Reklama

Zrozumieć Niepokalaną

Zrozumieć Niepokalaną

08.12.2021
Czyta się kilka minut
Trudno dziś pojąć dogmat o niepokalanym poczęciu. Obchodzona 8 grudnia uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi to okazja, aby odczytać go na nowo.
Giovanni Battista Tiepolo, Niepokalane Poczęcie, 1767-69, Museo del Prado, Madryt / domena publiczna / Wikimedia Commons
B

Brzmienie dogmatu Pius IX ogłosił w Konstytucji Apostolskiej „Ineffabilis Deus” w 1854 r.: „Ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana jako nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć”.

To nie nowość

Najpierw może się wydawać, że dogmat ten jakby spadł z nieba, bez wyraźnego odniesienia do wcześniej rozwijającej się wiary Kościoła. Samo pojęcie „niepokalana” prawdopodobnie zostało po raz pierwszy użyte dopiero w VIII wieku przez Andrzeja z Krety (650 - ok. 740 r.). Z kolei sformułowanie mówiące, że „mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga (…) została zachowana jako nietknięta”, sugeruje, że wszystko to dokonało się mocą arbitralnej decyzji Boga, poza czasem i historią.

Warto zatem zwrócić uwagę, że dogmat ten miał już za sobą długą historię i był obecny w wierze Kościoła. W 1708 r. wprowadzono na Zachodzie obowiązkowe święto Niepokalanego Poczęcia. Na Wschodzie Maryja była czczona jako Panhagia, „cała święta”. Marcin Luter w drugim kazaniu „Na dzień poczęcia Maryi” z 1527 r. nauczał, że „nabożnie i święcie wierzymy, że została ona poczęta poza grzechem pierworodnym”.

Pius IX, podejmując decyzję o ogłoszeniu dogmatu, nie wprowadzał nowości. W Konstytucji powołał się na fakt obecności wiary w niepokalane poczęcie w życiu Kościoła: „od najdawniejszych czasów biskupi, mężowie Kościoła, zakony, a nawet sami cesarze i królowie domagali się usilnie od Stolicy Apostolskiej, aby określić Niepokalane Poczęcie Najświętszej Bogurodzicy jako dogmat wiary katolickiej”.

Jednak papież nie wspomniał ani słowem o trudnościach, jakie Kościół miał z percepcją tego dogmatu. Pojęcie „niepokalane poczęcie” budziło wiele kontrowersji np. w środowiskach dominikańskich, a Ojcowie Kościoła Orygenes, Jan Chryzostom i Hilary z Poitiers uważali, że bezgrzeszność Maryi godzi w powszechność zbawienia w Chrystusie.

Dominujące, przynajmniej na Zachodzie, rozstrzygnięcie pojawiło się wcześnie, bo już w czasach kryzysu pelagiańskiego w V wieku. Jak zauważa historyk dogmatów Bernard Sesboüé, Pelagiusz był przeświadczony o absolutnej świętości Maryi, co więcej – czynił z niej wzór tego, czym może stać się natura ludzka, jeżeli odrzuci grzech. Na co św. Augustyn odpowiedział, że chodzi o przywilej udzielony przez Boga ze względu na jej macierzyństwo.

Kościół – kobieta

Joseph Ratzinger twierdzi, że nauka o niepokalanym poczęciu była obecna już u Ojców Kościoła w formie nauki o Ecclesia immaculata – o świętym, niepokalanym Kościele.

Faktycznie teolodzy zajmujący się mariologią zgodnie twierdzą, że dogmat niepokalanego poczęcia, tak zresztą jak wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, ukazują matkę Jezusa jako typ Kościoła – wskazują na to, czym cały Kościół i całe stworzenie ma być w stwórczym i zbawczym planie Boga. W tym sensie, jak mówił Paweł VI, nauka katolicka o Błogosławionej Maryi będzie zawsze kluczem do właściwego zrozumienia tajemnicy Chrystusa i Kościoła (przemówienie z 21 listopada 1964 r.). Słowa te stanowią klucz do zrozumienia dogmatu. Inaczej mówiąc, albo zdołamy odsłonić za jego pomocą tajemnicę zbawienia, albo pozostanie niemym i nieistotnym ornamentem na teologicznym „płaszczu” Maryi.


