Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Źródło radości

Źródło radości

17.07.2012
Czyta się kilka minut
Grzegorz Bral i Anna Zubrzycki, twórcy Brave Festival: Wiemy, czym jest tolerancja, otwartość, miłość, ale doświadczenie tych rzeczy jest czymś zupełnie innym niż wiedza o nich. Nie forsujemy żadnej ideologii, chcemy zaprzyjaźnić dzieciaki z różnych narodów.
Anna Zubrzycki i Grzegorz Bral fot. Festiwal Brave
A

ANDRZEJ FRANASZEK: Brave to – jak mówi jego nazwa – Festiwal Odważny. Czym jest dla Państwa odwaga? GRZEGORZ BRAL: Opowiem panu o chłopcu imieniem Iqbal Masih, który w Pakistanie został przez ojca sprzedany mafii dywanowej za kilkanaście dolarów pożyczki. Razem z grupą dziewiętnaściorga dzieci haftował w warsztacie tkackim te piękne dywany, które później kupujemy w Europie, aż zrozumiał, że nigdy się nie wykupi. Wtedy na oczach kupców przeciął nożem dywan – owoc półrocznej pracy, za co został uwięziony w podziemnym tunelu, który nagrzewał się do ponad 50 stopni – i o mało się tam nie spalił. Gdy wyszedł, udało mu się uciec z fabryki. Przez przypadek trafił na targ, na którym organizacja humanitarna rozpytywała ludzi, czy znają miejsca, gdzie są więzione dzieci. Bo w Pakistanie, wg badań ONZ, około 6 milionów dzieci pracuje niewolniczo w wytwórniach dywanów; niektóre są przykuwane do krosen. Iqbal powiedział, że jest właśnie takim dzieckiem. „Gdzie jest ten twój zakład?” „Tu i tu”. Fundacja wezwała policję czy wojsko, weszli tam i uwolnili resztę dzieciaków. Szef fundacji powiedział do chłopca: „Zrobiłeś swoją robotę, teraz czas, żebyś wrócił do domu”. A on odpowiedział: „Nie, jestem przekonany, że w mieście są setki takich miejsc, będę je wyszukiwał, a wy będziecie uwalniać dzieci”. Przez rok ten jedenastolatek odkrył kilkadziesiąt zakładów i doprowadził do uwolnienia dwóch tysięcy dzieci. Jego legenda rozeszła się po całym Pakistanie. Przemawiał na forum Komitetu Noblowskiego, w Ameryce obiecano mu stypendium na studia. W 1995 r., w wieku 13 lat, wrócił jednak do swojej wioski i tam został zastrzelony. Kilka dni później w fundacji rozległo się pukanie do drzwi. Za nimi stał dziesięciolatek i powiedział: – „Nazywam się Iqbal i chcę uwalniać dzieci”. W ciągu tygodnia pojawiło się ośmiu takich chłopców. Tym właśnie jest dla mnie odwaga. To coś, co dzieci mają instynktownie, a o czym my, dorośli, nieraz zapominamy. Choć są też tacy ludzie jak nasz przyjaciel, Akong Tulku Rinpocze, który w Tybecie stworzył organizację Rokpa, mającą pod opieką 10 tysięcy osieroconych i bezdomnych dzieci, dającą im wykształcenie, dom, jedzenie. Jest w tej chwili na świecie ok. 50 milionów ludzi wykorzenionych, którzy musieli uciekać ze swoich domów. Jest więc też bardzo duże zapotrzebowanie na odwagę robienia czegoś, co wpływa na poprawę losu drugiego człowieka. ANNA ZUBRZYCKI: Odwagą jest dla mnie bycie prawdziwym i mówienie prawdy. Bardzo rzadko spotykamy ludzi, którzy mają tę odwagę. Sama pewnie nie miałabym odwagi, by robić takie rzeczy jak ten pakistański chłopiec. Ale kiedyś, gdy zakładaliśmy Teatr Pieśń Kozła, a były to czasy dla nas osobiście trudne, mieliśmy odwagę pójścia za marzeniami. Wtedy były to marzenia, by zrobić teatr doskonały, piękny, który wywodził się z Gardzienic, ale własny. Dostaliśmy szansę, prowadziliśmy we Wrocławiu warsztaty, a później stworzyliśmy własny projekt – „Bachantki”. Szukaliśmy tego, co uważaliśmy za najprawdziwsze w teatrze, najbardziej niezakłamane, wyrażające najgłębsze pokłady człowieczeństwa. Kluczowym momentem było jednak spotkanie z Rinpocze, który