Szanowna i jakże Droga mi Redakcjo Tygodnika Powszechnego!
Zwracam się tym osobistym i nieoficjalnym listem do Całej Redakcji TP, ale szczególnie to ks. Adama Bonieckiego i do Pani Józefy Hennelowej, jako że Was znam najdłużej. Nie mam żadnej sprawy do załatwienia, ani nawet zamiaru zwrócenia Waszej uwagi na jakiś szczególny problem. Moją jedyną intencją jest podziękować Wam za to, że jesteście, za Wasz/(Nasz) Tygodnik, i prosić Was o długie jeszcze trwanie na stanowisku i dalsze pisanie.
Wasze pismo jest dla mnie najbardziej odżywczą strawą duchową jaką znam. A jestem Waszym stałym czytelnikiem od swoich czasów licealnych. Z Wami przeżyłem lata, 70-te kiedy to wyszukiwało się w Tygodniku informacji "między wierszami"; później wspaniałe czasy, gdy kardynal Wojtyła został papieżem, Solidarność, czasy cenzuralnych wykreśleń z okresu stanu wojennego, i tak zeszło aż do dziś. Mam 60 lat, a od lat 40 jesteście bezapelacyjnie najbliższym mi pismem. Wasza rola w moim życiu ulegała przemianom. Dziś to już nie problemy powodowane przez ustrój, ani stan wojenny wywołują największe emocje. To co martwi i to co boli, to polaryzacja spoleczeństwa, a raczej polaryzacja w obrębie wielu społeczeństw, wielu religii, w tym i polaryzacja polskiego społeczeństwa w stosunku do Kościoła katolickiego, i polaryzacja w łonie samego Kościoła. Nie będę więcej nad tym się rozwodzil, bo od Was wiem, że i Was to boli i że jesteście tego więcej niż świadomi. Cieszę się, gratuluje, popieram Waszą, jak uważam centrową postawę i Wasze trwanie przy wartościach i przekonaniach, które i ja uważam za bardzo chrześcijańskie, i za moje własne. Tak, utożsamiam się z Wasza "linią" i co tydzień czekam na następną odżywkę normalności. Felietony wstępne ks. Adama są tak edukacyjne i mądre (a w mojej ocenie także bardzo trafne i wyważone), że ich lektura poprawia nastrój, powoduje obniżenie wysokiego czasem ciśnienia krwi i nawet pomaga lepiej spać! Pani Józefa zwraca uwagę Czytelników na delikatnie mówiąc nieprawidłowości w polskim życiu publicznym, spolecznym, politycznym i medialnym. Całkowicie się z Panią solidaryzuje i życzę nam wszystkim, aby Pani jakże mądre felietony poruszyly w końcu czyjeś sumienia, może komuś coś uświadomiły, albo choćby pozwolily ludziom takim jak ja, poczuć się lepiej, że nie są jedynymi, których boli to, co Panią boli.
Być może to TP, i Wy Szanowni Państwo tak mnie przez te 40 lat uksztaltowaliście, że czuję tak jak Wy? Rzecz w tym, że czułem tak jak Wy od samego początku swojego intelektualnego życia. Jesteście dla mnie drogowskazem i wsparciem! A egzemplarze TP zbierane przeze mnie zajmują już straszenie dużo miejsca. I choć to pewnie nieracjonalne, traktuje je jak skarb. Tak, żal mi wyrzucić przeczytany nieomal od deski do deski każdy kolejny numer, bo znalazlem i w nim kilka świetnych artykułów, do których chciałoby się wrócić, jak do dobrej książki. Problem w tym, że to się nie zdaża, bo ku mojej wielkiej cotygodniowej radości dostaje wciąż nowe wydania mojego ukochanego TP. I wszystko chce się przeczytać!
Za to wszystko jestem Wam szalenie wdzięczny! Tę swoją głęboką wdzięczność zawrę w z pewnością lakonicznym, ale bardzo autentycznym DZIĘKUJE WAM BARDZO!!! Państwu życzę 100-lat w pełnym zdrowiu, a sobie abyście pozostali takimi jak jesteście. Wiem, że moja opinia na Wasz temat wcale nie jest odosobniona. Ja sam piszę do Was po raz dopiero drugi przez tyle lat czytania TP - wybaczcie proszę wspaniałomyślnie tę moją opieszałość. Stanowicie dla swoich licznych czytelników nie tylko drogowskaz, wyrafinowaną potrawę duchową (po przeczytaniu TP doprawdy czuję się jakby nieco lepszy, i np. łatwiej przychodzi mi wybaczyć bliskim i nieznajomym ich drobne przewinienia), ale i swego rodzaju "odtrutkę" na frustracje dnia codziennego.
Z wyrazami głębokiego szacunku i wdzięczności,
Witold Frączek
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.