Diego Velázquez, Niepokalane Poczęcie, 1618, National Gallery, Londyn / domena publiczna / Wikimedia Commons

W odniesieniu do Maryi szczególnie bliska stała się figura córy Syjonu. Wybrzmiewa to już w słowach pozdrowienia anielskiego, „Bądź pozdrowiona, ...” (gr. Chaire; Łk 1, 28), które nawiązuje do słów z Księgi Sofoniasza: „Wyśpiewuj (gr. chaire), Córo Syjońska!” (So 3, 14). Tego rodzaju zabieg, aby jedna osoba stała się figurą większej społeczności, nie stwarza ani problemu interpretacyjnego, ani nie jest czymś zaskakującym. Biblia zna figuratywne formy przedstawiania ludu Bożego jako dziewicy (Jer 31, 4), córy Syjonu (Jer 6, 23), czy wreszcie Niewiasty (Ap 12, 1).

Św. Paweł w liście do Efezjan opisywał Kościół jako oblubienicę (gr. ecclesia jest rodz. żeńskiego): „Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego (nią) samego siebie, aby go (ją) uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny (-ą), niemający (-ą) skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był (była) święty (-a) i nieskalany (-a)” (Ef 4, 25-27). Kościół Pawła to nie jakaś abstrakcyjna rzeczywistość, ale konkretni ludzie, adresaci jego listów, którzy przyjęli wiarę w Chrystusa, przyoblekli się w nowego człowieka (por. Ef 4, 23) i doświadczali realności zbawienia.

Figura Maryi jest zatem dla nas wszystkich przypomnieniem tego, jakim Kościół być powinien. A jednak wyjaśnienie zatrzymujące się na figuratywnym znaczeniu nie wyczerpuje treści dogmatu.

Nieporozumienie z grzechem pierworodnym

Aby ukazać dogmat o niepokalanym poczęciu w perspektywie historii zbawienia, trzeba wyjść od pojęcia grzechu pierworodnego. Luter we wspomnianym już kazaniu zauważył, że „najpierw trzeba nam zobaczyć, co to jest grzech pierworodny, aby móc zrozumieć, jak Święta Dziewica została od niego uwolniona”.

Mamy zakodowane wyobrażenie tego grzechu jako pierwotnej skazy, z którą przychodzimy na świat i która nas obciąża, bez naszej winy i odpowiedzialności. To poaugustiańskie dziedzictwo wymaga nowego odczytania.

Definicja grzechu pierworodnego zawarta w encyklice z 1950 r. „Humani generis” wychodzi od założenia, że Księga Rodzaju, choć „nie odpowiada całkowicie metodom pisarstwa historycznego, (...) należy mimo to do rodzaju literackiego historycznego”. To pozwalało pokazać, że grzech pierworodny „pochodzi z grzechu rzeczywiście popełnionego przez jednego Adama i przeszczepiany rodzeniem na wszystkich jest zarazem wrodzonym grzechem własnym każdego człowieka”. Inaczej mówiąc, Adam, który jest tu traktowany jako postać historyczna, poprzez zrodzenie przekazał swoim potomkom – a przez nich każdemu z nas – grzech pierworodny, z którym przychodzimy na świat. Takie jest nasze wyobrażenie. Czy słusznie?

Odczytana dosłownie treść tego nauczania wzbudza wiele nieporozumień. Po pierwsze, fakt, że grzech pierworodny nazywamy grzechem, sprawia, iż kojarzymy go z grzechem uczynkowym, co jest całkowitym nieporozumieniem. Druga trudność wiąże się z pytaniem: czy rzeczywiście nowo narodzone dziecko jest obarczone grzechem i do tego niezawinionym, przejętym na drodze dziedziczenia? Jest rzeczą oczywistą, że dziecko nie może zgrzeszyć i przychodzi na świat niewinne.

Innego rodzaju trudność wyrasta w zderzeniu ze współczesną nauką. Dzisiaj, gdy nasze myślenie o pochodzeniu człowieka kształtuje teoria ewolucji, wyjaśnienie zawarte w „Humani generis” jawi się jako przestarzałe. Należy jednak zauważyć, że istotą nauki o grzechu pierworodnym nie jest odpowiedź na pytanie „jak” grzech ten jest przekazywany, ale że jest powszechny. A zatem, czym jest w swojej istocie grzech pierworodny?