poprosił, byśmy prowadzili jadłodajnię dla bezdomnych. I wtedy stanęliśmy przed problemem: ja, artysta, i tzw. prawdziwy świat. Jeśli chcę tworzyć sztukę, to czy potrafię się spotkać z „drugą stroną”, zwykłym życiem? Zorganizowaliśmy „ROKPA Polska”, wydawaliśmy codziennie zupy... Brave Festival, nasza praca z osobami, które mają zespół Downa, czy jakieś inne trudności, na przykład z dziećmi romskimi, są ciągłym dążeniem, by otworzyć nas jako artystów na prawdziwy świat. A to jest trudne... AZ: Bardzo. Ale nasi studenci bili się o to, by pójść do jadłodajni i rozdawać zupy. To im dało strasznie dużo. GB: Wiemy, czym jest tolerancja, otwartość, miłość, ale doświadczenie tych rzeczy jest czymś zupełnie innym niż wiedza o nich. Kiedy zaczęliśmy robić jadłodajnię, gdy pojawialiśmy się tam dzień w dzień przez parę miesięcy, zacząłem czuć, co znaczy nieuwarunkowana empatia, czyli że robię coś bez oczekiwania, że zostanę za to nagrodzony, że ktoś mi podziękuje. Powtarza pan prosty gest dzielenia się, podaje pan komuś talerz i w końcu coś zaczyna się w panu zmieniać... Parę dni temu mieliśmy pokaz projektu z młodzieżą z zespołem Downa. Jeden z chłopców, który jest chory, nagle podniósł rękę i powiedział sam z siebie: „Mamo, dziękuję ci za to, że urodziłaś mnie takim, jakim jestem”. Roztrzaskał mnie zupełnie. No bo ile razy w życiu myślę, że jestem lepszy albo gorszy od kogoś. Cała nasza kultura jest oparta na lepszejstwie, wygrywają ci, którzy są piękniejsi, sławniejsi, szczuplejsi, lepiej ubrani, bogatsi. A tymczasem nie ma ludzi lepszych i gorszych, każdy ma coś ciekawego do zaoferowania. Ego, na które jesteśmy tak mocno nastawieni, jest kulturową bujdą. Jest oczywiście potrzebne, ale ważniejsze są zachowania, które płyną ze współczucia, które powodują, że ego nie dominuje, powstaje przestrzeń dla innych. Brave ma być właśnie osobistym doświadczeniem otwartości. Gdy patrzy się na projekty Państwa teatru, ale też na program Brave – pełen rytuałów, muzyki – wydaje się, że tej otwartości, wyjścia poza ego, szukają Państwo poprzez pracę z ciałem, z głosem, poprzez np. pieśń... AZ: Ciało, głos to są nasze narzędzia. Pieśni noszą w sobie tajemnicę, której tak naprawdę nie da się zamknąć w słowie. Poprzez pieśń jako aktorka dotykam jakiejś warstwy archetypicznej, przestaję być tylko „Anną, która gra”, zaczynam wcielać się w postać, staję się dla niej naczyniem. Pieśń ¬otwiera moje serce i moją podświadomość na taką treść, której nie potrafiłabym uchwycić zwykłym słowem. GB: Pieśń jest też szacunkiem dla przodków, drogą kontaktu z wcześniejszymi pokoleniami. Praktykujemy nasz teatr nie jako zamierzoną ścieżkę duchową, ale tak jak praktykuje się sztukę walki czy jogę. To jest materialne, cielesne. Chodzi nie tylko o spektakl, ale o coś więcej: o poszukiwanie w sobie. Do tego też zmusza konfrontowanie się z bezdomnymi, z ludźmi chorymi. Poproszono mnie kiedyś, żebym jako reżyser pracował z bezdomnymi dzieciakami z Nepalu. W ciągu pół godziny się zorientowałem, że to nie ja ich czegokolwiek nauczę, tylko oni mnie. I tu znowu był punkt zwrotny: pojawił się projekt Brave Kids. Dzieci np. z Afryki przyjeżdżają do Wrocławia na trzy tygodnie. Co się jednak dzieje później? AZ: To się nie kończy po trzech tygodniach. Dzieci utrzymują kontakty z wrocławskimi rodzinami, u których mieszkały, dzwonią do siebie, a przede wszystkim są w łączności poprzez Facebook. Na trwałe zmienia im się perspektywa, sposób patrzenia na świat. W ubiegłym roku lider grupy palestyńskiej podszedł do mnie i mówi: „Myśleliśmy, że tylko