Na zaproszenie Krakowskiego Festiwalu Filmowego reżyser i filmoznawca Kuba Mikurda sięgnął do archiwów Telewizji Polskiej, by wydobyć z nich materiały, które pokazywałyby Andrzeja Wajdę jako człowieka w procesie: w sporze, podczas pracy, w nieustannym ruchu.
W ramach retrospektywy uświetniającej Rok Wajdy zaprezentowano widzom między innymi niepublikowane dotąd nagranie długiej rozmowy Andrzeja Żuławskiego z Wajdą na temat kondycji kina – nie tylko polskiego, ale też europejskiego i amerykańskiego.
Dawni współpracownicy (Żuławski był w latach 60. asystentem Wajdy) spotkali się w telewizyjnym studiu w połowie lat 90., dokładnie w momencie, kiedy mieliśmy za sobą kinową przygodę w „Parku Jurajskim” Stevena Spielberga, a Jarosław Żamojda zdążył nam pokazać swoje „Młode wilki”. Polska powoli porządkowała swoją kinematografię na nowo.
Wajda, poza doskonałym rozeznaniem we współczesności, wybiega w rozmowie z Żuławskim daleko w przyszłość, przewidując na przykład, że branża gier wideo będzie miała ostatecznie dużo większe budżety i rozmach niż kinematografia.
Niezwykle interesująca jest ta dyskusja mistrza i ucznia, nie tylko dlatego, że uświadamia (niestety), że trzydzieści lat później mamy w naszym kinie podobne problemy, a branża i decydenci wciąż nie odpowiedzieli sobie na stawiane wówczas przez reżyserów pytania – na przykład o to, w jaki sposób zabezpieczyć komfortowy start debiutującym w naszym kraju artystom, czy też o to, jakie kino w ogóle powinniśmy robić oraz jak je finansować, a następnie promować wśród rodzimej widowni.
Podróż w czasie z Wajdą okazała się na tyle inspirująca i intrygująca, że niedługo po zakończeniu Krakowskiego Festiwalu Filmowego wróciłam do „Człowieka z marmuru”, z zaskoczeniem konstatując, że to jeden z najlepszych polskich filmów, które zdarzyło mi się obejrzeć. Żaden polski film nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia, jak oglądany po latach „Człowiek z marmuru”.
Przede wszystkim: nikomu jak dotąd nie udało się uchwycić ducha Warszawy w taki sposób, w jaki zrobił to pięćdziesiąt lat temu Wajda. Mogę sobie tylko wyobrazić, jaką moc miała w latach 70. energia debiutującej na ekranie Krystyny Jandy, ale też dynamika ujęć (genialny początek!), wyraziste postaci i miejsca, które odwiedzamy z młodą reżyserką Agnieszką.
Ale „Człowiek z marmuru” poza tym, że jest historią o robotnikach, stalinizmie czy karierowiczach ze stołecznej telewizji, opowiada przecież o sposobach odkrywania przeszłości. A właściwie: o sposobach odkrywania przeszłości herosów, wszak Birkut jest herosem swoich czasów. Socjolog Paweł Śpiewak pisał na łamach „Tygodnika” o bohaterach tego filmu Wajdy, że każdy z nich „pokazuje odmienny kawałek tamtej epoki. Wszyscy coś pamiętają i zarazem uciekają przed dopowiedzeniami”. Dlaczego tak się dzieje?
Interesujące, że kiedy wydajemy ten magazyn, w kinach można właśnie oglądać adaptację „Odysei” w reżyserii Christophera Nolana. A przecież to właśnie „Odyseja” jako pierwsza podjęła problem, który wydobył z filmu Wajdy Śpiewak. Homer wiedział – a ja wiem to z kolei od pisarza Wita Szostaka, pilnego czytelnika Homera – że „wobec każdego gramy inną rolę, że w środku jesteśmy kłębkiem różnych wersji samych siebie i być może do końca nie wiemy, jaka jest ostatecznie prawda o nas”.
Tę wiedzę zawarł w swoim dziele Homer. Zdobywa ją także, jadąc reżyserską Nyską z Krakowa do Zakopanego, reżyserka Agnieszka. Dlatego właśnie w filmie o herosie Birkucie, jak zauważył Śpiewak, „relacje nie mogą być do końca prawdziwe i rzetelne, bo wszyscy, którzy je przedstawiają, nie są w stanie powiedzieć szczerze, kim byli. Przeszłość jest tak straszliwa, że każdy chcąc nie chcąc bierze udział w konspiracji milczenia czy niedomówień”.
Losy herosów „możemy oglądać jedynie z dystansu, uzbrojeni w historyczne i krytyczne narzędzia” (Szostak). Wiedział o tym Homer, wiedział o tym oczywiście również Wajda – dlatego jego film ma tak genialną konstrukcję. Jak przekonałam się z nagrania TVP oraz rozmów, jakie znalazłam na łamach „Tygodnika”, Wajda doskonale radził sobie w podróżach między przeszłością a przyszłością. Chyba właśnie dlatego jego filmy tak dobrze się starzeją.
O pozostałych cechach Mistrza przeczytają Państwo w tekstach naszego magazynu.
Dodatek do „Tygodnika Powszechnego” 31/2026
Redakcja: Monika Ochędowska
Koncepcja: Anita Piotrowska
Opieka wydawnicza: Justyna Hernas
Proj. graf.: Marek Zalejski
Skład: Andrzej Leśniak
Fotoedycja: Grażyna Makara, Katarzyna Bułtowicz
Korekta: Katarzyna Domin, Sylwia Frołow, Magdalena Pawłowicz, Maciej Szklarczyk
portret na okładce: Michał Dyakowski dla „TP”
PARTNEREM WYDANIA JEST TOTALIZATOR SPORTOWY
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.












