Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Czy ten wiersz jest legalny?

Czy ten wiersz jest legalny?

25.10.2011
Czyta się kilka minut
Mówimy o poetyce, która zaprzęga wszystkie gesty, jakie może wykonać książka.
N

Nie o poezji zmysłowej, lecz "zmysłownej": takiej do smakowania wzrokiem, słuchem i dotykiem.

Is this poem legal? - Czy ten wiersz jest legalny? Are you carrying any illegal words? - Czy posiadasz jakieś nielegalne słowa? What illegal words do you use? - Jakich nielegalnych słów używasz? Do you have a poetry permit? - Czy masz pozwolenie na wiersz?

Kiedy zadrukowywaliśmy tym wierszem t-shirty z myślą o zorganizowaniu happeningu w Nowym Jorku, a później ulicznej demonstracji w ramach chicagowskiego festiwalu "After Miłosz", mieliśmy nadzieję, że postawione w nim pytania i sposób ich prezentacji okażą się ważne nie tylko dla nas. Upychając w samolocie podręczny bagaż ze stertą odpowiednio przygotowanych podkoszulków, nie przypuszczaliśmy jednak, że forma i czas planowanych przez nas akcji będą tak bardzo współgrać z największymi od lat 60. protestami społecznymi przetaczającymi się właśnie przez Amerykę.

Rosnąca fala niepokoju ma źródło w pogłębiającej się demoralizacji elit finansowych Wall Street i posłusznych im polityków. Powodem naszego protestu był niepokój o sprawy, wydawałoby się, dużo bardziej abstrakcyjne: wolność, godność, niezależność czy elementarne prawo do prywatności. Bez tych imponderabiliów nawet najbardziej sprawiedliwy podział dóbr prędzej czy później przerodzi się przecież w jeszcze jeden wyścig szczurów z wysoką premią dla szczurołapa.

Co do tego, że z wymienionymi wartościami nie jest w Stanach najlepiej, można nabrać podejrzeń jeszcze przed wyjazdem z Polski. Wystarczy kilkugodzinne rendez-vous z amerykańskim wnioskiem wizowym, pełnym absurdalnych pytań ("Czy zamierzasz na terenie USA prowadzić działalność terrorystyczną?" "...oddawać się prostytucji?" itd.) i obowiązkowych rubryk z danymi osobowymi i wszelkimi możliwymi kontaktami. Jeśli dodamy do tego wiadomości o heroikomicznych poczynaniach amerykańskiej policji, gotowej uznać za nielegalne zgromadzenie nawet nieoficjalny trening słynnej drużyny piłkarskiej w parku niedaleko Białego Domu, uzyskamy dość przejrzysty - choć smutny - obraz sytuacji. I to zanim jeszcze samolot wyląduje na lotnisku im. Kennedy’ego, a kolejny urzędnik imigracyjny poprosi nas o jeszcze jeden odcisk kciuka.

Za książkę Waszą i Naszą

Do USA przylatujemy dwa tygodnie przed festiwalem "After Miłosz", mając w planach udział w dwóch festiwalach w Nowym Jorku, prezentację na University of the Arts w Filadelfii, a po chicagowskim festiwalu jeszcze prowadzenie dwutygodniowych warsztatów w Mills College w Oakland. Do Nowego Jorku dotarliśmy wieczorem 16 września, zaledwie parę godzin przed rozpoczęciem akcji "Occupy Wall Street" ("Zajmijmy Wall Street"), zainicjowanej w rocznicę uchwalenia amerykańskiej konstytucji. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że tego dnia słynne "We the People" ("My Naród") miało wybrzmieć w nieco inny sposób.

Z Manhattanu na Brooklyn ten stłumiony dotąd, zbiorowy głos docierał do nas z niezwykłym trudem. Byliśmy bowiem skupieni na przesłaniu, z którym przyjechaliśmy do Ameryki - przesłaniu bardzo prostym, dającym się streścić w kilku punktach, idącym jednak pod prąd dominującym trendom. Rozkochanym w elektronicznych czytnikach Amerykanom chcieliśmy powiedzieć, że jeszcze książka nie umarła. Że sprowadzana wyłącznie do funkcji neutralnego pojemnika na tekst, lekceważona przez czytelników, krytyków i samych pisarzy materialna forma książki może również spełniać istotną rolę. Że książka może być integralnym składnikiem dzieła literackiego, wprowadzającym inny wymiar pisania i czytania, a co za tym idzie, nowe możliwości kreacji i odbioru. Innymi słowy - poprzez warsztaty, wystawy, wykłady i bezpośrednie prezentacje utworów chcieliśmy zaświadczyć, że istnieje taki dziwny twór jak liberatura - literatura wymykająca się genologicznym kategoriom, wyrażana nie tylko słowami, ale również gestem, swoistą mową ciała.

