Co po nas?

Przywilejem (wątpliwym) ludzi mojej generacji jest zastanawianie się nad światem, jaki przyjdzie im niebawem (nieważne kiedy, ważne, że na pewno) zostawić swoim następcom.
Czyta się kilka minut

Tych, którzy o tym myślą, mówią i piszą, dałoby się podzielić w odwieczny sposób: na entuzjastów zmian i zatroskanych przeciwników. Głęboko się różniących, tyle że jednakowo bezradnych.

Tydzień temu Tygodnikowy publicysta dramatycznie opisał, jak kończy się w Polsce era dziennikarstwa papierowego. Można to widzieć w takich kategoriach jak zastępowanie bryczki konnej samochodem, a posłańca e-mailem, a żałując urody tamtych czasów troszczyć się tylko o udoskonalanie nowych środków. Ale czy można oddać wszystko bez oporu i protestu? W tej dziennikarskiej rewolucji jedną z najważniejszych wartości, o jakie toczy się cały proces, jest stosunek człowieka do czasu, jakim rozporządza, zarówno wtedy, gdy może to robić samodzielnie, jak i wtedy, gdy jest on mu wydzielany bez jego zgody, a nawet świadomości.

Ja dziś tutaj już tylko o tym czasie. O ułamkowym problemie skracania wszystkiego, co tylko można skrócić. Tego jest mi naprawdę bardzo żal. Zawsze zazdrościłam telewizji niemieckiej w czasach, gdy Reich-Ranicki prowadził tam swoje słynne półtoragodzinne programy o książkach. Z żalem pożegnać mi przyszło na którymś etapie „Linię specjalną” redaktor Czajkowskiej, program, który trwał godzinę, a gość był tylko jeden i nikt mu nie przerywał ani go nie zakrzykiwał. Myślę też nieraz, że główna pułapka dla dziennikarstwa, jaką oczywiście jest manipulowanie ludzką świadomością i podświadomością, ogłaszane jako prawo do wolności słowa i opinii, czai się m.in. w owym dyrygowaniu czasem programu: kiedy zmienić temat, komu uciąć wypowiedź, kogo pokazać z bliska, a kogo wcale i kogo po kim do głosu dopuścić.

Cała etyka tego naszego zawodu zostaje na tym zakręcie poddana na nowo egzaminowi, a jego rezultaty to ogromny znak zapytania. Mimo że obrońców wielkich słów i przykazań na pewno nam nie ubyło.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2012