"Chcę mu podziękować"

Po śmierci Szymona Wiesenthala w izraelskim dzienniku HAARETZ (z 23 września) ukazał się niezwykły list do redakcji. Jego autorką jest wnuczka brata Aloi-sa Brunnera, jednego z największych zbrodniarzy nazistowskich, odpowiedzialnych za zorganizowanie ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Brunner, bliski współpracownik Adolfa Eichmanna, zdołał po 1945 r. ukryć się tak skutecznie, że Wiesenthalowi nie udało się go złapać. Jeszcze w latach 90. krążyły plotki, że Brunner (rocznik 1912) żyje i ukrywa się w Syrii.
Czyta się kilka minut

Claudia Brunner pisze: “Rodzinne milczenie i lęki irytowały mnie. Z książek i artykułów o Aloisie Brunnerze nie mogłam dowiedzieć się wiele więcej niż z moich dotychczasowych poszukiwań i nadal nie potrafiłam zrozumieć do końca, co to znaczy być spokrewnioną z bliskim współpracownikiem Eichmanna. Kiedy uświadomiłam sobie, że nie mogę po prostu odciąć tej gałęzi mego rodzinnego drzewa, ale muszę sobie jakoś z tym radzić, w 1999 r. zdecydowałam się skontaktować z człowiekiem, o którym Austriacy zwykli mówić »łowca nazistów«. (...).

Szymon Wiesenthal był zaskoczony, słysząc moje nazwisko. Ale przyjaźnie powitał mnie w swoim wiedeńskim biurze. Nie miałam wcześniej żadnych wyobrażeń, jak »łowca nazistów« powinien wyglądać, ale według mnie on nie wyglądał na kogoś, kto poluje na kogokolwiek lub cokolwiek. Raczej na kogoś, kto ma jasno wyznaczoną misję i stara się ją wypełnić w sposób, jaki uważa za stosowny. W tej postawie nie było miejsca na obwinianie mnie lub kogokolwiek innego niż samych zbrodniarzy.

Osoba, która starała się odnaleźć nazistowskich przestępców przez połowę życia, była niemal w tym samym wieku, co Alois Brunner. Człowiek, który stał się moim stryjem w 1985 r., gdy ten »rodzinny upiór«, jak go później nazywałam, pojawił się na okładce niemieckiego brukowca. Historia człowieka, który był odpowiedzialny za śmierć 130 tys. osób, a zarazem był bratem mojego dziadka, była dla mnie, wtedy 13-latki, szokiem.

To było krótkie spotkanie, ponieważ oboje oczekiwaliśmy od siebie nawzajem tego samego, czego, jak się okazało, nie mogliśmy sobie dać: wymiany informacji o życiu Aloisa Brunnera po 1945 r. i odpowiedzi na pytanie, które sama sobie zadawałam, i które zadawano mi przez wiele lat: czy jeszcze żyje? Jeśli, to gdzie? Wiesenthal nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie wtedy, ani ja nie potrafię teraz (...).

Prawdopodobnie to krótkie spotkanie nie miało żadnego znaczenia dla Wiesenthala. Ale dla mnie miało. Bardziej istotne niż jakakolwiek anegdota czy informacja o zbrodniarzu wojennym, który był moim krewnym, była możliwość skonfrontowania się nie tylko z faktami i cyframi, ale z człowiekiem: Szymonem Wiesenthalem. (...)

Być może niektórzy z czytelników będą się źle czuli, czytając to, co bratanica Aloisa Brunnera pisze w izraelskim dzienniku z okazji śmierci Szymona Wiesenthala. Ale chcę publicznie podziękować temu nadzwyczajnemu człowiekowi za jego upór w poszukiwaniach nazistowskich zbrodniarzy, takich jak Alois Brunner. I chcę to zrobić nie tylko jako krewna jednego z tych, których chciał postawić przed obliczem sprawiedliwości, ale także jako obywatelka Austrii".

PB

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2005