Uczniowski kosmos. Jak edukacja kosmiczna otwiera nowe drzwi dla polskiej młodzieży

Ze szkoły – o krok do kosmosu. Uczestnicy konkursu CanSat muszą podjąć się nie lada wyzwania. Polegając przede wszystkim na własnych siłach, entuzjazmie i umiejętnościach, muszą własnoręcznie zaprojektować i zbudować prototyp satelity, wielkości puszki po napoju.
Maciej Gała, Miron Kobylański, Michał Mrzyk i Michał Mueller z zespołu ReSat podczas kampanii startowej CanSat 2025 // Fot. Natalia Zalewska, Centrum Nauki Kopernik
Maciej Gała, Miron Kobylański, Michał Mrzyk i Michał Mueller z zespołu ReSat podczas kampanii startowej CanSat 2025 // Fot. Natalia Zalewska, Centrum Nauki Kopernik

Co daje uczniom takie wyzwanie i czego uczy kosmiczny konkurs - o tym w naszym dzisiejszym podkaście, realizowanym we współpracy z Centrum Nauki Kopernik, koordynatorem programu edukacji kosmicznej ESERO-Polska.

Odcinek powstał we współpracy z Centrum Nauki Kopernik, koordynatorem programu edukacji kosmicznej ESERO-Polska

Przeczytaj również artykuł: 

Pełna transkrypcja rozmowy

Poniższy tekst powstał w oparciu o transkrypcję maszynową, może zawierać usterki językowe.


Wojciech Brzeziński

Dzień dobry, nazywam się Wojciech Brzeziński, witam Państwa serdecznie w podcaście Tygodnika Powszechnego, podcaście, w którym dzisiaj będziemy opowiadali o tym, w jaki sposób tu, na Ziemi, możemy dosięgnąć kosmosu, a konkretnie jak mogą to zrobić uczniowie. być symulacjami misji kosmicznej, który polega na wynoszeniu minisatelity, czyli Cansata, który wykonuje zaplanowane dla niego wcześniej misje badawcze. o tym w naszym dzisiejszym podkaście, realizowanym we współpracy z Centrum Nauki Kopernik, koordynatorem programu edukacji kosmicznej ESERO-Polska. Naszymi gośćmi są pan Kajetan Rachwał, zwycięzca konkursu cansat z 2017 roku, który dzisiaj zajmuje się sztuczną inteligencją i robotyką. Witamy serdecznie. 

Kajetan Rachwał

Dzień dobry. 

Pan Aleksander Jasiak, koordynator programu ESERO Polska w Centrum Nauki Kopernik. 

Aleksander Jasiak

Dzień dobry

Jest z nami także Michał Mueller, lider zespołu RESAT, który zwyciężył w tegorocznej edycji konkursu Cansat

Michał Mueller

Dzień dobry, miło mi.

Zacznijmy może od rzeczy mniej przyziemnych. Co was w ogóle ciągnęło do tego kosmosu? I jako kogoś, kto projektował symulowaną misję kosmiczną, i jako kogoś, kto, że tak powiem, zajmuje się edukacją kosmiczną na co dzień.

Aleksander Jasiak

To może ja zacznę. Dla mnie kosmos zaczął się od ciekawego przedmiotu na studiach. Ja studiowałem geologię, tam był jeden przedmiot z geologii planet, było fajnie, poszedł licencjat, poszła magisterka, poszły badania, później jakieś łaziki marsjańskie i wtedy jak stwierdziłem, że fajnie się zająć edukacją, no to już była

jakaś moja działka, więc tak trochę już na studiach, już na studiach, co? Trochę mnie tutaj Już na studiach, co? Trochę mnie tutaj od takiego... Trochę później niż chłopaki.

Kajetan Rachwał

W moim przypadku trudno powiedzieć do końca o jakimś konkretnym bodźcu, bo był to raczej przypadek. W naszym liceum po prostu w poprzednich latach wysłaliśmy drużynę na cansaty i nauczyciel uznał to za punkt dumy, jeżeli udało się zebrać po prostu drużynę do projektu i zebrać, wysłać. I w ten sposób wylądowałem, zacząłem wylądowałem, zacząłem się interesować kosmosem.

