Na chodniku przed Pijalnią Główną plansze z historycznymi zdjęciami ze Stoczni Gdańskiej, a między nimi naturalistyczna figura robotnika, któremu drugi pomaga wstać. Obok tych właśnie symboli przechodzili goście tegorocznego Forum Ekonomicznego w Krynicy, które odbywało się pod hasłem: "Solidarność europejska. 20 lat po rewolucji".
Choć wątek solidarności rzeczywiście przewijał się w dyskusjach, to - oczywiście - najczęściej na Forum mówiono o kryzysie. To impreza przede wszystkim o charakterze gospodarczym, a "solidarność" - rozumiana najzwyczajniej, jako wspólne przezwyciężanie trudności i wspieranie innych w potrzebie - jest pojęciem pozaekonomicznym. Kryzys dla wielu przebywających w Krynicy biznesmenów, ekonomistów, finansistów jest po prostu rzeczywistością, a "solidarność" - szlachetną abstrakcją. Zwłaszcza że nie bardzo wiadomo, co miałaby ona w gospodarczej praktyce oznaczać.
Niedostatek solidarności
Co prawda w Krynicy mówiono ogólnie o potrzebie solidarności w energetyce, ochronie środowiska, w relacjach między pracą a kapitałem oraz między aktywnością obywatelską a działaniami państwa, ale jedynym konkretem był panel poświęcony współpracy pracodawców i związków zawodowych z różnych krajów której celem jest zażegnanie kryzysu.
Ten niedostatek solidarności przejawia się najczęściej brakiem zainteresowania problemami innych. Widać to nawet na konferencjach takich jak ta. Zdarza się, że na panelach poświęconych problemom krajów zapóźnionym w transformacji obecni są - i za stołem, i na sali - wyłącznie goście z tych państw. Tak było np. na seminarium "Władza i biznes w nowych demokracjach - ryzyko konwergencji", gdzie mówiono o korupcji w krajach poradzieckich. Symptomatyczne również, że panel "Europejski model społeczny w dobie kryzysu" zainteresował w Krynicy zaledwie kilkanaście osób, choć to problem ważny, aktualny i jak mało który dotyczący właśnie solidarności. Jednym z panelistów miał być przewodniczący NSZZ "Solidarność", ale... nie przyszedł.
Ogromne zainteresowanie (zabrakło miejsc) wzbudziła natomiast dyskusja "Świat po kryzysie. Nowy ład ekonomiczny" z udziałem noblisty w dziedzinie ekonomii, amerykańskiego profesora Edmunda Phelpsa. Nie mówił o solidarności, lecz o tym, że zamiast poprawiać standard życia za pożyczone pieniądze, trzeba je wpierw samemu oszczędzać. To przesłanie było dla uczestników Forum znacznie bardziej czytelne.
Bez prezydentów i premierów
Na deptaku, gdzie - jak informują media - bywa "cała Europa", tłoczno, ale tłum wydaje się być mniej międzynarodowy niż dwa, trzy lata temu. Organizatorzy podkreślają wprawdzie, że na Forum - już dziewiętnastym - przyjechało więcej uczestników niż w zeszłym roku, rzadziej widzi się jednak gości z Kazachstanu, Tadżykistanu, Kirgizji, Turkmenistanu, a także z krajów arabskich. To pewnie w jakimś stopniu skutek kryzysowych oszczędności, choć nie tylko.
To międzynarodowe w założeniu spotkanie nabiera zbyt polskiego charakteru: takie wrażenie można było odnieść w tym roku. Rzecz nie w tym, że część seminariów dotyczy wyłącznie naszych spraw i że uczestniczą w nich tylko krajowi dyskutanci (na okrasę zdarza się zasiedziały w Polsce cudzoziemiec). Nie w tym również, że wśród obecnych tu menedżerów dominują Polacy, a zainteresowanie krajowych mediów przyciągają rodzime newsy, nie zaś to, co dzieje się u sąsiadów.
