Reklama

Dopełnienie reinkarnacji w świetle Zmartwychwstania

Dopełnienie reinkarnacji w świetle Zmartwychwstania

19.03.2008
Czyta się kilka minut
Czy wolno łączyć reinkarnację z tajemnicą Zmartwychwstania? Gdy wyznajemy na zakończenie Credo, że wierzymy w "ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny", wydaje się, że wiemy, co mówimy. Dzisiaj wszak nie brakuje chrześcijan, którym to nie wystarcza, dlatego skłonni są przyjąć bardziej atrakcyjną i "tajemniczą" wiarę w reinkarnację, kojarzoną z religiami Wschodu.tylko na tygodnik.onet.pl
T

Tu również trzeba mówić o wierze, bo nie ma przecież empirycznych dowodów na "powtórne wcielenie", re-inkarnację, związaną ponadto - jak każda wiara - z różnymi wyobrażeniami. Czyżby reinkarnacja była łatwiejsza do uwierzenia jako bardziej "egzotyczna"? Spróbujmy porównać oba rodzaje wiary - przez oczyszczenie wyobrażeń, które nie przybliżają do prawdy.

Pogłębiona wizja zmartwychwstania

Warto przypomnieć, że już w Nowym Testamencie saduceusze - wierzący w Boga - nie przyjmowali zmartwychwstania, bo przeszkadzały im fałszywe wyobrażenia. Jezus nie tylko odrzuca ich prymitywne pojmowanie "cielesności" nowego życia i wskazuje jego duchowy charakter, skoro wtedy ludzie będą "równi aniołom". Jeszcze ważniejsze jest ukazanie, że prawdę o zmartwychwstaniu można znaleźć w Pięcioksięgu Mojżesza, czyli tam, gdzie saduceusze nie potrafili jej odkryć, bo skupiali się wyłącznie na późniejszych obrazach.

Argument Jezusa jest olśniewający: "A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa »O krzaku«, gdy Pana nazywa »Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba«. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją" (Łk 20,36-38). To znaczy: przodkowie, których uważamy za zmarłych, żyją, skoro należą - jak patriarchowie - do samego imienia Boga żywych, Tego, który JEST. I zauważmy: dla Jezusa stanowi to argument za zmartwychwstaniem, ale nie według późniejszych obrazów, opisujących "opuszczenie" grobu, a raczej pojmowanym jako życie wieczne tych, którzy - choć odeszli ze świata - żyją we wspólnocie z Bogiem.

Samo pojęcie "z-martwych-wstania" jest obrazowe: zakłada "leżenie" w stanie śmierci, następnie "powstanie" - a gdy śmierć kojarzy się ze złożeniem w grobie, wtedy "wstanie" z tego stanu oznacza opuszczenie grobu. Wyobrażenia te łączyły się z obrazem szeolu jako podziemnej "krainy śmierci", której oznaką zewnętrzną było złożenie w grobie. W Izraelu to wyobrażenie pojawiło się późno, głównie pod wpływem innych religii; szeol jako kraina cieni jest odpowiednikiem greckiego hadesu. Przebywające tu "cienie" były pozbawione życia, jakby wegetowały z dala od Boga, Dawcy życia. Jednak izraelska wiara nie pozwalała uznać tego stanu za ostateczny, dlatego do wyobrażeń o szeolu dołączyła wiara w jego przezwyciężenie - wyjście dzięki Bogu z krainy śmierci, a także opuszczenie grobu, co miałoby się dokonać u kresu ludzkich dziejów. Zmartwychwstanie było wyobrażane jako nowe stworzenie: po wejściu w "nicość" śmierci, gdzie pozostawał z człowieka tylko "cień", a właściwie nic, konieczne było nowe stworzenie "z niczego" - życie wieczne nowego człowieka we wspólnocie z Bogiem.

Jednak Jezus, opisując nowe życie "po" śmierci nie nawiązał do obrazu szeolu, tylko przywołał imię Tego, który jest. Głębszą wizję nowego życia przeczuwał już psalmista, gdy wyznawał, że we wspólnocie z Bogiem niczego człowiekowi nie brakuje: nie tylko w obecnym życiu, ale "zawsze". Jeszcze dobitniej oznajmia to kolejne wyznanie, zwrócone w modlitwie do Boga: "Kogóż [poza Tobą] mam w niebie! I na ziemi nie pragnę niczego, gdy mam Ciebie. / Ustaje ciało i serce moje, / ale Bóg (opoką mego serca i) moim dziedzictwem na wieki" (Ps 73,23-26). Wprawdzie wszystko w człowieku na ziemi w końcu ustaje, ale we wspólnocie ze Stwórcą przejście śmierci przestaje niepokoić i liczy się jedynie trwanie w Bogu. Tu także nie ma miejsca na szeol jako przebywanie z dala od Boga. Zamiast obrazu "powstania z martwych" mamy głębszy obraz życia człowieka w Bogu jako niekończącej się wspólnoty z Tym, który JEST. I przytoczone słowa Jezusa potwierdzają to przejście: od obrazu "zmartwychwstania" do wiecznego życia całego człowieka we wspólnocie z Bogiem.

