Epoka Szarona

Zmarł Ariel Szaron, po ośmiu latach przebywania w stanie śpiączki.
Czyta się kilka minut

Ocena Szarona, w którego polityczno-wojskowej biografii jak w lustrze odbija się historia Izraela – a biografia ta zaczęła się w 1942 r., gdy jako 16-latek wstąpił do podziemnej organizacji żydowskiej walczącej o własne państwo – była i jest niełatwa. Tak, to eufemizm, ale cóż – prawdziwy: na Bliskim Wschodzie nic nie jest łatwe. Dla wielu Izraelczyków Szaron jest jednym z wielkich ojców-założycieli (czy raczej: obrońców) państwa Izrael. Dla innych – aroganckim wojskowym, który łatwo prowokował konflikty. Jedni i drudzy pewnie by się zgodzili, że można zadać pytanie: co by było, gdyby nie było Szarona? Gdzie byłby dziś Izrael? Na przykład, gdyby w czasie wojny Jom Kipur w 1973 r. Szaron nie ruszył na Synaj na czele swojej dywizji pancernej – nie czekając na posiłki i po trosze ignorując polecenia zwierzchników – i nie zdecydował się na ryzykowny manewr, dzięki któremu Izraelczycy okrążyli siły egipskie nad Kanałem Sueskim? Manewr ten, być może, ocalił Izrael. Z drugiej strony, efektem uderzenia na Liban w 1982 r. – Szaron był wtedy ministrem obrony – było uwikłanie Izraela w tym kraju na następnych kilkanaście lat i porażka Szarona (uznano, że pośrednio przyczynił się do masakry cywilów w palestyńskich obozach Sabra i Szatila; Szaron podał się do dymisji).

Najtrudniejszą z decyzji Szarona-polityka (już jako premiera) była chyba likwidacja wszystkich żydowskich osiedli w Strefie Gazy (i kilku na Zachodnim Brzegu) w 2005 r. – tych samych osiedli, za którymi sam wcześniej się opowiadał. Był jedynym, który mógł to zrobić, miał dość odwagi i siły. Za dużo widział z bliska śmierci i krwi, by z biegiem lat nie uświadomić sobie, że tylko pokój ma sens – gdyby nie zapadł w śpiączkę, to właśnie on, generalnie znienawidzony przez Palestyńczyków, być może mógłby doprowadzić także do porozumienia izraelsko-palestyńskiego.

Różnie się o nim mówiło: „Buldożer”, „Rzeźnik z Libanu” lub zdrobniale „Arik”. Jego autobiografia, napisana wspólnie z Davidem Chanoffem, nosi tytuł „Wojownik”. Tytuł trafiony, bo Szaron miał serce wojownika: nie bał się ani walki na froncie, ani w polityce, zawsze był na pierwszej linii, miał odwagę, by podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje. Był niepokonany. Odszedł – jak powiedział jego syn – kiedy sam zechciał.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2014