Najistotniejsze jest co innego. Kilka lat temu w Krynicy spotykali się prezydenci i premierzy krajów naszego regionu. W tym roku nie było żadnej osobistości tej rangi: ze znanych polityków europejskich przyjechał premier Hiszpanii, ale poprzedni, nie urzędujący. Trudno zresztą, żeby przyjeżdżali, skoro nie mogą liczyć na spotkanie z kimś z odpowiedniego szczebla.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że najwyższe polskie władze do obecności na Forum przykładają dziś mniejszą niż niegdyś wagę. Choć więc w panelach uczestniczyli dwaj eksprezydenci, Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski - zresztą kryniccy bywalcy - a na parę godzin wpadł przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, to w oczy rzucała się nieobecność premiera. Był wprawdzie bardzo aktywny wicepremier Waldemar Pawlak, był biegający z panelu na panel Michał Boni, był Aleksander Grad i liczni wiceministrowie, ale to za mało, by utrzymać pozycję imprezy, która wcześniej była miejscem nieformalnych spotkań najważniejszych polityków regionu.
A warto przecież zadbać o to, żeby Forum miało wymiar nie tylko gospodarczy - jako okazja do kontaktów przedsiębiorców, menedżerów i ekonomistów - ale i polityczny. Do Davos, z którym tak chętnie porównuje się Krynicę, prezydenci i premierzy czują się zobowiązani przyjeżdżać. Dobrze by było, żeby regionalni przywódcy mieli takie poczucie wobec Forum w Krynicy. Zależy to jednak nie od operatywności jego organizatorów, lecz od podejścia polskich władz.
Przez trzy dni w Krynicy odbywa się około 150 paneli, seminariów i prezentacji. Jest z czego wybierać - nawet można mieć z tym kłopot, bo o jednej porze toczy się dwanaście różnych dyskusji. Wprawdzie są pogrupowane tematycznie i goście mogą się nastawić np. na panele o kwestiach energetycznych, o makroekonomii, polityce międzynarodowej i bezpieczeństwie, problemach regionalnych, społecznych czy kulturowych (a nawet o sporcie), ale i tak rzadko zdołają "zaliczyć" te, które by chcieli.
Wydarzenie towarzyskie?
Ten kłopot z obfitością wyboru nie dotyczy jednak wszystkich. Niektórzy dyskusjom przysłuchują się sporadycznie, wpadają tylko na uroczyste sesje plenarne, bo przyjechali tu po co innego. Na Forum występują bowiem dwa nurty: oficjalny, zapowiedziany w programie i skupiony w czterech gmachach wokół deptaku, i nieformalny, który toczy się w kawiarniach, restauracjach i hotelach. Ten drugi nurt obejmuje przede wszystkim licznie przybywających do Krynicy polskich menedżerów i przedsiębiorców.
Dla nich Forum to przede wszystkim - jak to określa pewien menedżer dużego banku - "social event". Po pierwsze, w Krynicy być wypada. Nieobecność może oznaczać zagrożenie pozycji służbowej. Po drugie, przy codziennym nawale obowiązków spotkanie się z kimś wymaga dogrywania terminów i mnóstwa zachodu. Dlatego menedżerowie umawiają się tutaj. Poza tym na niewielki deptak trafić musi każdy, można więc przypadkowo spotkać dawno niewidzianych kontrahentów, odnowić znajomość i coś załatwić.
Podczas takich konferencji szefowie przedsiębiorstw nie podejmują zwykle decyzji ani nie podpisują umów, ale dużo ze sobą rozmawiają. W przerwach między panelami, no i na wieczornych przyjęciach firm. Jest ich wprawdzie mniej niż kiedyś, a fundatorzy nie zapraszają już na nie prawie wszystkich obecnych - w dobie kryzysu ostentacja nie uchodzi - ale wciąż pełnią one rolę nieformalnego forum polskich menedżerów. Biznesowi krynicka impreza się przydaje: świadczy o tym długa lista firm i instytucji, które wykładają pieniądze na jej organizację.
Przydaje się również miastu, choćby ze względu na promocję jego nazwy za granicą, mimo że parę tysięcy gości Forum na kilka dni burzy spokój tego uzdrowiska. Goście Forum sporo tu jednak wydają, a kuracjusze mają jednak dodatkowe atrakcje: można minąć się pod Pijalnią Główną z byłym prezydentem albo zagranicznym premierem, dostać autograf od Leszka Balcerowicza i zobaczyć "na żywo", jak znani z telewizji dziennikarze przepytują przed kamerą polityków - czyli otrzeć się o wielki świat.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