my tak cierpimy, ale widzę, że w innych krajach, choć z różnych powodów, dzieci mają tak samo ciężko. To pomaga, gdy nie czujemy się tak samotni, tak bardzo zakleszczeni w naszym cierpieniu”. GB: Według raportu Banku Światowego mamy na świecie półtora miliarda ludzi w wieku 12-24 lata, z czego 1,3 mld pozbawionych jest możliwości edukacyjnych. Jeżeli 80 proc. młodzieży na świecie nie ma możliwości edukacyjnych, to grozi nam eksplozja dramatu i rozpaczy. Nie forsujemy żadnej ideologii, chodzi nam o coś bardzo prostego – zaprzyjaźnić dzieciaki z różnych narodów. Pamiętam szok, który przeżyłem podczas rozmowy z Tanzankami. Wszyscy w Europie lamentujemy (i pewnie słusznie) nad kobiecym obrzezaniem w Afryce. A one powiedziały: my potrzebujemy tego obrzędu, bez niego nie jesteśmy kobietami należącymi do naszej społeczności. Pomyślałem sobie: musisz zamknąć dziób ze swoimi pomysłami na to, jak innym polepszać życie. Tak więc stwarzamy tylko przestrzeń otwartości i równości. Mieliśmy tu dzieci z Rwandy, które były dziećmi po ludobójstwie, dzieciaki ze zwaśnionych plemion z Ugandy, dzieci uchodźców czeczeńskich... Nie dajemy im dorosłych nauczycieli, dzieci jednej kultury uczą inne: razem zaczynają grać na bębnach, tańczyć, tworzyć na scenie własną historię. Gdy się spotykają, natychmiast gubią wszelkie uprzedzenia, jakie dorośli chcą im przekazać. W przyszłości chcemy zrobić światową olimpiadę dzieci, tak by do Wrocławia przyjeżdżało co roku nawet kilka tysięcy dzieci z setek różnych kultur. Wyobraźmy sobie, że wrócą do swoich krajów, a za kilka lat, jako dorośli, będą znali paręset osób na całym świecie. To jest inwestycja w przyszłość nas wszystkich: pozwolić dzieciom się spotkać i zrozumieć, że inni są do nas podobni i możemy ze sobą współpracować. AZ: Bardzo nam zależy na projektach edukacyjnych. Poprosiłam absolwentów naszej szkoły teatralnej, by spróbowali trafić do osób najbardziej wykluczonych. Jako wolontariusze znaleźli się w środowisku romskim oraz w stowarzyszeniu pracującym na rzecz osób umysłowo niepełnosprawnych. Patrzyłam, jak aktorski warsztat staje się sposobem stworzenia przestrzeni dla tych ludzi. Niczego nie narzucali, ale stworzyli przestrzeń do spotkania i wspólnej pracy. Kultura jest rodzajem obrony przeciwko opresji ekonomicznej, społecznej, politycznej? GB: Kultura potrafi być azylem, w którym można się zaszyć i się odrodzić. Gdy ściągamy tancerzy z Indii czy z innych miejsc, zawsze chcemy, żeby ich działanie nie było robione na sprzedaż, ale żeby było dla nich w jakimś sensie niezbędne. AZ: Rdzenna kultura znika albo się przetwarza. Najciekawsze jest, że ludzie, którzy tu przyjeżdżają, nadal mają potrzebę uprawiania swojej rdzennej kultury. Słowo „potrzeba” jest kluczowe. Śpiew rodzi się z tak ogromnej potrzeby, bo nie można inaczej wyrazić tego, co się dzieje w środku. Ktoś będąc w depresji, będąc wykluczony, będąc osobą starszą, zapomnianą... – spotykając się z innymi, wspólnie śpiewając, przekracza swoją codzienność, odnajduje wspólnotę, poczucie godności. To jest naturalne źródło radości. GB: W przeciwieństwie do np. Afryki, w Europie prawie o tym zapomnieliśmy. Ta wrażliwość przetrwała jeszcze trochę w Grecji, na Bałkanach. Na Zachodzie są granty na kulturę, czyli system płacenia za to, że ludzie zaspokajają swoje naturalne potrzeby. I dochodzimy do paradoksalnej sytuacji, że potrzeba przestaje być potrzebą. Tymczasem prawdziwa kultura jest zawsze duchowa, jest łącznikiem z duchowością. Są trzy kraje na świecie, w których był ogromny procent samobójstw wśród dzieci: