Reklama

Ballada o dobrym esbeku

Ballada o dobrym esbeku

06.05.2007
Czyta się kilka minut
Czy kiedykolwiek ktoś uważałby coś takiego za możliwe: Stasi, ta osławiona i wszechmocna ośmiornica, oplatająca swymi mackami NRD, której "walczący o pokój wywiadowcy penetrowali skutecznie Niemcy Zachodnie, dotarła aż do Hollywood!.
S

Spokojnie, tym razem chodzi tylko o Oscary: tegoroczną nagrodę hollywoodzkiej Akademii Filmowej w kategorii "najlepszego filmu nieanglojęzycznego" zdobył film niemiecki: "Das Leben der Anderen", który w polskich kinach pokazywany jest pod tytułem "Życie na podsłuchu" (dosłowne tłumaczenie tytułu niemieckiego to: życie innych). Radość była wielka - przede wszystkim cieszyli się, rzecz jasna, reżyser Florian Heckel von Donnersmarck i producenci filmu.

Wielkie było też zdumienie: że najsłynniejszą nagrodę filmową zdobył obraz niemiecki - w każdym razie zdumionych było wielu Niemców z byłej NRD. Bo "Życie na podsłuchu" - film, który pokazuje jeden z najbardziej drastycznych rozdziałów NRD-owskiej codzienności - jest dziełem niemal wyłącznie Niemców ze "starej" RFN. Czy Wessis mogą w ogóle oceniać "nasze życie" - pytało się więc wielu między Dreznem a Bałtykiem. Mogą, mogą - i to nawet bardzo dobrze, co pokazuje właśnie "Życie na podsłuchu".

Dla tych, którzy go jeszcze nie oglądali (a obejrzeć naprawdę warto), kilka słów objaśnienia. Jest to opowieść o pewnym kapitanie Stasi, który pracuje - mówiąc językiem resortu - "po zagadnieniu kulturalnym" (skoro o języku mowa, dorzućmy kroplę dziegciu do beczki miodu: polski dystrybutor położył tłumaczenie; jest ono niechlujne, nie oddaje owego żargonu, jakim rozmawiają esbecy; a wystarczyło, żeby tłumacz sięgnął po publikacje IPN-u, w których przytaczane są esbeckie dokumenty pisane specyficznym językiem bezpieki).Jesteśmy w Berlinie Wschodnim, w drugiej połowie lat 80. Kapitan ów, specjalista od przesłuchań (łamie najbardziej opornych podejrzanych), a także od podsłuchów, dostaje nowe zadanie: ma inwigilować pewnego pisarza, znanego i dopieszczanego dotąd przez NRD-owskie władze, a także jego ukochaną, atrakcyjną aktorkę. Pod nieobecność inwigilowanych pisarza i aktorki ekipa techników ze Stasi zakłada w ich mieszkaniu aparaturę podsłuchową - tak aby można było kontrolować ich życie 24 godziny na dobę.

Kapitan przystępuje więc do dzieła: metodycznie i cierpliwie spędza całe dnie ze słuchawkami na uszach. I nagle coś zaczyna się w nim dziać: ten człowiek, zdawałoby się pozbawiony jakiegokolwiek życia wewnętrznego, idealne narzędzie państwa totalitarnego, nagle doznaje załamania. A właściwie: przebudzenia. Śledząc życie pisarza - który istotnie "przeszedł na stronę wroga" i zamierza przemycić na Zachód swój tekst-manifest - nagle zaczyna mu pomagać, fałszując tzw. dokumentację OPK (Operacyjnej Kontroli Osoby Podejrzanej). Jak się to skończy? Tego nie zdradzimy.

Mocną stroną filmu jest nie tylko fabuła, ale także (a dla tych, którzy wątpią w realność wewnętrznej przemiany esbeka - przede wszystkim) niezwykła wręcz dbałość o szczegóły: o klimat, język, o detale. "Życie na podsłuchu" to nie tylko ballada o dobrym esbeku, to także niemal paradokument o życiu w komunizmie w NRD. O państwie, w którym prawa ludzkie nie znaczą nic (na marginesie: wśród konsultantów filmu był były porucznik Stasi).

Niestety, historia NRD nie zna ani jednego takiego przypadku: esbeka, który doznałby takiej przemiany wewnętrznej, że w końcu zdradziłby własny resort w imię - no właśnie, w imię czego? Chyba po prostu człowieczeństwa. Owszem, wielu pracowników Stasi przeszło na "drugą stronę" - tj. dało się przewerbować zachodnim wywiadom. To jednak historie z innej półki (a i one kończyły się inaczej niż ta nasza, filmowa: swoich zdrajców tajna policja NRD skazywała na śmierć lub więzienie, czasem litościwie umieszczała siłą w szpitalach psychiatrycznych).

Mimo to "Życie na podsłuchu" jest czymś więcej niż tylko filmem. To nowa jakość w kulturze masowej: w sposobie pokazywania NRD. Dotychczasowe produkcje - jak "Słoneczna Aleja" albo "Goodbye, Lenin" (listę można ciągnąć) - były głównie obrazami lekkimi, często komediami. "Życie na podsłuchu" to pierwszy film, który podejmuje na poważnie temat NRD jako państwa totalitarnego i jego zbrodni. I podważa zarazem tezę, że NRD może zrozumieć tylko ten, kto żył w tym kraju.

Wielu czekało na taki film. I musiało minąć aż 18 lat, aby taki film powstał.

JTr, WP

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]