Reklama

Białoruskie Twin Peaks

Białoruskie Twin Peaks

29.11.2011
Czyta się kilka minut
Oto współczesna Białoruś z perspektywy jej mieszkańców i obywateli - jakże inna od tej powielanej w stereotypowych obrazach, z reżimem Łukaszenki w roli głównej.
C

Czorta przegania się tu zakrwawioną szmatą, która wcześniej służyła jako podpaska. Kataklizmy, morderstwa, spiski, bandycki biznes i wykopywanie ziemniaków w tajemnicy przed babcią - mieszkańcy Dobratycz doznają ataków nieracjonalnego szaleństwa. Utracono spokój. Został za drutem kolczastym nad rozlewiskami Bugu.

"Wiecie, co to jest granica? Ludzi, którzy na niej mieszkają, rozpoznacie z daleka. Mają w oczach smutek" - wyjaśnia Natalka Babina. Jej Dobratycze przypominają miasteczko Twin Peaks Davida Lyncha. Niepozorna wioska, gdzie trup ścieli się gęsto, a tajemnice, zagadki i fantastyka doskonale się komponują. Miejscowość, zdarzenia, postaci są autorską fikcją. Czas akcji to rok 2012, jednak nawiązania są jak najbardziej współczesne, a podobieństwa do rzeczywistych zdarzeń i osób - co wyraźnie zaznacza autorka - nieprzypadkowe. Choć - uwaga! - w razie przesłuchań wszystkiego się Natalka Babina wyprze.

Dobratycze to przykład typowej białoruskiej prowincji z okolic Brześcia. Wymyśloną miejscowość pisarka umiejscowiła nieopodal miejsca swojego pochodzenia, wsi Zakazanka. Książka wiernie oddaje folklor i ludowość regionu. Wartościowe są dialogi w przekładzie z lokalnej gwary, z białoruskiego i ukraińskiego. Ziemia, jej historia i tożsamość stanowią klucz do całej powieści. Nostalgia to emocja dominująca, choć tych akurat jest tu cała paleta.

Główna bohaterka książki, Ała Babylowa, to alter ego Natalki Babiny. Kobieta po przejściach, zmęczona życiem, która postanawia wrócić do swoich korzeni na Berestejczynie, na styku Białorusi, Polski i Ukrainy. Ała kuleje od urodzenia. Z wykształcenia jest historyczką, ma za sobą niespełnione życie rodzinne. Szuka wytchnienia w pracy przy gospodarstwie u boku babci Makryni. Postać staruszki jest archetypem przeszłości, ostatnim Mohikaninem tej ziemi. Ma 97 lat, jest małomówna i skryta, przede wszystkim jednak dumna i świadoma swojej tożsamości. Makrynię cechuje również poczucie humoru: przyjezdnym proponuje do picia wodę w kubku "dizajnersko wysmarowanym kurzym łajnem". Babcia uosabia dla Ały spokój, który zostaje szybko odebrany, wręcz zamordowany. Podobnie gwałtownie, w wyniku wyznaczenia granicy, zabrano mieszkańcom rzekę Bug. Z zagadki kryminalnej i enigmatycznej kobiety zmęczonej życiem rozwija się fabuła całej książki.

"Witamy w naszej polifonii" - zaprasza Babina do tego świata. Rzecz nie tylko w językowej tożsamości: lektura pozostawia wrażenie świata złożonego, pełnego przeciwieństw i paradoksów, ale i prostych zasad oraz życiowych prawd. Oto współczesna Białoruś z perspektywy jej mieszkańców i obywateli, jakże inna od tej powielanej w stereotypowych obrazach, z reżimem Łukaszenki w roli głównej. Autorka nie uniknęła jednak odniesień do polityki. Siostra głównej bohaterki jest zaangażowana w kampanię wyborczą kandydata opozycyjnego wobec obecnego, wpływowego prezydenta Tarasienki. Walkę o władzę opisuje Babina z pełną szczerością, bez politologicznych analiz.

"Miasto ryb" jest szczere - to najważniejsze. Autorka tworzy prawdziwy obraz współczesnej Białorusi, tej z dala od Mińska. Pokazuje dno rzeki, a nie tylko powierzchnię wody. Książka przedstawia obraz realiów tożsamości i kultury pogranicza. Burzy stereotypy. Książka Babiny to zagadka, thriller polityczny, powieść obyczajowa, historyczna, przygodowa i fantastyka w jednym. W niuansach fabuły kryją się: groza, czarny humor i groteska. To białoruski postmodernizm, powieść polifoniczna przywodząca na myśl Dostojewskiego. Trudno też oprzeć się wrażeniu podobieństwa pisarstwa Babiny do twórczości Olgi Tokarczuk. Bohaterowie, przyroda i otoczenie są opisane szczerą, barwną kreską. Książkę czyta się szybko ze względu na brawurowe tempo akcji. Fikcja przeplata się z rzeczywistością, a teraźniejszość z przeszłością. Wszystko dzięki włączeniu do współczesnej fabuły historycznych zagadek, skarbu lwowskiego jubilera oraz tajemniczych nor w czasie. "Uwielbiam nory w czasie. Kiedy wgryzam się w przejrzyste plastry czwartego wymiaru, niekiedy wciąż jeszcze słyszę szept ziemi. Ale rzadko" - nostalgicznie intonuje autorka na kartach powieści.

Natalka Babina - Białorusinka pochodzenia ukraińskiego - jest pisarką i dziennikarką gazety "Nasza Niwa". Do tej pory napisała dwie książki: zbiór opowiadań "Krywi nie pawidna być widna" (2007) oraz powieść "Miasto ryb" (2007, polski przekład Małgorzaty Buchalik opublikowało trzy lata później wydawnictwo Rebis). Urodziła się w 1966 r. we wsi Zakazanka niedaleko Brześcia. Z wykształcenia jest inżynierem-elektronikiem. Tworzy w języku białoruskim i ukraińskim. Obecnie jako dziennikarka "Naszej Niwy" zajmuje się tematami społeczno-kulturalnymi, często nawiązując do kwestii związanych z językiem i tożsamością.

Natalka Babina, "Miasto ryb", tłum. Małgorzata Buchalik, Rebis, Poznań 2010

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]