Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Utożsamieni z fortepianem

Utożsamieni z fortepianem

07.12.2010
Czyta się kilka minut
Prof. Michał Bristiger: W kulturze europejskiej Chopin jest tą jedyną różą w XIX wieku, którą trzymamy w ręku. Ale kultura europejska to jest trzymanie w ręce bukietu. I to jest problem do którego kultura polska, a na pewno muzyka, nie jest przygotowana. Rozmawiał Jakub Puchalski
J

Jakub Puchalski: Kilka lat temu napisał Pan: "również w przyszłości miejsce muzyki Chopina pozostanie niezmienione"...

Prof. Michał Bristiger: Polacy utożsamili się z fortepianem. Ściśle biorąc, z geniuszem Chopina. Fortepian w kulturze XIX wieku jest niezwykle ważny. Ma stałe miejsce w salonie, służy do indywidualnego albo kameralnego uprawiania muzyki, jest sposobem czytania muzyki symfonicznej. Jest niezwykłym instrumentem. Ówczesna kultura uprzywilejowała fortepian i dlatego też pianiści mieli tak wielkie znaczenie.

Dzięki fortepianowi Chopin mógł być obecny nie tylko w świecie, ale także w Polsce - i to w Polsce w sposób specjalny, bo polska kultura w wieku XIX to przede wszystkim wciąż kultura dworków szlacheckich. Wpasowuje się więc idealnie nie tylko w wymagania duchowe Polaków, ale i w ich materialne możliwości.

I dlatego Norwid jest genialny, bo powiedział: uważajcie, można fortepian wyrzucić przez okno.

Ostrzeżenie, żebyśmy byli delikatni z tą materią. Czy byliśmy?... W XIX w. mamy więc Chopina postrzeganego przez pryzmat polonezów, mazurków, w którym jednak momencie następuje przełom? To chyba okres Młodej Polski, kiedy Chopin zaczyna być uważany nie tylko za kompozytora tańców, ale za dramaturga.

Nie przeceniałbym znaczenia poloneza - wszyscy polscy kompozytorzy pisali polonezy. Jeżeli chodzi o Chopinowskiego mazurka, to odegrał on niezwykle ważną rolę w przedstawianiu różnych możliwości duchowych tego gatunku, co dało później silny wpływ choćby u Skriabina i przede wszystkim u Szymanowskiego.

Szkoła krakowska, historyczna, potrzebowała Chopina w życiu narodu; widać to jeszcze wyraźnie u Paderewskiego. Natomiast dwudziestolecie zaczęło od tendencji artystycznych: "wiosną - niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę"... Jeżeli chodzi o to połączenie, o syntezę instrumentu narodowego i Chopina, jako twórczości narodowej, to tu już pani Janion musiałaby się wypowiedzieć, a nie ja, bo to jest jednak kontynuacja myślenia romantycznego. A w jaki sposób myślenie romantyczne będzie funkcjonować w WWW, to już muszą się zastanowić kulturoznawcy.

A jak cały ten kompleks problemów wygląda na tle kultury europejskiej?

W kulturze europejskiej Chopin jest tą różą, jedyną różą w XIX wieku, którą trzymamy w ręku. Ale kultura europejska to jest trzymanie w ręce bukietu. Z różnych spraw. I to jest problem, do którego kultura polska - a na pewno muzyka - nie jest przygotowana. Nie jest przygotowana strukturalnie do treści, które trzeba pokonać, bo te kwestie wiążą się z treściami ogólnokulturowymi i politycznymi.

Mentalnie nie jest przygotowana.

Tak. 200-lecie Chopina to jest wielka data, siłą rzeczy następną będzie 250-lecie. Ale rok 2011 też jest rzeczywistością. Ta rzeczywistość wymaga namysłu, z jakimi problemami mamy się spotkać. Mówi się, że najważniejszą sprawą jest edukacja, ale jaka to ma być edukacja - to właściwie jest z pewną nonszalancją - a może przezornością? - pomijane przez wielu ludzi.

Rozgrywa się Chopinem problem dumy narodowej - natomiast gdybyśmy zapytali: Chopin a romantyzm?... Tak, tu jest wiele do zrobienia. To jest odpowiedź na kwestię: "My mamy Chopina". Ale Niemcy mówią; "My mamy Bacha" i to znaczy coś innego.

Niemcy mogą też powiedzieć: "Mamy Schumanna, który też ma dwusetną rocznicę w tym roku". Rocznicę właściwie niezauważoną.

Jest takie podświadome poczucie, że jak się wiele dobrego zacznie mówić o Schumannie, to obniży się ten élan w stosunku do Chopina - że obok niego jest już drugi i ten drugi jest bardzo dobry i tak dalej. Niemniej znaczenie narodowe Chopina u Polaków jest inne niż Schumanna u Niemców, którzy mają też Schuberta.

Czy choćby Bacha i Beethovena. Chopin jest założycielski dla polskiej kultury.

Trzeba to widzieć jasno, z tym że Chopin jest tak oryginalny, że inni, z tym Schumannem właśnie, nie zastąpią Chopina. Jak więc może ten bukiet europejski powstać? Po pierwsze bukiet - tzn. każdy kwiat jest inny. I w związku z tym nie ma obaw, że tradycja narodowa nie będzie już odpowiednio kultywowana. Jeżeli, mówiąc obrazowo, mamy różne kwiaty w tym bukiecie, to trzeba wiedzieć, czym się różni róża od goździka. Biada kulturze muzycznej, jeśli ktoś powie, że dwie sonaty Chopina poznałem, a nie znam ani jednej sonaty Schuberta.

Czy fetowanie u nas Chopina bez tła, na którym funkcjonował, nie zamyka nas w jakiejś piramidzie, która jest formą doskonałą, ale nie da się z niej wyjść?

Dotknął pan trudnego problemu świadomości, której zresztą, jak sądzę, brakuje. To są poważne zagadnienia: jaki profil duchowy ma naród, co sądzi o sobie samym? Odpowiedzi mogą być zdobywane przez pracę analityczną i interpretacyjną albo przez samouwielbienie, które odcina się od innych źródeł kultury.

Tego właśnie można się chyba obawiać.

Ja też się obawiam, tylko ja tego nie mogłem powiedzieć, to pan powiedział.

Skoro powiedziałem, to też napiszę...

Wie pan, można sobie uchwalić, że wszystko jest tak wspaniale...

Niech wszyscy patrzą, jakiego mamy wspaniałego Chopina...

...a my będziemy opowiadać, co on robił z czwartku na piątek.

Robert Musil stwierdził, że dobre życie człowieka zależy od tego, czy dorównuje ono sztuce. Sztuce, która jest wysoko i w której się strasznie ważne rzeczy dokonują. Wielkie sprawy, które powinny być magnesem w tym normalnym życiu, pełnym trosk i problemów. Nie jest więc tak, że jacyś ludzie wymyślili sobie życie w sztuce, a inni akurat nie mają na to ochoty. Wszyscy powinni mieć ochotę, bo inaczej ich życiu będzie tego brakowało. To strasznie ważna sprawa, żeby była dobra sztuka.

Prof. Michał Bristiger (ur. 1921) - jest wybitnym muzykologiem, historykiem muzyki i krytykiem muzycznym. Ostatnio opublikował książkę "Transkrypcje: pisma i przekłady" (2010).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]