Giovanni Battista Tiepolo, Niepokalane Poczęcie, 1767-69, Museo del Prado, Madryt / domena publiczna / Wikimedia Commons

Syndrom zguby

W najnowszych interpretacjach grzech pierworodny wyjaśnia się jako „syndrom zguby” (Gerhard Lohfink). Przez syndrom zguby rozumie się otoczenie, w którym człowiek przychodzi na świat, a które jest naznaczone różnorakim złem. Co z tego, że dziecko jest niewinne, skoro wzrasta w środowisku, w którym dominują nienawiść, przemoc, podstęp, egoizm? Chodzi o struktury zła, które przyjmują globalny zasięg, jak wyzysk, niszczenie środowiska naturalnego, przemoc – dotykając niezliczoną rzeszę ludzi oraz wprowadzając niszczący podział (np. na „pierwszy” i „trzeci świat”). Biblia tę rzeczywistość nazywa „grzechem świata” (zob. J 1, 29).

Człowiek nie rodzi się w przestrzeni niewinności. Grzech kumuluje się w dziejach ludzkości, zatruwając całe społeczeństwa. W ten świat wrastamy, stajemy się jego częścią, a z czasem pomnażamy zastane zło, obciążając nim kolejne pokolenia. W tym znaczeniu dogmat o grzechu pierworodnym jest jedną z najbardziej oczywistych prawd wiary.

To przed tak rozumianym grzechem chce nas uchronić Kościół, udzielając chrztu, zanurzając w historii zbawienia i wprowadzając do społeczności, która z założenia powinna tworzyć alternatywne środowisko w stosunku do środowiska naznaczonego grzechem pierworodnym – syndromem zguby.

Analogii do grzechu pierworodnego możemy szukać na polu ekologii. Bywa, że z pierwszym oddechem wchłaniamy zatrute powietrze. Zniszczone środowisko obciąża nas od pierwszych dni naszego życia. Potem sami przyczyniamy się do jego niszczenia. Czy ten proces jest nieuchronny i nie ma dla nas ratunku?

Jak przełamać nieuchronne

Paradygmatem uwolnienia od sytuacji zguby jest historia Abrahama. Nie oznacza to, że Abraham z dnia na dzień stał się człowiekiem sprawiedliwym w oczach Boga – jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Choć na polecenie Boga opuścił swoje miasto rodzinne, to jednak Ur „opuściło” go dopiero wówczas, gdy zawiesił nóż nad Izaakiem. Wtedy, można przypuszczać, zrozumiał, jakie środowisko porzucił i na czym polega różnica między Bogiem, któremu dał wiarę, a bóstwami karmiącymi się krwią ofiar.


Caravaggio, Ofiarowanie Izaaka, 1601-1602, Galeria Uffizi, Florencja / domena publiczna / Wikimedia commons

Abraham musiał odbyć długą drogę – mierzoną kilometrami i wewnętrznym zmaganiem – zanim stał się znakiem błogosławieństwa dla wszystkich narodów. Tak samo każdy z nas, przyjmując chrzest, rozpoczyna swoje zmaganie o lepszy świat – taki, jakiego chciał Bóg: wolny od syndromu zła.

Bóg podarował Izraelowi wiele znaków i instytucji, które miały umożliwić uwolnienie się od syndromu zguby. Na pierwszym miejscu jest Pascha – historyczne doświadczenie wyjścia ze środowiska zguby, w którym Izraelici nie tylko, że zostali zredukowani do niewolników, ale groziła im fizyczna eksterminacja. Pamięć o tym wydarzeniu była dla Izraela znakiem mocy Boga, pocieszeniem i nadzieją, a także ciągłym przypomnieniem, aby w oparciu o Torę budować alternatywne społeczeństwo.

Niezwykle ważną instytucją pomagającą trwać przy Bogu była właśnie Tora jako projekt społeczności innego rodzaju w stosunku do porzuconego Egiptu i praw obowiązujących u ludów ościennych. Jest to narzędzie umożliwiające tworzenie środowiska życia opartego na sprawiedliwości, wzajemnym poszanowaniu, trosce o najsłabszych przy jednoczesnym bezkompromisowym traktowaniu wszelkich przejawów zła. „Kładę przed wami życie i śmierć – mówi Bóg – błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo...” (Pwt 30, 19-20).

