Maciej Müller, Tomasz Ponikło: Brat Albert miał najlepiej zrozumieć i najskuteczniej wprowadzić w życie ideał ewangelicznego życia według św. Franciszka...
Brat Franciszek Grzelka: Ludzie widząc pierwszych braci z Kalatówek mówili, że Brat Albert przeniósł Asyż do Zakopanego, a Karol Wojtyła jako biskup krakowski nazywał go w homiliach "biedaczyną z Krakowa".
Brat Paweł Flis: Ale też Wojtyła w dramacie "Brat naszego Boga" podkreślał różnorodność jego inspiracji. Mało kto wie, że tłumaczył "Drogę na Górę Karmel" św. Jana od Krzyża, a braciom dawał do lektury "Ostrożności duchowe" tego mistyka. Z kolei rekolekcje odprawiał na bazie ćwiczeń duchowych św. Ignacego Loyoli. Działał też w Konferencji św. Wincentego ? Paulo - i to przez nią trafił do ogrzewalni.
I jak św. Franciszek, nie myślał o założeniu zakonu czy wstąpieniu w szeregi duchowieństwa.
Br. Franciszek: Do śmierci Brata Alberta albertyni i albertynki byli świeckimi tercjarzami franciszkańskimi na specjalnych prawach. Kardynał krakowski pozwolił na używanie habitu i życie we wspólnocie. Po śmierci zatwierdzono jako zakony albertynki w 1926 r. i albertynów w 1928 r. Nie było to sprzeczne z wolą Brata Alberta. Zaakceptował, że idzie to w kierunku regularnego zakonu. Próbował napisać konstytucję. Ale Bóg dał mu inne zadanie: był charyzmatycznym założycielem wspólnoty.
Br. Paweł: Dopóki żył Brat Albert, wystarczał jego autorytet. Konieczność spisania reguły pojawiła się później.
Podobnie jak Biedaczyna z Asyżu, Brat Albert obawiał się o zachowanie ubóstwa w przypadku utworzenia zgromadzenia.
Br. Paweł: Jadąc do kurii z propozycją konstytucji bał się, że Franciszkowa zasada nieposiadania niczego na własność zostanie odrzucona. W efekcie dokumentu nigdy nie przedstawił.
Br. Franciszek: Obawy okazały się niesłuszne - to Książę Sapieha w 1928 r. przypilnował, aby w pierwszych konstytucjach Zgromadzenia zapisano to, czego chciał Brat Albert. Do dziś nie mamy własności, nasze budynki należą do kurii lub miasta.
Wojtyła uznawał, że istotą misji Brata Alberta była postawa: "Trzeba duszę dać".
Br. Franciszek: Powtarzał to za ks. Konstantym Michalskim, wskazując na całkowitość oddania - Bogu i ubogim. Oddanie Brata Alberta jest radykalne, bez reszty. Gierymski, jego kolega ze studiów w Monachium, pisał, że to człowiek, który "chce łączyć w jedno teorię z praktyką, życie naginać do potrzeb poetycznych, żądał od siebie więcej niż natura dała człowiekowi".
Br. Paweł: Mówił też: gdybym miał dwie dusze, jedną oddałbym ubogim, drugą sztuce. Przecież poszedł na całość mając 42 lata - a pomyślmy o nas samych, czego oczekujemy od życia w takim wieku.
Ale po co dziś wybierać tak radykalnie? Można tak samo pomagać, nie będąc albertynką czy albertynem, ale pracując np. w ośrodku pomocy społecznej.
Br. Franciszek: Kard. Macharski mawia, że są albertyni i albertynki w habitach i bez habitów. Większość przytulisk w Polsce prowadzą świeccy - my mamy tylko 40 braci, osiem domów w Polsce i jeden na Ukrainie. Sióstr jest ponad 600. Cel działania świeckich i nasz jest ten sam, próbujemy jak najlepiej pomóc człowiekowi. Nasza specyfika? Jesteśmy w zakonie nie dlatego, że przede wszystkim chcieliśmy służyć ubogim, ale że odkryliśmy osobiste zaproszenie Jezusa do życia w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie. To prawda, odkryliśmy także służbę ubogim jako własny charyzmat. W zakonie "poślubia się" takie życie do śmierci. "Trzeba duszę dać".
W Waszej pracy łatwo stracić nadzieję. Kiedy w noclegowni, gdzie nie wolno wnosić alkoholu, mężczyźni przez okno wciągają butelkę wódki na sznurku na piętro, oszukują, naciągają. Można zwątpić w człowieka.
Br. Paweł: Zależy, w czym położyć nadzieję. Jeśli w skuteczności działania - przyjdzie rozczarowanie. Jeśli w tym, że człowieka przemienia łaska Boża, a nie moje lepsze lub gorsze działanie - to nadzieja nigdy nie umrze. Nie znamy przyszłych losów człowieka. Wierzę, że jeśli dziś chcę być bratem bezdomnego alkoholika, to mimo odrzucenia kiedyś to w nim zaowocuje. Nie zamazujemy dobra i zła, wiemy, co człowieka niszczy. Ale już samo danie świadectwa wobec człowieka jest ewangelizacją - a to dla nas najważniejsze: Ewangelia, a nie socjologicznie mierzona skuteczność. Np. w przytulisku jest zimą 60-70 osób w porze zimowej, co miesiąc 15 nowych, zawsze pełne obłożenie. Wśród nich są i tacy, którzy potraktują ten dom jako szansę, choć większość chce się przespać, zjeść, nie myślą o zmianach życiowych.