Czyli to nie jest tak, że zaczynaliście od, nie wiem, oglądania Star Treka, a później się rozwinęło?

Aleksander Jasiak

Są jakieś seriale, czy coś takiego, co od kosmosu mi się podobają, ale faktycznie takiego typowego zainteresowania kulturowego nie mam.

Kajetan Rachwał

Ja również nie. To dla mnie nawet pierwsze takie zetknięcie się z wieloma instytucjami i misjami kosmicznymi i w ogóle jako konceptem.

Jakie były te pierwsze wrażenia?

Kajetan Rachwał

Niesamowite. Nie wiem, na początku, kiedy w ogóle zaczynałem zabawę z cansatem, nie wiedziałem, jak szeroka jest działalność kosmiczna, jak szerokie są przeprowadzane badania i jak dużo poza tym prostym, w cudzysłowiu, wysyłaniem rakiet w kosmos dzieje się w całej sferze powiązanej z działalnością ESA i NASA i innych agencji kosmicznych.

To może zacznijmy od samego początku. Co to właściwie są cansaty? O co chodzi w tym konkursie? Na czym on polega?

Aleksander Jasiak

To może ja powiem. Może ja zacznę. cansaty to jest projekt Europejskiej Agencji Kosmicznej, który się dzieje w kilkunastu krajach na naszym kontynencie. U nas w Polsce my jako Centrum Nauki Kopernik go koordynujemy przy współpracy firmy Boeing, która nam pomaga finansowo w tym. No i o co w nim chodzi? Chodzi o to, żeby osobom w szkołach średnich, czy to będzie liceum, czy to będzie technikum, dać zadanie, my tak o tym myśleliśmy już od kilku lat, ono jest dość z naszej perspektywy za trudne i zobaczyć jak sobie poradzą. I ono jest bardzo skomplikowane za trudne i zobaczyć, jak sobie poradzą. I ono jest bardzo skomplikowane i przez to jest takim poligonem doświadczającym, w sensie poligonem do sprawdzenia różnych kompetencji,

rozwinięcia różnych kompetencji, bo to jest nie tylko umiejętność skonstruowania oprzyrządowania elektronicznego, zaprogramowania go, ale też w ogóle pozyskania środków, czy to od gminy, czy to od firm, czy to od Rady Rodziców, czy to z bardzo różnych miejsc, rozpromowania tego projektu, współpracy wewnętrznego, jakiegoś takiego docierania się międzyosobowego i też rozwiązywania problemów. Wydaje mi się, że to jest clue. W sensie, bo tutaj na każdym etapie pojawia się jakiś problem, z którym trzeba przeskoczyć, ale to ja tu nie mam najlepszego doświadczenia, więc może oddam głos Kajetanowi, jak z twojej perspektywy.

Kajetan Rachwał

Właśnie jako część takiej edukacji nieformalnej, jako taki dodatek powiedzmy do tej typowej edukacji szkolnej jest to jedna z bardzo rzadkich takich okazji dla uczniów liceum, żeby móc sprawdzić trochę swoje umiejętności w niestandardowy sposób. W nie sposób oparty na testowaniu, że trzeba napisać odpowiedzi na kartce i zobaczyć, czy są dobre, czy nie, tylko na faktycznym, praktycznym przykładzie. I tak jak mówił Olek, projekt jest za trudny, jest bardzo wielodyscyplinarny, jest bardzo wiele tam rzeczy powiązanych i jest faktycznie za duży dla jednej osoby. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której jest jedna osoba, która jest w stanie wyciągnąć całą drużynę. Wymaga bardzo dużej kooperacji, wymaga wielu dyscyplin, wymaga wielu różnych perspektyw, żeby doprowadzić ten projekt do sukcesu i jednocześnie jest przy tym motywujący i satysfakcjonujący dla uczestników w trakcie całego działania konkursu. Ludzie się uczą, ludzie się bawią i mają okazję naprawdę niesamowitych doświadczeń.

Michale, ty mi powiedz, co tak naprawdę w tym roku zrobiliście, co pozwoliło wam wygrać ten konkurs? Na czym polegał wasz projekt? Dobrze, więc nasza misja dodatkowa składała się z...

