A co na to małoletni?

Posłowie potraktowali obsadę stanowiska rzecznika praw dziecka jako kolejną odsłonę politycznej "walki o wszystko. W upolitycznianiu urzędów, których wiarygodność powinna się zasadzać na fachowości i niezależności, obecny Sejm za chwilę nie będzie miał sobie równych. Ale ten urząd nie ma szczęścia do obsady od momentu powstania...
Czyta się kilka minut

Kiedy w 2000 r. powoływano pierwszego rzecznika, kandydatów pytano m.in. o to, czy poprą ewentualne zmiany w ustawie o ochronie życia poczętego i czy odbiorą rodzicom prawo do karcenia dzieci. Padło nawet pytanie o to, czy... palą papierosy. Zmagania wygrał wówczas filozof, który nie miał wprawdzie żadnych doświadczeń w dziedzinie obrony praw dziecka, ale był swój, a posłom obiecał m.in., że ustawy o ochronie życia poczętego będzie bronił jak niepodległości. Po trzech miesiącach, ponieważ w budżecie nie przewidziano pieniędzy na jego pracę - zrezygnował i wybierać trzeba było raz jeszcze. I tym razem w konfrontacji wzięli udział "obcy" (m.in. Irena Dzierzgowska, była wiceminister edukacji, Tomasz Polkowski z Towarzystwa "Nasz Dom" i Mirosława Kątna, prezeska Komitetu Ochrony Praw Dziecka) oraz "swój" - Paweł Jaros, sędzia sądu rodzinnego z Kutna. Wybrano tego ostatniego i był on na tyle mało aktywny, że konia z rzędem temu, kto przypomni sobie, czym się zajmował przez pięć ostatnich lat.

Zainteresowani prawami dzieci być może wyobrażają sobie, że rzecznik powinien się zajmować np. dostępem dzieci niepełnosprawnych do nauki, usprawnieniem procedur adopcyjnych, zakładaniem rodzinnych domów dziecka, ograniczaniem zjawiska dziedziczenia biedy czy lobbowaniem o nowelizację ustawy o RPD z 2000 r., by rzecznik mógł wszczynać postępowanie albo występować na prawach prokuratora (teraz ucieka się o pomoc do Rzecznika Praw Obywatelskich). Nic z tego: wybór rzecznika trwa któryś tydzień z rzędu, a o rzetelnej dyskusji na temat programów kandydatek ani widu, ani słychu. Od początku nie chodzi o to, by wybrać rzecznika kompetentnego, a o to, co bez ogródek nazwał lider LPR: "Nie można, koledzy z PiS, obsadzać wszystkiego swoimi". No właśnie, teraz przyszła kolej na naszych, tym bardziej, że przecież ktoś obiecał, że jeśli LPR poprze kandydata PiS na RPO, PiS poprze kandydatkę LPR na rzecznika praw dziecka. A dzieci? Przecież "wszystkie nasze są", to jakoś sobie poradzą...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2006