Szwecja, Japonia i Norwegia. Szwedzi z tym problemem poradzili sobie poprzez sztukę. Zaczęli wyciągać dzieci ze szkoły na wystawy, koncerty, do teatru – i nagle się okazało, że przynajmniej nieco zmniejsza się napięcie, które towarzyszy człowiekowi wtedy, kiedy nie ma już wokół niego niewidzialnej przestrzeni duchowej, religijnej. Efekty utraty duchowości będą dla człowieczeństwa miażdżące. Tracąc potrzeby duchowe, człowiek Zachodu traci też odrębność, unifikuje się. Tymczasem Afryka ma inną duchowość, Azja inną, Europa, Ameryka Południowa... Odwagą, o której mówimy, jest też próba pokazania i uświadomienia ludziom, że nadal istnieje na świecie duchowość i że jest integralną częścią tego świata. Dlatego też Brave jest dla wielu ludzi wręcz szokujący. Ludzie widzą, że to nie jest „cepelia”, że to jest autentyczna potrzeba. Choć naturalnie wszyscy popełniamy błędy i czasem „cepelia” się pojawia... Nie boicie się newage’owego klimatu? AZ: Jesteśmy świadomi, że najbardziej intymnych rzeczy nie sposób pokazać na masowym festiwalu. Masa zabija, dlatego budujemy sytuacje kameralne, w których możliwa jest komunikacja. Warsztaty Brave Kids odbywają się w małych grupkach, w tegorocznych warsztatach z Aborygenami brało udział tylko 15 osób. Na Brave dochodzi do naprawdę niezwykłych wydarzeń. Parę lat temu przyjechały do nas kobiety z plemienia w Tanzanii, po raz pierwszy były poza swoją wioską, po raz pierwszy widziały schody, leciały samolotem... Każdy ich występ był cudowny. Wróciły do siebie i za pieniądze, które tutaj zarobiły, wybudowały kościół i dom kultury, zrobiły festiwal i zaprosiły grupy z sąsiednich wiosek. To jest piękny przykład czegoś, co nie jest „cepelią”, co może się rozwijać. Czy wobec tych problemów kobiety, którym dedykowana była ta edycja Brave, znajdują się w innej sytuacji niż mężczyźni? AZ: Tak. Generalnie rzecz biorąc, jest to sytuacja o wiele trudniejsza. Dlatego tak ważne są te kobiety, które mają inicjatywę, chcą robić coś pozytywnego, a jednocześnie nie tracą swojej tożsamości. Miałam niedawno spotkanie z kobietami biznesu we Wrocławiu. Te młode dziewczyny czują, że muszą walczyć jak faceci. Widzę, że nasz świat jest tak skonstruowany, ale boli mnie to, bo uważam, że powinny być zachowane różnice między kobietami a mężczyznami, powinna istnieć odmienność, ale też współpraca i równowaga między tymi dwoma światami. Tu wraca problem odwagi bycia sobą. Sama bardzo często muszę udawać kogoś innego, niż jestem, by coś osiągnąć, ale jestem świadomą osobą, wiem, o co mi chodzi, i to nie zagraża mojej tożsamości. Tegoroczne Forum Kobiet było poświęcone między innymi temu pytaniu: jaką cenę płaci kobieta za wyrzeczenie się dawnych form kobiecości...
GRZEGORZ BRAL (ur. 1961) jest aktorem, reżyserem i pedagogiem. W latach 1987-92 był związany z Ośrodkiem Praktyk Teatralnych w Gardzienicach, w 1996 r. wraz z Anną Zubrzycki założył we Wrocławiu Teatr Pieśń Kozła. W 2005 r. wspólnie stworzyli Festiwal Brave.

ANNA ZUBRZYCKI jest aktorką i pedagogiem, córką prof. Jerzego Zubrzyckiego, socjologa, który po wojnie osiedlił się w Australii i był tam nazywany „ojcem polityki wielokulturowości”. W latach 70. jego córka przyjechała do Polski i związała się z Gardzienicami, by dwie dekady później współtworzyć Teatr Pieśń Kozła i Brave.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1971 r. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”, krytyk literacki, pracownik Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, sekretarz Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]