Michał Mueller

W sumie to odzyskiwaliśmy energię elektryczną z spadku naszej satelity, czyli w momencie, w którym cansat spadał z tych dwóch kilometrów, spadochron specjalnie zamodelowany kręcił się w jedną stronę, a cansat dzięki skrzydełkom, które były do niego przyczepione, kręcił się w drugą stronę. byli go przyczepione, kręcił się w drugą stronę. I tam poprzez silnik dynamo było generowane napięcie, które ładowało kondensator w środku cansata. Także to była nasza misja dodatkowa i udała się na testach. Na kampanii startowej niestety nie, ale przez to, że mieliśmy tą podstawę z testów, wyciągniętą, że okej, działa nam to, byliśmy w stanie przekonać organizatorów,

że faktycznie ten pomysł ma sens. 

Mówimy tu cały czas o urządzeniach wielkości puszki coli mniej więcej, tak?

Michał Mueller

Tak, tak. To jest urządzenie 66 mm średnicy na 115 mm wysokości. Także to jest to, było wszystko ciężko tam mu wpchać. 

Aleksander Jasiak

Ja trochę dodam tutaj, że właśnie coś takiego jak to, że misja podczas kampanii startowej się nie powiedzie, to jest zaskakująco częste w naszym konkursie. I to też nie sprawia, tak jak właśnie w przypadku Resatu, że taki zespół wtedy nie wiem, czy mógłby być odrzucony, czy gorzej oceniony, bo my też tutaj razem z jury konkursowym oceniamy i jakąś innowacyjność tego projektu i też drogę zespołu przez pół roku, które trwa ten konkurs. I też tak właśnie w sektorze kosmicznym jest, że czasem po prostu jest losowy przypadek, który sprawi, że nawet miliardy pójdą z dymem, ale to nie znaczy, że ten rozwój już nie naszedł. Ale jeszcze dodam trochę, bo Michał użył określenia misja dodatkowa, bo w ogóle w konkursie są dwie misje, które zespół właśnie w tej takiej puśce po napoju w takim rozmiarze ma zmieścić i jedna to jest misja podstawowa, czyli bardzo proste rzeczy typu nadawanie sygnału radiowego do bazy naziemnej, wykonywanie pomiarów ciśnienia, umiejętność tego przeliczenia na wysokość. Takie były bardzo duże podstawy, a misja dodatkowa to już jest stricte kreatywność zespołu,

że tutaj my nic nie narzucamy, dajemy tylko rozmiar, dajemy tylko, że mam nie być pirotechniki i lećcie zgodnie z waszą fantazją. Więc tutaj właśnie ta misja, którą opisywał Michał, to właśnie ich pomysł. To nie jest tak, że ktoś to zespołom narzuca.

Fantazji nie brakuje. Kajetan, wy co tam dopchaliście jeszcze do tego swojego cansacika?

Kajetan Rachwał

My mieliśmy kilka różnych śmiesznych misji dodatkowych. Był tam jakiś pomiar, bardzo dokładny pomiar pozycji oparty na dwa systemy, oparty o dwóch systemach nawigacji inercjalnym i globalnym, czyli GPS i różne rodzaje pomiary, które pozwalają bieżyć dokładnie przyspieszenie i prędkość puszki w trakcie jej spadku. Natomiast na pewno chciałem jedną rzecz dodać do tego, co właśnie powiedział Olek i wcześniej Michał na temat właśnie tych, że nie chcę używać słowa porażka, bo to jest jedna właśnie z rzeczy, które wydawały mi się bardzo fajne w tym konkursie. Mój zespół również w trakcie kampanii startowej jedna rzecz nie zadziałała i była panika, bo jest kampania startowa i następnego dnia trzeba było wykonać prezentację wyników. Wyników częściowo nie mieliśmy, ponieważ nastąpiła awaria, więc zamiast wyników przedstawiliśmy urządzenie, a dokładniej tą część urządzenia, która się zepsuła. Nam się przesunął lut, w trakcie lutowania się poluzowało, to przetrwało nadawanie sygnału. Nasz elektronik w zespole znalazł dokładnie to miejsce i pamiętam bardzo dobrze wielkie powiększone zdjęcie tego, co tam poszło nie tak. To jest właśnie wydaje mi się jedno z takich bardziej pozytywnych wspomnień właśnie z tego powodu, że tak jak typowo szkoły mają może tendencję do tego, żeby karać za to, że coś może właśnie poszło nie tak. W ostatnim, na ostatniej prostej w rozwiązywaniu zadaniem matematycznego pomyliliśmy plus z minusem, no i pozamiatane. To tak w wypadku cansatu, w wypadku często innych projektów w edukacji nieformalnej jest to taki bardzo duży plus, że nie liczy się tylko ten końcowy wynik, ale właśnie ta droga jest czymś, co napędza ocenę zasadniczo.

