29 października autor “Struny światła" ukończyłby 79 lat. Dlatego w tym właśnie dniu Wydawnictwo a5 wespół z Galerią Bunkier Sztuki zorganizowały spotkanie poświęcone poecie. Wspominali Herberta i czytali jego wiersze Wisława Szymborska, Ryszard Krynicki i Adam Zagajewski, pokazano film zrealizowany w 1969 roku w Berlinie, gdy poeta przebywał tam na stypendium. Z Warszawy przyjechała Katarzyna Dzieduszycka-Herbertowa, z Londynu - Magdalena Czajkowska, która przed trzema laty opublikowała listy Herberta pisane do niej i jej męża Zbigniewa.
Zacznijmy od filmu autorstwa Lore Ditzen, którego nie obejrzą polscy telewidzowie, jako że II Program TVP nie wyraził nim zainteresowania. W odróżnieniu od filmów powstałych ostatnio u nas, zwłaszcza zaś skrajnie zideologizowanego “Obywatela poety" Jerzego Zalewskiego, ten skromny i piękny dokument nie zajmuje się niczym innym poza przybliżeniem postaci Herberta. Oglądamy fragmenty jego spotkania autorskiego w Akademie der Künste i jego berliński pokój, przedmioty na biurku i książki na półce, widzimy poetę szkicującego z zapałem profil greckiej rzeźby w muzeum w Dahlem. Zbliżenia twarzy, ciepły głos z namysłem, staranną niemczyzną odpowiadający na pytania, minimum komentarza.
Czy jest klasykiem? “Ta etykietka mnie irytuje - odpowiada Herbert (cytat w przekładzie Ryszarda Krynickiego, który nie tylko prowadził spotkanie, ale i debiutował podczas niego w roli lektora). - W ogóle nie lubię tej etykietki. (...) A jeśli już klasycyzm, to sądzę, że moim dążeniem jest równowaga między sentymentem, uczuciem - a ratio. Ale to za mało, żeby nazywać kogoś klasykiem". I jeszcze, zamiast komentarza, fragment prozy poetyckiej zatytułowanej “Klasyk" - o styliście i erudycie, który “W kamieniu nawet umie czytać. Tylko nigdy nie domyśli się, że żyłki marmuru w termach Dioklecjana to są pęknięte naczynia krwionośne niewolników z kamieniołomów".
O niejednoznacznym stosunku Herberta do tradycji antycznej, który wyraża się choćby w słynnym wierszu “Apollo i Marsjasz", a także o “klasycznych" i “romantycznych" cechach współistniejących w jego dziele i biografii mówił potem Adam Zagajewski. Założeniem wspomnieniowej części wieczoru było przywoływanie raczej osoby niż dzieła. Zagajewski pokazał nawet prezent od poety - krawat, szarozielony w niebieski wzorek. Wisława Szymborska podbiła słuchaczy anegdotą o tym, jak Herbert wzbudził popłoch wśród krakowskich znajomych, wcielając się telefonicznie w rolę niejakiego Frąckowiaka, poety z Jasła, który przybył z dwoma tysiącami sonetów w walizce. Ryszard Krynicki wspominał między innymi swoją pierwszą wizytę w redakcji “Tygodnika Powszechnego", dokąd w 1973 roku przyprowadził go właśnie Herbert.
A kulminacją wieczoru były wiersze. Każdy z uczestników wybrał trzy. Szymborska - “Pogrzeb młodego wieloryba" (zdradzający zdumiewające pokrewieństwo z jej własną poetyką), “Tamaryszek" i “Dlaczego klasycy". Zagajewski: “Pana od przyrody", wspomnianego już “Apolla...." i “Dawnych mistrzów". Krynicki - wiersze “Mój ojciec", “Do Henryka Elzenberga" i “Pan Cogito szuka rady".
Tego ostatniego jednak nie przeczytał sam; wiersz, który dał tytuł spotkaniu, usłyszeliśmy z płyty, w interpretacji Autora i z jego komentarzem. I jeszcze, na koniec, w tym samym wykonaniu - “Potęgę smaku". Wszyscy pewnie mieli to samo wrażenie: że Zbigniew Herbert jest wśród nas, że z uniesionymi lekko brwiami przygląda się tłumowi urodzinowych gości, których większość nie przekroczyła dwudziestego piątego roku życia, a niektórzy nie doszli nawet dwudziestki. I że chyba jest z tych urodzin zadowolony.
TF
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














