Z kolei prof. Wojciech Roszkowski pisze w ostatnim “Gościu Niedzielnym", że aktualna kampania wyborcza jest nadzwyczajnie wprost merytoryczna i “nigdy też nie było tak mało ataków personalnych". To ostatnie stwierdzenie zaskoczyło mnie wprawdzie kompletnie, ale powiedziałam sobie, że poważni historycy nie muszą nieustannie tkwić przy głośnikach czy ekranach ani czytać wszystkiego, co się drukuje bez opamiętania, więc może i lepiej, że widzą świat jaśniejszy niż bywa. Natomiast doświadczenie prof. Czapińskiego jest faktycznym memento dla dziennikarzy: warto na swoje preferencje tematyczne popatrzeć czasem podejrzliwie i krytycznie. Postanowiłam tak zrobić tym razem, tym bardziej, że nagromadziło się trochę długów wdzięczności wobec czytelników, czasem zupełnie anonimowych, czasem znanych i zasłużonych.
Po śmierci Stanisława Stommy napisałam we wspomnieniu, że moje Wilno “jakby jeszcze się oddaliło". I niebawem przyszła przesyłka od nieznanej Zosi z pozdrowieniami z pieszej pielgrzymki Suwałki-Wilno (15-26 lipca) i zdjęciami z Ostrej Bramy, “z nadzieją, że Wilno będzie trochę bliżej". Adresu brak, odpisać nie mogłam, więc tutaj dziękuję gorąco, bo po takim liście świat i ludzie stają się lepsi. Dziękuję też przy okazji regularnemu nadawcy gazetki parafialnej z Kochłowic śląskich, “Logos", zawsze wartej lektury: to skraweczek prawdziwej Polski.
Dług niespłacony to ominięcie przeze mnie udziału w tegorocznych dniach solidarności z chorymi na schizofrenię, organizowanych we wrześniu przez Stowarzyszenie na Rzecz Psychiatrii i Opieki Środowiskowej. Coraz mniej mi się udaje czynne uczestnictwo w pożytecznych akcjach, niestety. Czytam jednak zawsze z wdzięcznością o ludziach, którzy się nie poddają i doznają solidarnego wsparcia w tym, co robią. Gdyby nam w mediach udawało się znajdować dla tych setek inicjatyw, wciąż w którymś miejscu Polski podejmowanych, naprawdę atrakcyjne komunikaty, inne byłyby proporcje bieli i czerni w obrazie kraju. Tylko że to nam wciąż nie wychodzi. Dlaczego? Może Rada Etyki Mediów spróbowałaby kiedyś poszukać odpowiedzi?
I jeszcze jeden dług, bardzo na czasie. Podczas ingresu arcybiskupa krakowskiego siedziałam w katedrze obok górala z Sieniawy. Pan Władysław Szepelak znał za dawnych lat arcybiskupa jako ucznia jeszcze i wspominał jazdy tym samym autobusem: “ja do pracy, on do szkoły". Na pożegnanie podarował mi małą książeczkę z wierszami, gwarą pisanymi. Przyznaję się: zachwyciły mnie. Wkorzenieniem w historię Polski i polską religijność, nutą mistyczną, serdecznym hołdem dla zmarłego Papieża. Posłuchajcie tylko początku “Pieśni o śmierci Jana Pawła II":
Zapłakały rzewnie góry lasy hole
Płacom dziś górolki płacom i górole
Hej płacom i górole
Zapłakały rzewnie uboce i skały
Płacom dziś Polocy i płace świat cały
Hej i płace świat cały
Bo odesed Pastyrz z stolice Piotrowyj
Ftoz będzie odmiynioł stary świat na nowy
Hej stary świat na nowy
Czy nie piękne? Ale to musi być zaśpiewane, wtedy dopiero będzie takie, jak trzeba. Gdyby do tekstu powstała muzyka, można by całą pieśń śpiewać w papieskie rocznice. Mam naiwną nadzieję, że ktoś to zechce zrobić... A może ta pieśń już rozbrzmiewa na Podhalu, tylko ja o tym nie wiem? Proszę w takim razie o sygnał.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