Niech agencja kosmiczna, która nie straciła satelity za miliard, bo sprężynka nie zadziałała, a pierwsza rzuci kamieniem. To chyba jest norma. Ale rozumiem, że połowa lekcji z tego wszystkiego to jest właśnie próba po pierwsze rozwiązywania problemów, a po drugie wyciągania wniosków z własnych błędów.

Kajetan Rachwał

To są setki zrzutów po prostu na początku. To był pierwszy spadochron, który ja zaprojektowałem w życiu. Myślę, że to nie jest rzecz, którą nie spodziewamy się raczej zadziała. Więc bierzemy faktyczną puszkę od coli, wypełniamy ją wodą, zrzucamy, zrzucamy, zrzucamy, aż nie utrzyma się trochę w powietrzu, żebyśmy mieli jakąś taką...

Więc to są cały czas próby i błędy, to jest cały czas próba wymyślania tego, co poszło nie tak i człowiek się uczy w ten sposób naprawdę, wydaje mi się, dużo szerszych też informacji, niż gdyby miał tak po prostu przeczytać w podręczniku o rozdziału w spadochronie. Po przeczytaniu informacji w podręczniku człowiek nie umie, w sensie w moim zespole nie umieliśmy zrobić działającego spadochronu.Trzeba było coś jeszcze tam dodać.

Michał, co dla Ciebie było taką najważniejszą lekcją? 

Michał Mueller

Najważniejszą lekcją to na pewno ze względu na to, że my byliśmy, no pracowaliśmy zdalnie, też nie byliśmy na miejscu, było bardzo ciężko, żeby się dogadać. To chodziło o to, że na przykład mieliśmy dwie osoby, które bardzo blisko ze sobą współpracowały w zespole, bo po prostu musieli. Była to osoba, która zajmowała się modelowaniem 3D naszego satelity i osoba, która zajmowała się elektroniką. I ta osoba, która zajmowała się tą elektroniką nie umiała do końca wytłumaczyć, co jej nie pasowało człowiekowi, który zajmował się designem 3D, bo byli na dwóch różnych końcach Polski. No i potem tam coś milimetr się nie zgadzał. No i jak to mu wytłumaczyć, żeby to wszystko się zmieściło w środku, jak to wszystko zrobić, żeby nie przejść tych też, no żeby to nie było za duże, bo jeżeli satelita będzie za duża, no to też wtedy się nie mieścimy w ramach konkursu, no i jest niefajna sytuacja, no i, ale tak, to najbardziej co mnie to nauczyło, to też takiego, no takiego spokoju, w znaczeniu, że okej, nie możemy czegoś zrobić teraz, bo dosł bo to sobie czasami jak ja na przykład jest teraz w Anglii a przyjeżdżam co 6 tygodni do Polski nie mogłem czegoś zrobić takiego fizycznie w momencie jednym i trzeba było sobie bardzo dobrze tą pracę rozplanować że jak ja przyjeżdżam potem do Polski na 2-3 tygodnie że to wszystko mogę przekazać zespołu to z czym ja się zajmowałem w naszym przypadku też zajmowałem się spadochronem i adapterem do spadochronu i to też była duża część naszego pomysłu przez to, że ten spadochron miał się obracać. No i przez te ramy czasowe, przez to, że ja nie byłem cały czas w Polsce, no to to mnie dużo nauczyło, że trzeba było bardzo dobrze sobie planować czas. To na pewno ten konkurs też dużo uczy, bo też to trzeba pogodzić ze szkołą i to nie jest takie oczywiste, bo no zajmuje to często kilkanaście godzin tygodniowo. Jak było z kampanią startową, no to nawet więcej przed wysyłaniem raportów, no to siedzieliśmy z chłopakami po kilka dni, kilka godzin. Więc to tak, to na pewno jak chodzi o zarządzanie czasem, to się dużo nauczyłem.