Ewolucję wyobrażeń o zmartwychwstaniu widzimy też u św. Pawła. Opis danego mu doświadczenia Zmartwychwstałego wyraźnie poświadcza, że nie było to zwykłe widzenie fizyczne, tylko wizja związana z przemienieniem mocą Ducha Świętego; gdy więc Apostoł "otworzył oczy, nic nie widział" (Dz 9,8). Dlatego później opisuje nową cielesność życia z Bogiem jako "duchową" (1Kor 15,44) i widzi możliwość posiadania jej "zaraz" po śmierci, gdy spotka się z Jezusem Chrystusem zmartwychwstałym i nie będzie "nagi", pozbawiony ciała, tylko "przyodziany" (por. 2Kor 5,1n). Ta nowa cielesność już obecnie jest częścią "nowego człowieka", zjednoczonego ze Zmartwychwstałym przez chrzest, po którym nasze życie pozostaje "ukryte z Chrystusem w Bogu" (Kol 3,3). Dlatego "nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień" (2Kor 4,16). To się dopełni w przejściu przez śmierć - nie jako "dodanie" nowego ciała do "duszy", tylko jako dopełnienie nowego, duchowo-cielesnego człowieka, już wcześniej złączonego z Chrystusem, choć jeszcze w sposób niepełny.

Nowa wizja szeolu

Obraz szeolu może być dalej używany, w innym jednak sensie, z uwzględnieniem ewolucji, która także pod tym względem dokonała się zarówno w Biblii, jak i w Tradycji. Sam Jezus używa go w opowieści o bogaczu i ubogim Łazarzu. W ich życiu "po śmierci" widoczna jest różnica. Łazarz przebywa "na łonie" Abrahama nie jako "cień" czy "naga" dusza, ale jako nowy człowiek, spoczywający przy Abrahamie na wiekuistej uczcie tak, jak podczas Ostatniej Wieczerzy "na łonie" Jezusa spoczywał umiłowany uczeń (w obu wypadkach pojawia się po grecku to samo słowo: por. Łk 16,22n; J 13,23).

Właściwie to nowe życie we wspólnocie z Abrahamem (i Bogiem Abrahama!) jest już udziałem w zmartwychwstaniu, choć bogacz z opowieści wyobraża sobie dalej, że dopiero "posłanie" Łazarza do ludzi na ziemi będzie dla nich "dowodem" na zmartwychwstanie, z czym Jezus się nie zgadza (por. Łk 16,30n). Jeśli więc o Łazarzu trzeba powiedzieć, że nie przebywa w szeolu, tylko ma już udział w nowej rzeczywistości duchowo-cielesnej, to stan "otchłani", w której znalazł się bogacz (także duchowo-cieleśnie), ciągle przypomina dawny szeol, z tą dodatkową różnicą, widoczną już w innych wypowiedziach Starego Testamentu, że trafiają "tam" nie wszyscy, tylko ci, którzy zasługują na karę za grzechy, czyli potrzebują oczyszczenia.

Trudno w tej krótkiej refleksji wejść w szczegóły rozwoju wyobrażeń o szeolu, zwłaszcza w kwestię rozróżnienia w nim z jednej strony tych "umarłych" (żywych inaczej!), których kara kończy się oczyszczeniem, a z drugiej strony tych pozostałych... Chodzi tutaj, innymi słowy, o różnicę między dwoma stanami "po śmierci", nazywanymi w teologii czyśćcem i piekłem. Ograniczmy się dalej do kwestii czyśćca, bo to nas przybliża do wyobrażeń o reinkarnacji.

Nieporozumienia co do reinkarnacji

Reinkarnacja w sensie hinduizmu czy buddyzmu jest rodzajem czyśćca dla tych, którzy w danym im życiu nie wzrośli do pełnej wolności, pozostali uwikłani w różne sprawy "tego" świata. Potrzebują więc oczyszczenia od "lgnięcia" (w języku znawcy hinduizmu, prof. M.K. Byrskiego) czy od "nieuporządkowanych przywiązań" (w języku św. Ignacego Loyoli). Nie ma w tak pojmowanej reinkarnacji niczego, czego można by - czy należało - pragnąć. A tego nie rozumieli oświeceniowi (nie naprawdę oświeceni!) zwolennicy tej idei na Zachodzie, w rodzaju słynnego G.E. Lessinga; dla niego ponowne przyjście człowieka na świat było postulatem rozumu, który domagał się, by wiele ludzkich umiejętności, niedających się zrealizować w jednym życiu, można było podjąć innym razem, aby się nie zmarnowały... Jak gdyby tylko w ten sposób dało się osiągnąć na ziemi nieograniczony postęp, obiecywany i upragniony w "pobożnych życzeniach" europejskiego oświecenia.

