Reklama

Będziemy się trzymać

Będziemy się trzymać

z Przemyśla
15.04.2019
Czyta się kilka minut
„TP” 14 / 2019
T

Trzeci dzień strajku. Wchodzę do pokoju nauczycielskiego. Za stołami siedzi już spora liczba nauczycieli. Czekamy, co się wydarzy. Jednocześnie zaczynają przychodzić gimnazjaliści. Dziś pierwszy dzień egzaminu. Wczoraj dowiedzieli się, że pomimo strajku mają pojawić się w szkole. Schodzę wraz z innymi wychowawcami na dół zobaczyć, jak się czują. Po apelu, w drodze do wyznaczonych sal, niektórzy podchodzą po przysłowiowego kopniaka. Nie widzę, żeby któryś z uczniów miał pretensje o strajk. Życzymy im powodzenia i ruszamy do siebie. W komisjach zasiadają katecheci, nauczyciele ze szkoły katolickiej i pracownicy znalezieni przez Wydział Edukacji miasta.

Dzień wcześniej dyskutowaliśmy, czy nie przerwać strajku na czas egzaminu. Uczniowie są dla nas ważni, choć czasem narzekamy na ich lenistwo, arogancję, ignorancję, wybryki... A jednak to nasi uczniowie! Poziom ich stresu chyba też sięgnął zenitu. Przecież do wczoraj nie wiedzieli, jak będzie wyglądała środa. Nie wiedzą nic o czwartku, a tym bardziej o piątku. Jak tu pisać egzamin?

„Tłukliśmy” z uczniami procedury obowiązujące na egzaminie, dyktowaliśmy przydział do sal, a teraz wszystko się zmienia. To, co do tej pory było nienaruszalną procedurą, pękło jak bańka mydlana i okazało się zbędne. Nie potrzeba w zespołach nadzorujących przynajmniej jednego nauczyciela pracującego w danej szkole, nie potrzeba nauczycieli dyżurujących na korytarzach, w szatniach, na terenie boisk… Nieistotne jest to, że rady pedagogiczne musiały przejść szkolenie przed egzaminami w określonym terminie. Jak widać, można szkolić się z kartki wręczonej dzień wcześniej. Do tego, że władza zmienia rozporządzenia, już się po części przyzwyczailiśmy. Pojawiły się jednak nowe „kwiatki”, które jasno pokazują miejsce nauczyciela w społeczeństwie.

Już w czasie referendum usłyszeliśmy od katechetów, że nie wezmą udziału w głosowaniu, bo powinni pozostać bezstronni. Tyle że księża i katecheci pracujący w szkołach są nauczycielami korzystającymi z tych samych praw! Albo jesteś za strajkiem i strajkujesz, albo jesteś przeciw i idziesz do pracy. Jaką karę może nałożyć biskup na księdza za to, że przystąpi do strajku? I w ogóle, co ma do tego biskup? Nie mogę pojąć, dlaczego kuria w ogóle się wtrąca, „zalecając” pracownikom szkół konkretny sposób postępowania? Gdzie w tym bezstronność? Przy okazji chylę czoła przed tymi księżmi, którzy otwarcie mówią, że popierają strajk, i decydują się w nim uczestniczyć. Widać nie wszyscy biskupi są chętni narzucać swoją wolę.

Gdzie ten Kościół, który wysyłał księży do strajkujących, aby podtrzymać ich na duchu? Który chwali się, że walczył z rządem niszczącym naszą wolność i godność? Bo to już walka o godność. Minister nie przedstawia żadnych nowych propozycji, chociaż związki znacznie obniżyły żądania. Politycy każą się nam rozmnażać i pobierać 500 plus. Premier twierdzi, że czas dla nauczycieli znajdzie być może po świętach. Rząd proponuje nam przyjęcie rozwiązania, w którym jedna trzecia nauczycieli straci pracę, tym samym przyczyni się do podniesienia pensji pozostałym, którzy to staną się siłaczkami i jeszcze pokornie podziękują. TVP przekazuje jakieś dane wzięte z kosmosu będące po prostu kłamstwem. Część rodziców zalewa nas hejtem, twierdząc, że w d... nam się poprzewracało, a jednocześnie nie przyjmuje krytyki, że niektóre dzieci mają przed sobą daleką drogę do dobrego wychowania.

W pokoju nauczycielskim padają głosy, że może trzeba było zacząć się głośno odzywać już wcześniej, a nie protestować w weekend majowy czy pisać listy otwarte. Może trzeba było. Pozwoliliśmy wejść sobie na głowę wszystkim, od uczniów począwszy, na władzy skończywszy. Kiedy chcemy odzyskać godność, ze wszech stron pluje się nam w twarz. Nie walczymy przecież tylko o wyższe pensje, ale też o to, aby naprawić błędy, jakie niesie ze sobą reforma. O to, by uczniowie nie wkuwali wiadomości, które już dawno straciły na ważności, aby nie wracali przemęczeni, lecz by odkrywali w sobie fascynację nauką. Dlaczego minister Zalewska tak bardzo nas za to nienawidzi? Dlaczego w ślad za nią idą tłumy ludzi, których dzieci uczymy? Dlaczego Kościół pozwala na deptanie godności?

Siedzimy, pytamy o to wszystko siebie samych, i wcale nie jest nam do śmiechu. Ktoś z grona nauczycielskiego mówi, że i my mamy dzisiaj egzamin – z wytrwałości. Staramy się więc walczyć i nie opuścić głów. Dziękujemy tym, którzy nam pomagają: uśmiechem, napisem wyrysowanym kolorową kredą pod wejściem. A jutro znowu przyjdziemy. Sprzedamy gimnazjalistom „kopniaka” i będziemy się trzymać.

Czytaj także: Szkoła przetrwania - listy i komentarze Czytelników

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ostatni akapit jest nieprawdziwy. Nauczyciele, w Wielkanoc nie będziecie się trzymać. Przez tą Waszą obłudę - "zawieszenie strajku" na dni, kiedy i tak nie pracujecie, straciliście moje poparcie. Następnym razem, kiedy któryś z wychowawców moich dzieci będzie oczekiwał od mnie, jako rodzica, jakiegoś działania "żeby pomóc szkole", to ja ogłoszę strajk.

Nie rozumiem. Czy według Pani / Pana podczas świąt nauczyciele powinni robić co? Urządzać wspólne świąteczne śniadania? Grupowe wyjścia ze "święconką" do najbliższego biskupa, któremu i tak na nich nie zależy? Poza tym, list porusza istotny problem łamistrajków systemowych. Ma Autorka rację. Oprócz głównodowodzącego "Solidarności Nauczycielskiej", to biskupi nakazując katechetom pracę uczestniczą w łamaniu strajku. Działanie obecne hierarchów wpisuje się w całokształt ich poparcia dla PiS-u. Poczynając od pochówek na Wawelu poprzez spokojne przyglądania się "obrońcom krzyża", comiesięczne hece na Krakowskim Przedmieściu, spokój i brak reakcji na łamanie Konstytucji, brak reakcji na ekshumacje i tak możemy dalej jechać. Teraz KK nie jest stroną, ale w jakiś cudowny sposób katechetów wysłał przeciw strajkującym.

Własne dzieci należy wychowywać samemu. A ludzi ciężko pracujących trzeba popierać w ich walce o godne życie.

Nie wszyscy plują na szczęście. Trzymajcie się nauczyciele! Nie dajcie sprowadzić edukacji powszechnej do nauki czytania, pisania, prostych rachunków i paru zabobonów.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]