Ale to też jest dla mnie fascynujące, szczerze mówiąc, bo okej, takie twarde umiejętności, wiedza fizyczna, techniczna to jedno. Natomiast tutaj z tego co rozumiem komunikacja, organizacja, zarządzanie czasem, czyli takie rzeczy, których z podręcznika się nie nauczysz tak naprawdę, nie? To jest coś, co musieliście mieć bardzo szybko przećwiczone.

Michał Mueller

Tak, oczywiście, że też te umiejętności techniczne, no wiadomo, bez umiejętności programowania, bez znajomości jakiegokolwiek programu do modelowania 3D, no ciężko by było zrobić tę satelitę, żeby ona faktycznie była złożona i poleciała w tym kancacie. Ale tego się też, jak się ma jakiekolwiek podstawy tych umiejętności, to tego się idzie nauczyć w trakcie. Natomiast z tymi umiejętnościami, takimi typu komunikacja i zarządzanie czasem, to jest super, jak chodzi o ten konkurs, że to łączy w sobie i umiejętności techniczne, i właśnie takie dogadywanie się z zespołem.

To jest też trochę tak, że pewnie... Okej, właśnie chciałem ciebie wywołać, więc bardzo się cieszę, że zacząłeś, natomiast pozwól, że tak powiem pchnę w kierunku. Dla kogo te konkursy są? Podejrzewam, że większość ludzi od razu pomyśli, o dobrze, muszę być świetny z matematyki, muszę być świetny z fizyki, muszę mieć już na dzień dobry określony zasób umiejętności technicznych, inaczej nie ma co tutaj w ogóle podchodzić. Kto tak naprawdę startuje? Dla kogo ten konkurs jest? Dla jakich ludzi?

Aleksander Jasiak

W konkursie cansat akurat wydaje mi się, że tutaj przynajmniej jedna, dwie osoby w zespole musi już być jakoś wkręcona w takie majsterkowanie, trochę w jakąś może elektronikę, może programowanie, ale te dwie osoby przez tą zajawkę, czy jedna, czy dwie, mogą wciągnąć całą resztę zespołu, która nawet by, w sensie tak jak my

ze strony organizatorów to obserwujemy, która nawet nie miałaby takiego jakiegoś zainteresowania. Na przykład są osoby, które zajmują się komunikacją zespołu, w sensie takim cudzysłowie PR-em. I tutaj można to robić w każdym możliwym temacie, a ten właśnie taki konstruktorski, kosmiczny akurat z tego doświadczenia później u tych osób zostanie. Więc w Kansacie tutaj takie z mojej perspektywy takie zalążek kogoś,

kto już ma takie jakieś kompetencje właśnie konstruktorskie czy majsterkowiczowskie jest przydatne, ale też mamy tutaj jako program edukacji kosmicznej w Koperniku też inne takie działania, które nie wymagają tego, czyli na przykład można zaprogramować komputer, który jest na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i to można w bardzo prostym języku programowania, nie masz doświadczenia i tak dasz radę. Więc to też nie jest tak, że tylko właśnie dla osób już na samym początku z jakimś zestawem kompetencji te konkursy organizujemy. Tutaj mam wrażenie, że jest dla każdego coś dobrego, ale właśnie ciekaw jestem jak chłopaki właśnie wchodząc w cansat jak wasze zespoły, jak u was to wyglądało.

Kajetan Rachwał

Kiedy jeszcze to byłem, byłem w liceum. Mieliśmy też, tak jak mówiłeś, mieliśmy ten zalążek. Mieliśmy osobę, która była naprawdę wymiataczem, że tak powiem. Jeżeli chodzi o elektronikę, modelowanie 3D, drukowanie 3D. Miał własną drukarkę 3D już w pierwszej klasie liceum, a drukował płytki PCB. I to myślę, że była dla nas bardzo ważna część, ale tak jak mówiłem wcześniej, to nie było coś, co sam by tego projektu nie zrobił.