W sytuacjach, gdy syndrom zguby stawał się niebezpieczny dla egzystencji narodu, Bóg powoływał proroków. Ich zadaniem było nie tylko napominanie. Prorocy pełnili w chwilach krytycznych rolę sumienia narodu i byli znakiem wierności Boga. „A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym – przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich” (Ez 2, 5).

Rolę wzmacniania dobra i ochrony przed złem pełniła również Świątynia, a szczególnie przebłagalnia, która uwalniała od brzemienia winy i nie pozwalała zatracić się w złu, dając szansę na nowy początek. Bo chociaż Izrael miał do dyspozycji wiele znaków i narzędzi łaski, to jednak słabość ludzka, a czasami zwyczajna ludzka niezaradność życiowa domagały się oczyszczenia i przywrócenia fundamentalnego porządku. Psalmista wyraża to słowami: „Szczęśliwy ten, komu została odpuszczona nieprawość” (Ps 32, 2-3).

Wreszcie, koniecznym elementem umożliwiającym przeciwstawienie się syndromom zguby było właściwe środowisko życia. Pierwszym środowiskiem życia jest rodzina. To dlatego tradycja chrześcijańska wspomina rodziców Maryi, Joachima i Annę, o których nic pewnego nie wiemy. Odnajdujemy ich jedynie w apokryficznych przekazach. Możemy jednak powiedzieć, że dobrze wychowywali swoją córkę, zapewniając jej środowisko wiary, chroniąc ją od wpływów zła i dając dobry rodzicielski przykład.


Filippino Lippi, Spotkanie Joachima i Anny przed Złotą Bramą Jerozolimy, 1497, Państwowe Muzeum Sztuki w Kopenhadze / domena publiczna / Wikimedia commons

W znaczeniu szerszym tym środowiskiem była „reszta Izraela” (zob. Iz 10, 20-22), ta część społeczności ludu Bożego, która na różnych etapach historii okazywała się wierna Bogu (zob. 1 Krl 19, 18). Do niej należeli ci, o których mówi psalmista: „Szczęśliwy człowiek, który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników i nie zasiada w gronie szyderców, lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie i rozmyśla nad nim dniem i nocą” (Ps 1, 1-3). To ci, którzy żyli w bojaźni Bożej (zob. Ps 5, 8b), którzy, doznając prześladowania, nie uciekali się do przemocy, ale swoją sprawę powierzali Bogu (zob. Ps 7, 1). Gdy doświadczali osamotnienia, dostrzegając, że „nie ma pobożnych”, że „wszyscy mówią kłamliwie” oraz „kierują się podstępem i obłudą”, (Ps 12, 2- 3), uciekali się do Boga wołając: „odstąpcie ode mnie wszyscy, którzy zło czynicie” (Ps 6, 9), pragnąc, aby Bóg „ustrzegł ich od tego plemienia” (Ps 12, 8) – środowiska naznaczonego syndromem zguby.

To do nich Jezus kierował swoje słowa: „Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo” (Łk 12, 32). To ich nazywał „błogosławieni”: ubodzy w duchu, łaknący sprawiedliwości, miłosierni, czystego serca, cierpiący prześladowanie dla sprawiedliwości (zob. Mt 5, 3-11). To ich symbolizuje ziarnko gorczycy, z którego wyrasta wielki krzew (Mt 13, 31n). Do nich też należała Maryja – Jego Matka.

Mit i historia

W ikonografii zwiastowania Maryję zwykle przedstawia się zatopioną w lekturze Psałterza. Scenę tę możemy odczytać jako metaforę tego, że Maryja żyła w środowisku, które inspiracji szukało w Torze, Świątyni, owszem również w recytacji psalmów, których uczono się na pamięć. W swojej dosłowności tak przedstawiona scena zwiastowania niewiele ma wspólnego z rzeczywistością historyczną. Jednak jej przesłanie możemy odczytać w ten sposób, że Maryja wzrastała w środowisku wolnym od syndromu zguby, co w języku dogmatu oznacza, że była wolna od grzechu pierworodnego.


Robert Campin, Tryptyk de Mérode, 1420-1428, Metropolitan Museum of Art / domena publiczna / Wikimedia commons

To nie jest efekt osobistego wysiłku ani wyłącznie arbitralnej decyzji Boga, ani też specjalnego przywileju. Łaska oczywiście zawsze jest przywilejem, a nie koniecznością, zawsze jednak – zgodnie z aksjomatem teologicznym – bazuje na naturze, a więc też wymaga współpracy. „Moc szczególnej łaski”, o której mówi dogmat, to efekt współpracy nie tylko Maryi, ale całych pokoleń z łaską Bożą, przekazaną w postaci różnych narzędzi i znaków ocalenia. To mozolne budowanie alternatywnego środowiska życia wolnego od syndromu zguby.

