości do poezji i kotów, o tym, dlaczego założyła fundację i czym fundacja się zajmuje. Bo dziś niby wszystko można znaleźć w sieci, ale ludzie wolą, jak im się opowie. Wtedy wierzą. Więc Ania opowiada jeszcze raz i jeszcze.

Ale przede wszystkim dużo czytamy. Ja mam swoją teczkę, Ania swoją, w zależności od tego, jak reaguje publiczność, wybieramy takie albo inne wiersze. Gdy ludzie są w stanie znieść więcej, czytamy te trudniejsze w odbiorze. Gdy czuć na sali zmęczenie, staramy się słuchających rozbawić. Owszem, trochę się wcześniej namawiamy, ale przeważnie improwizujemy.

Są w mojej teczce wiersze, po które sięgam szczególnie chętnie. Na przykład „Świat według Daniela” napisany przez Macieja Głogowskiego:

KURWIEL dowozi paczki
Po środzie przychodzi CZACZE
PYNDLONY dają w nagrodę
Na polach zbierają KUTASKI
MESESE ma wujek w garażu
Babcia gotuje mu GIBOS
KUTATO go nęka czasami
Tak jak Kujawa
Ta z Krępy

A ja go wręcz uwielbiam
Bo ciągle mnie rozśmiesza
Nawet gdy nic nie mówi

BANIA!

Nieduży wiersz, a ile się tu dzieje! Jego bohaterem jest ktoś, kto z otoczeniem porozumiewa się z trudem, w sposób, który – z perspektywy większości użytkowników języka – jest odstępstwem od normy, zniekształceniem. Co wers, to zagadka, na ogół łatwa do rozszyfrowania, ale nie zawsze. Można się domyślić, że w garażu wujka stoi mercedes, nagrodą w konkursie są dyplomy, a paczki przywozi kurier. Ale kim jest tajemniczy „kutato”? Kiedy ostatnio czytałem ten wiersz w Tarnobrzegu, publiczność bez trudu odgadła, że chodzi o kuratora. A „kutaski” na polach? Czyżby to były truskawki? A może buraki? Nie wiadomo. Świat Daniela jest światem otwartym, ale nie każde miejsce jest jednako dostępne. I do tego jeszcze ta tajemnicza bohaterka, niejaka Kujawa, uciążliwa jak wizyty kuratora. W zasadniczo pogodnym świecie Daniela zdarzają się też i takie, rzucające cień, postaci.

Wiersz przyszedł w ubiegłym roku na konkurs „Słowa, dobrze, że jesteście”, organizowany przez Fundację Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. Jego autor jest mężczyzną z niepełnosprawnością intelektualną, od przeszło dziesięciu lat uczęszczającym na warsztaty terapii zajęciowej. Daniel to zapewne kolega z warsztatów. Widać, że autor ma świadomość formy, że ktoś z nim nad nią pracuje. Wiersz nie jest przegadany, przeciwnie, zagadek jest tylko siedem, tyle, ile dni tygodnia. Ma też intrygujące zakończenie. Wydaje się, że wszystko zmierza do milczenia, a jednak w finale znów rozlega się głos bohatera. Koniec i bomba? Żart z tych, którzy dali się nabrać, że to na serio? Nie, raczej przypomnienie, kto tu jest najważniejszy.

Ten sam autor w konkursowym zestawie przysłał też inny wiersz:

Jak sobie przypomnę to...
Mówi i znowu płacze
Moja mama płacze często
Choć już nie jest pielęgniarką
Tylko zwykłą emerytką

Może to przeze mnie
A może przez tamtych ludzi
Ze szpitalnej izby wytrzeźwień
Nieprzytomnych
Zakrwawionych
Opuchniętych
Niedopitych
Może to za nich te wszystkie łzy
Bo w sumie razem
Z czego tu się cieszyć?

Mamo! Nie przypominaj ich sobie
Zapomnij ich twarze
I weź ode mnie w końcu tę chusteczkę

Domyślamy się, że kluczowy jest tu wers: „Może to przeze mnie”. To bardzo charakterystyczne: osoby z niepełnosprawnością w pierwszym odruchu przypisują winę sobie, dopiero potem szukają przyczyny gdzie indziej. Wspaniale jest tu oddany niepokój dziecka (dorosłego dziecka!), które nie wie, jak pomóc matce, jak powstrzymać jej smutek. I my też – zauważmy – nie dowiadujemy się, skąd naprawdę biorą się jej łzy. Czy przyczyna płaczu rzeczywiście tkwi w przykrych wspomnieniach z pracy w szpitalu? Pytanie: „Bo w sumie razem / Z czego tu się cieszyć?” odnosi się niby do ludzi, którymi kobieta przez lata musiała się zajmować. Ale przecież równie dobrze można je odnieść do jej własnego życia. Stąd niepokój dziecka: a jeśli to ja? Jeśli to przeze mnie? I jego niecierpliwość: weź w końcu tę chusteczkę, niech łzy przestaną płynąć.

Wyciągamy z naszych teczek utwory poetek i poetów o znanych nazwiskach, ale też i takie jak te, publikowane jedynie w pokonkursowych antologiach... Czasem ktoś pyta po spotkaniu, gdzie można przeczytać więcej podobnych wierszy. Wtedy uśmiechamy się do siebie. To sukces. To znaczy, że się porozumieliśmy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Pyndlony