Cała reszta naszej drużyny miała względnie trochę ukierunkowane zainteresowania na profil matfiz.inf, z wyjątkiem osoby odpowiedzialnej za komunikację, która była na prawidłach prawniczych w ogóle w zupełnie innym liceum, bo wiedzieliśmy, że będzie to bardzo ważne, żeby mieć tą komunikację, a mimo tego trochę nie czuliśmy się wtedy

na siłach, żeby po prostu w jakiś sensowny sposób rozmawiać z mediami, rozmawiać z instytucjami pokroju urzędów miasta i to też okazało się być bardzo ważnym aspektem tej całej kooperacji, żeby jednak uzyskać te fundusze, żeby dało się z czegoś zbudować

tą puszkę. A tak to też, jak to mówisz, mieliśmy różne poziomy doświadczenia, mieliśmy bardzo różne zainteresowania, mieliśmy osoby, które były zainteresowane programowaniem, ale w kierunku front-endowym i z tego powstała bardzo ciekawa, myślę, część naszej wizji, to jest, mieliśmy bardzo na żywo, mieliśmy wizualizację tego, w jakim kierunku puszka cansat spadał. Więc my widzieliśmy, jak się obraca w momencie, kiedy ona spadała z tej rakiety. I to wymagało takich rzeczy, które może nie są nawet typowo powiązane z działalnością kosmiczną, bo to jest frontend, to są strony internetowe. Też ciekawa sprawa, ale przynajmniej się nigdy nie kojarzyłoby z piszeniem z kosmosem. Więc można misje dodatkowe dostosować do własnych zainteresowań.

To jest jedna z bardziej, wydaje mi się, ciekawszych części tego projektu, że można faktycznie trochę wyrazić siebie w tym.

To jest ciekawy wątek swoją drogą, ten o komunikacji. Bo zdaje się, że jedną z rzeczy, o której musieliście się starać robiąc te projekty, byli choćby sponsorzy. To jakby dla kogoś, kto jest w liceum, no kompletnie obcy świat. Najczęściej

Kajetan Rachwał

tak mi się wydaje, że nie ma za bardzo z tym doświadczenia, że jest to jakiś ten, trzeba kogoś przekonać, żeby żeby, nie wiem, żeby po prostu chciał dać pieniądze za darmo. I to wymaga jakiegoś ten, my mieliśmy taką strategię, właśnie wymyśliła ją ta osoba od nas odpowiedzialna za komunikację, że najpierw znajdziemy jakieś instytucje i media, które będą chciały o nas powiedzieć, wypowiedzieć się i dopiero potem będziemy próbowali przekazać do jakichś innych organizacji, firm na przykład, zapytać się, czy by nam nie chcieli czegoś tutaj za darmo, w zamian za profil na Facebooku, który staraliśmy się się jakoś rozbudować. I to był taki pomysł. Wyszło OK. W sensie udało się zbudować puszkę, ale mieliśmy też po prostu bardzo duże wsparcie ze strony szkoły i bardzo duże wsparcie ze strony miasta. O tym względem. Ale jestem ciekawy jak to się zmieniło przez ostatnie te parę lat kiedy które minęły, bo wtedy też cansaty były mniejszym konkursem wydaje mi się. Może teraz jest bardziej rozpoznawalny. i myślę, może teraz jest bardziej rozpoznawalny, może stało się to w jakiś sposób łatwiejsze?