O jakiej prozie tu mowa, jakiej poezji czyniony tu jest gest? Gesty mogą być bardzo wymowne. Bywają też gesty wieloznaczne, prywatne. A niekiedy takie bezsłowne mówienie ma siłę metafory. Współczesna psychologia wie dużo o mowie ciała, podobnie jak specjaliści marketingu gospodarczego i politycznego - co jednak wie o tym współczesna poezja?

Też całkiem sporo, może najwięcej. I mówi o tym na różne sposoby, różnymi językami. Niejedną by można ułożyć z tego antologię... Poetyka liberatury dokłada do tego bogactwa jeszcze inny repertuar środków - takich, które wykraczają poza słowo, ucieleśniają słowo albo wręcz przeciwnie - czynią słowo niewidzialnym. Tak, niewidzialnym, choć to wydaje się niemożliwe.

Mowa ciała i mowa książki. Mówimy o poetyce, która dla wzmocnienia bądź wyrażenia dodatkowego sensu zaprzęga wszystkie gesty, jakie książka (łacińskie liber) wykonać może. Mowa nie o poezji zmysłowej, lecz "zmysłownej": takiej do smakowania wzrokiem, słuchem i dotykiem. Mówiąc więc o liberaturze mówimy nie tyle o opisywaniu cielesności, co raczej o jej doświadczaniu. Takie uczestniczące, interaktywne czytanie jest doświadczeniem czytelników większości naszych utworów, od "Oka-leczenia" począwszy.

Liberty Poem

Planując wiersz w formie najprawdziwszej ulicznej demonstracji, zapragnęliśmy naszemu uczestnictwu nadać wymiar jeszcze bardziej realny, bezpośredni i wyzwolony (drugie znaczenie słowa liber). Nie mając pojęcia o tłumach gromadzących się przy Liberty Square i odbywających się od tygodnia pikietach, ostatniego dnia festiwalu DUMBO wybraliśmy się pod Wall Street, aby przeprowadzić zaplanowany w Polsce happening z "Liberty Poem" na koszulkach. Czekając w napięciu, kiedy policja zabierze nam aparat, koszulki albo nas samych, próbujemy zrozumieć, jak to możliwe, że przebywając od tygodnia w tym mieście niemal nic do nas na ten temat nie dotarło. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem było, gdy zrozumieliśmy, że w podobnej nieświadomości tkwią sami nowojorczycy, a później mieszkańcy Filadelfii czy Chicago, którzy często właśnie od nas dowiadywali się o akcji wymierzonej w cynicznych krezusów z Wall Street.

Gdy, zszokowani, pytamy naszych amerykańskich przyjaciół: "jak to możliwe, że wy o niczym nie wiecie?", słyszymy w odpowiedzi, że w największych amerykańskich mediach panuje zmowa milczenia. Milczenia, co ważne, niesterowanego żadnym zewnętrznym zakazem autorytarnej władzy, lecz powodowanego interesami korporacji, którym medialny mainstream z oddaniem służy. Na dobrą sprawę informacja o ruchu "Occupy Wall Street" przebija się do ogólnokrajowych mediów (z właściwą, rzecz jasna, jedynie słuszną tezą) dopiero po przeprowadzonej przez siły porządkowe akcji (żeby nie powiedzieć: łapance), w wyniku której siedemset osób zostało aresztowanych na Moście Brooklińskim.

Siedemset osób! Gdyby tyle osób aresztowano naraz w Chinach albo na Białorusi, zaraz cały świat by alarmował, a tu... Nic? "No dobrze - pytamy dalej - a wy skąd czerpiecie informacje?" "Z internetu", słyszymy odpowiedź. "A poza internetem?" "Niektórzy oglądają BBC albo śledzą wiadomości na Al Jazeera". Słyszymy też coś, czego mało kto spośród przyjeżdżających do USA by się spodziewał: "Najważniejszym dla Amerykanów źródłem informacji tak naprawdę jest radio". - "Głos Ameryki czy Wolna Europa?" - próbujemy żartować. NPR, czyli National Public Radio - jedyne ogólnokrajowe medium niebędące w łapach korporacji, utrzymywane z dobrowolnych składek słuchaczy. Jeśli ktoś naprawdę chce mieć niezmanipulowaną informację, włącza radio i słucha".

To nazywa się "koniec historii"? Uśmiechnięci, biegniemy do oceanu.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]