Dogmat ten nie ma nic z mitycznego lub magicznego myślenia. Jest raczej wyrazem historycznego realizmu dostrzegającego z jednej strony zło panujące w świecie, a z drugiej Boga działającego w historii.

Długa historia wybawienia znalazła swój punkt kulminacyjny w osobie Niepokalanej, a jeszcze bardziej w osobie Chrystusa. O nim też Pismo nie boi się powiedzieć, że „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2, 52), wskazując, że i w tym wypadku środowisko życia nie było bez znaczenia, choć jest On czystą łaską.

Na początku tej historii był Abraham, który opuścił rodzinne Ur, aby dać początek alternatywnej społeczności, w której prawo Boże będzie szanowane. Następnie było wyjście z niewoli egipskiej, w której Żydzi na własnej skórze przekonali się, jak niszczące może być środowisko życia. Oba te wydarzenia, a zwłaszcza Pascha, stały się dla Kościoła modelem wyzwolenia z grzechu pierworodnego i paradygmatem chrztu. Kościół, udzielając chrztu, zobowiązuje się, aby dla nowo ochrzczonego stać się środowiskiem życia, które uchroni go od syndromu zguby.

Skuteczność zbawienia

Stajemy tu wobec trudności, gdyż dogmat uzasadnia wolność Maryi od grzechu pierworodnego „mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa”, sugerując, że skutek jest uprzedni wobec przyczyny, co przeczy naszemu podstawowemu doświadczeniu. Oczywiście, powodem takiego sformułowania jest zabezpieczenie powszechności zbawienia w Chrystusie, co jednak nie uwalnia od trudności.

Jezus Chrystus to punkt kulminacyjny historii zbawienia, w którym łączą się wszystkie znaki łaski (Prawo, Mądrość, prorocy, Świątynia, historia Izraela). Tylko w tym znaczeniu możemy przyjąć, że uwolnienie Maryi od grzechu pierworodnego dokonało się mocą Jego zasług. Niepokalanego poczęcia nie byłoby bez Izraela, którego figurą jest Syn Człowieczy – Jezus Chrystus.

Wiara w niepokalane poczęcie Maryi jest w gruncie rzeczy wiarą w skuteczność zbawienia ofiarowanego nam przez Boga w Izraelu, od którego zbawienie bierze początek (zob. J 4, 22).

Znak nowego świata

Dogmat o niepokalanym poczęciu nie rozstrzyga, czy Maryja była jedyną wolną od wpływu grzechu pierworodnego. Czy takich osób jak Maryja, którzy na mocy łaski Bożej są wolni od syndromu zguby, może być więcej. Wydaje się, że pozostając w zgodzie z wiarą Kościoła można na to pytanie odpowiedzieć twierdząco.

Historia zbawienia zna wielu sprawiedliwych. Do nich należą sprawiedliwy Abel, Henoch, który „został przeniesiony, aby nie oglądał śmierci” (Hbr 11, 5), Józef, ojciec Jezusa (zob. Łk 2, 48), ale też Symeon i prorokini Anna, która „nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach” (Łk 2, 37), Natanael, o którym Jezus powiedział „oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu” (J 1, 47), ale też wielu świętych Kościoła, którzy wzrastali w łasce u Boga i u ludzi. Znakiem tej świadomości było ukazywanie w przekazach hagiograficznych niewinności świętych niemal od niemowlęctwa.

Zbawienie ofiarowane przez Boga albo jest skuteczne i przemienia ten świat, nawet jeżeli owocem odkupienia są tylko niewielkie oazy wolności, które stają się solą dla ziemi i światłem dla świata (zob. Mt 5,13) – albo ciągle trwamy w adwencie.

 

Korzystałem z: G. Lohfink „Maryja nie bez Izraela. Nowe spojrzenie na naukę o Niepokalanym Poczęciu” (tłum. E. Pieciul-Karmińska, W drodze, Poznań 2010) oraz red. B. Sesboüé „Znaki łaski” (T. 3, tłm. P. Rak, Wydawnictwo „M”, Kraków 2001).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]