Br. Franciszek: Naturalnie, chcielibyśmy wyższej skuteczności. Brat Albert też wykazywał efekty pracy w sprawozdaniach dla miasta: kiedy otworzył schronisko, przestępczość na Kazimierzu zmalała o 30 proc. Tak argumentował, by pozyskać dotacje na rozwój. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, kiedy uzależniamy sens służby od osiąganych szybko efektów. Wielu kandydatów się wycofuje.
Jest zarzut, że Wasze kuchnie i noclegownie to utwierdzanie ludzi w bezdomności. Dlatego skuteczność nigdy nie będzie wysoka.
Br. Franciszek: Tylko że ci ludzie znajdują się w sytuacji, w której minimum dóbr materialnych musi być im dane, żeby w ogóle zaczęli myśleć o wyrwaniu się z ulicy. To praca z ludźmi. Najwięcej zależy od nich samych. My możemy jedynie tworzyć warunki, by ruszył do przodu.
Br. Paweł: Straty psychiczne, moralne i zdrowotne są przerażające. Człowiek, który przez 30 lat brnął - nie oceniam, czy z własnej winy, czy nie - w zło, bez łaski Bożej tego zła nie odrzuci pod wpływem spotkania z albertynem, który mu powie, jak żyć. Jeśli pomogliśmy na tyle, że ktoś umiera trzeźwy we własnym łóżku, to znaczy, że się udało.
Ale Brat Albert organizował też np. warsztaty pracy.
Br. Franciszek: Chcemy iść w tym kierunku. W PRL władza nie pozwalała nam na prowadzenie noclegowni, zajmowaliśmy się więc niepełnosprawnymi i chorymi psychicznie. Pierwsze przytulisko uruchomiliśmy w 1989 r. Uczyliśmy się od podstaw - boleśnie: awantury, wybite szyby, bójki. Trzeźwi alkoholicy uczyli nas, jak uzależnionym stawiać mądre wymagania. Z czasem pojawili się dobroczyńcy, jak pan Władysław Godyń z Krakowa, który ufundował budowę domu w Płaszowie, otwartego w 2001 r.
Br. Paweł: To mieszkania chronione, gdzie trafiają osoby, które rok mieszkały w przytulisku na ul. Kościuszki, zachowały w tym czasie trzeźwość, mają własne dochody. Stać ich na podstawowe opłaty, sami gotują, starają się zarabiać. Jest 40 lokatorów i 3 braci.
A więc znów: czym się różni Wasza praca od pomocy socjalnej?
Br. Paweł: Brat Albert mówił o kontemplacji człowieczeństwa. Widzę człowieka - wrak fizyczny i psychiczny. Czy potrafię w nim znaleźć piękno? Brat Albert potrafił. Swoje artystyczne spojrzenie wyostrzał w ogrzewalni: powstał obraz "Ecce Homo", ale też zapadła decyzja o porzuceniu malarstwa. Ani kult, ani służba teoretycznie niczego nam nie dają. Ale mamy tu człowieka, w którym jest Chrystus... Brat starszy, który przyjmował mnie do zakonu, po trzech miesiącach mnie podpuścił: "I co, widzi brat »Ecce Homo« w tych bezdomnych?". Zacząłem szukać patetycznej odpowiedzi, ale on westchnął: "Nie, bracie, na to trzeba bardzo wielu lat". Zadaniem albertynów jest adorować Chrystusa "Ecce Homo" w ubogich przez konkretne działania.
Br. Franciszek: Brat Albert mówił, że godziwa zapłata za pracę jest naturalnym bodźcem do wyjścia z nędzy. Chcemy tworzyć miejsca pracy w naszych domach. Własne, bo w dla wielu podopiecznych nie sprawdza się praca na zewnątrz: po pierwszej wypłacie znikają, wpadają w ciąg. W Zaporożu powstała piekarnia, Paweł od trzech lat prowadzi gospodarstwo w Bulowicach między Andrychowem a Kętami.
Br. Paweł: Pracuje tam ośmiu bezdomnych i trzech braci. Wiele dobra wynika z pracy ze zwierzętami: opieka nad istotą żywą odradza w człowieku uczucia zniszczone przez nałogi.
Br. Franciszek: Zgłaszają się do nas młodzi wolontariusze, ale raczej odsyłamy ich do innej pracy, do dzieci i do niepełnosprawnych. Tam się bardziej przydadzą. W przytuliskach lepiej, aby domowe prace wykonywali sami bezdomni.
Br. Paweł: Wielu szybko się zniechęca przy bezdomnych, bo oszukują, bo naciągają. Chęć czynienia dobra jest duża, ale tutaj trzeba oczyścić swoje intencje. Odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego pomagam. Czy nie dla własnego poczucia satysfakcji?
Br. Franciszek Grzelka jest bratem starszym (przełożonym generalnym) zgromadzenia albertynów w Polsce.
Br. Paweł Flis kieruje gospodarstwem rolnym w Bulowicach, w którym pracują bezdomni.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














