Wojny sułtana Recepa

Sytuacja tureckiego premiera Recepa Tayyipa Erdoğana jest jak żywa ilustracja powiedzenia o władzy absolutnej, która korumpuje również absolutnie.
Czyta się kilka minut

W tym przypadku chodzi nie tylko o korupcję w sensie materialnym, choć jej także nie można wykluczać, ale przede wszystkim o poczucie wszechwładzy i bezkarności.

Recep Erdoğan na wszelkie zarzuty pod swym adresem, a jest ich coraz więcej, reaguje gniewem i kontrzarzutami pod adresem przeciwników. Bo sułtan, jak jest nazywany – nie bez złośliwości, ale i nie bez racji – z niczego przecież nie musi się tłumaczyć. Nawet, a może przede wszystkim tym, którzy go wybrali.

Tak było w czerwcu ubiegłego roku, gdy protesty przeciwko planom zabudowania parku Gezi w Stambule przerodziły się w wielkie manifestacje antyrządowe w całym kraju. Wówczas winne były bliżej nieokreślone „siły z zagranicy”. Zmaterializowały się one jesienią, gdy pod zarzutem korupcji aresztowano synów trzech ministrów i kilka wpływowych osobistości. O spiskowanie Erdoğan oskarżył wówczas Fethullaha Gülena, wpływowego tureckiego duchownego, mieszkającego na stałe w USA. Gülen był sojusznikiem premiera, współpraca jednak przerodziła się w konflikt, gdy Erdoğan postanowił zamknąć sieć szkół prowadzonych przez niego w Turcji. W odpowiedzi na aresztowania w otoczeniu premiera rząd przeprowadził czystkę w policji i prokuraturze, gdzie Gülen ma podobno wielu wiernych ludzi.

Bardzo możliwe, że afera podsłuchowa – sensacja ostatnich dni – jest kolejną odsłoną tej wojny. Ale jest to sprawa znacznie większego kalibru. Czy ujawniona rozmowa telefoniczna, w której Erdoğan rozmawia z synem o konieczności ukrycia 30 mln dolarów, może być prawdziwa, czy też została zmontowana, jak utrzymuje premier? Nie wiadomo. Faktem jest, że Erdoğan mówi o „zmontowaniu”, ale nie zaprzecza, że nagrany głos jest jego głosem. Skoro tak, to słowa o ukrywaniu pieniędzy musiały kiedyś paść. Pytanie, dlaczego i w jakich okolicznościach.

W marcu przypadają dwie ważne dla Erdoğana rocznice. Jedenaście lat temu, w 2003 roku, objął urząd premiera. Dwadzieścia lat temu, po wyborach lokalnych z 1994 roku, został burmistrzem Stambułu i wszedł na drogę do wielkiej władzy. Czy wybory lokalne, które odbędą się pod koniec marca, mogą oznaczać początek jego końca? Sam premier mówi, że będą to najważniejsze wybory ostatnich lat. I raczej się nie myli.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2014