Ale czy azjatyckie wyobrażenie jest "lepsze", gdy reinkarnację jako oczyszczenie łączy z ponownym "wcieleniem", ale nie w nowe życie ludzkie, tylko np. w robaka czy roślinę? Dla wyznawców hinduizmu nie stanowi to problemu, bo według nich także te pozaludzkie istoty - nie wyłączając kamienia - mają świadomość. Owszem, także w filozofii chrześcijańskiej można bronić opinii, że wszystko, co istnieje, ma udział nie tylko w byciu, ale i świadomości, jednakże ten udział ma charakter analogiczny: różne byty mają różny udział w świadomości, tak że należy w jedności dostrzegać istotną wielość i nie "zrównywać" bytu-świadomości do tego stopnia, że może dojść do "wcielenia" ludzkiej osoby w roślinę czy zwierzę. Zresztą podobne rozróżnienie mamy już w Biblii czy w filozofii Arystotelesa, gdzie wszystko co żyje jest obdarzone duchem (ruah) czy duszą (psyche-anima), jednakże bez utożsamiania duszy roślinnej, zwierzęcej i ludzkiej.

Biblia nie zostawia miejsca na "reinkarnację" jako ponowne wcielenie na ziemi, mówi natomiast o "ponownym narodzeniu", ściślej: o regeneracji. Także mówienie o "ponownym" narodzeniu prowadzi do nieporozumienia, któremu kiedyś uległ rozmówca Jezusa Nikodem, bo wieloznaczne pojęcie greckie anóthen znaczy nie tylko "ponownie", ale przede wszystkim "z góry", a dalszy ciąg rozmowy pokazuje, że chodzi o narodzenie "z Ducha" (J 3,5n). To nowe życie daje udział we wspólnocie z Bogiem, czyli to, co wiąże się z obrazem zmartwychwstania, w które możemy włączyć się już obecnie - dzięki sakramentom, a dokładniej odrodzeniu, jakie dzięki nim w nas się dokonuje. Ten proces obejmuje zarówno oczyszczenie ze wszystkiego, co zniewala człowieka, jak i otwieranie się na wolność i nowe życie w Duchu. Zaczyna się to w naszym obecnym życiu jako rodzenie i wzrastanie nowego, "wewnętrznego" człowieka, duchowo-cielesnego, żyjącego już tu i teraz życiem Zmartwychwstałego, by w śmierci złączyć się z Nim ostatecznie, w pełni.

Dopełnienie reinkarnacji

W świetle powyższych uwag przybliżamy się do prawdy, która pozwala połączyć intuicje co do reinkarnacji z ideą czyśćca - w świetle tajemnicy Zmartwychwstania. Katolicy i wyznawcy hinduizmu z pewnością zgodzą się co do tego, że człowiek oczyszczony już w tym życiu od uzależnień, a głębiej od egoizmu jako największego zniewolenia, nie będzie potrzebował oczyszczenia po śmierci. Dla takiego człowieka - świętego, pełnego Ducha Bożego - przejście na "drugą stronę" śmierci będzie, w ujęciu katolickim, pełnym udziałem we wspólnocie z Bogiem jako dopełnieniem tego, co zaczęło się na ziemi. Nowe życie dopełni także ludzką cielesność, która w człowieku "wewnętrznym" kształtuje się już obecnie, a po śmierci nie oddziela się od "duszy", lecz najwyżej oczyszcza.

W idei reinkarnacji słuszne wydaje się zrozumienie, że potrzebne człowiekowi oczyszczenie musi obejmować go jako całego, duchowo-cielesnego. Czyściec, gdzie to się dokonuje, nie powinien być pojmowany jako stan "dusz" oderwanych od ciała; wprawdzie to wyobrażenie nadal przeważa w potocznych wyobrażeniach chrześcijan, ale już św. Tomasz zauważał nienaturalny charakter takiego "oderwania", które nie pozwalałoby myśleć o zmarłych jak o ludziach... A skoro, jak to widzieliśmy w ujęciu św. Pawła, nowa cielesność ma charakter duchowy, to pozostawanie zwłok w grobie nie stanowi przeszkody, by można było mówić o nowym, duchowo-cielesnym życiu człowieka we wspólnocie ze Zmartwychwstałym.

Co znaczy więc dopełnienie reinkarnacji? Nasza "inkarnacja" (ludzkie bycie w ciele) rozpoczyna się od chwili poczęcia w łonie matki, gdy przyjmujemy życie, jakie nam przekazują rodzice. To życie przemija, kończy się śmiercią. Dlatego zgodnie z Ewangelią Jezusa potrzebne jest odrodzenie "z góry", z Ducha Świętego. Dzięki Niemu nasze wcielenie otwiera się na życie Boże, które nie przemija. Regeneracja do tego życia może być określona jako zapoczątkowanie re-inkarnacji, bo z odnową naszego ducha odnawia się także cielesność, aby towarzyszyć nam nie tylko na ziemi, ale na wieczność. W tym sensie reinkarnacja pojmowana właściwie nie jest regresem, którym byłaby zwłaszcza wtedy, gdyby wyobrażać ją sobie jako przyjęcie materialności nieludzkiej; nie jest także czymś przejściowym w drodze ku niecielesności. Chodzi raczej o dopełnienie nowej, duchowej cielesności jako części człowieka, który już obecnie - w Duchu - wzrasta we wspólnocie ze Zmartwychwstałym. I w tej nadziei nie musimy się martwić obumieraniem "zewnętrznego" człowieka, skoro "ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]