Michał Mueller

No to u nas to wyglądało tak, że pierwszego sponsora takiego bardzo dużego, jak chodzi o finanse, to zgarnęliśmy XCOM. No i to brzmi, że tak powiem, nie chcę tego mówić w ten sposób, ale też konkurs cansat urósł i wydaje mi się, że przez to, że troszeczkę bardziej był rozpoznawalny, udało nam się tego sponsora zgarnąć. Oczywiście przed tym mieliśmy też bardzo ładnie rozbudowanego Instagrama właśnie przez naszą osobę od PR-u i to podziałało w ten sposób, że ok, mieliśmy rozgłośnie też, pojawił się u nas artykuł na Astronecie, inne pomniejsze artykuły też na innych stronach, no i przez to było łatwiej zgarnąć tego sponsora. No i potem jeszcze drugim naszym sponsorem finansowym była Ochota na Naukę. To jest taki program dla uczniów z Warszawy, a że mieliśmy jedną osobę z Warszawy, to się nam udało załapać. Więc to po prostu trzeba na różne sposoby. To jest trudna sprawa, to nie jest takie łatwe jak się wydaje, że o, napiszemy do jednej firmy i nam dadzą pieniądze i zbudujemy sobie satelitę za 2000 zł. No tak to nie wyglądało, ale no krok po kroku napisało się 10 e-mailów, 8 osób nie odczytało, 2 osoby odczytały, jedna się zgodziła. No i tak to wyglądało. Przez to, że mieliśmy właśnie tą osobę od PR-u, która nam budowała Instagrama, która też zajmowała się artykułami. No i przez ten outreach doszliśmy do tych sponsorów. No i powiem, że no było to wyzwanie. To na pewno też kolejna część tego konkursu, że trzeba znaleźć sponsorów, tak jak to ma miejsce, nie wiem, podejrzewam, że jak są misje potem kosmiczne też Europejskiej Agencji Kosmicznej czy jakichkolwiek innych startupów w Polsce, no to oni też sobie muszą właśnie sponsorów znaleźć, więc to też było uczące na pewno przeżycie.

Olek, czy to z założenia jest tak, że wy chcecie, żeby oni de facto od zera budowali coś na kształt startupa, robiąc tego cansata?

Aleksander Jasiak

W takich słowach o tym nie myśleliśmy. Myślimy o tym raczej w kategoriach, w sensie można tak to przemodelować, żeby powiedzieć ci tak, słuchaj, właśnie tak pomyśleliśmy, ale my bardziej myślimy o tym z poziomu kompetencji. W sensie właśnie zastanawiamy się w Centrum Nauki Kopernik, co my chcemy, żeby ci uczniowie w Polsce nabywali,

i w czym my możemy akurat pomóc. I tutaj są właśnie te taki katalog kompetencji, które uważamy, że są kluczowe i to nie tylko w tym działaniu, ale też nasze wystawy na tym się opierają, czy nasze programy dla nauczycieli. W sensie, że na budowaniu takiej trochę samodzielności poznawczej młodej osoby, żeby tutaj na przykład na bazie rozwiązywania tych problemów, które narastają, czy to w sprzętowych rzeczach, czy organizacyjnych, widziała swoją sprawczość w takim kształtowaniu swojego otoczenia i rozwiązywaniu tych problemów, ta kooperacja, tutaj to, co wcześniej Kajetan mówił,

że tego się nie da zrobić solo, tutaj musisz zgrać się z innymi osobami, to jest nowe doświadczenie. W sensie w szkole tutaj staramy się podczas współpracy na różnych polach z nauczycielami właśnie rozwijać też u nich, nie tylko u uczniów, czy u uczennic, ale też u edukatorów, edukatorek. Właśnie takie sposoby, żeby ta współpraca mogła być realna. Nie tylko, że siadamy sobie czwórkę przy stoliku i jedna osoba zrobi, a reszta ma odfajkowane, tylko właśnie, żeby zadanie wymagało użycia kompetencji wszystkich zaangażowanych. I właśnie my z takiego poziomu kompetencji, które chcielibyśmy pomóc budować w sobie młodym osobom, to bardziej od tego wychodzimy niż od tego, co byśmy chcieli osiągnąć właśnie jako taka struktura, tak jak mówiłeś, startup, chociaż tak to może też wyglądać.

Ale w końcu przychodzi ten decydujący w sumie moment, no decydujący jak nie decydujący, ale na pewno najbardziej emocjonujący, czyli sama już kampania startowa, tak? Jak to wygląda, co się wtedy dzieje?

Michał Mueller

Na początku spotkaliśmy się ze wszystkimi drużynami w takim hotelu blisko Pustyni Błędowskiej, tam nastąpiły prezentacje wszystkich pomysłów, już wiadomo, żeby też wszyscy zobaczyli, z czym przyjechaliśmy i żebyśmy zobaczyli też prace innych i sam pomysł. I potem nastąpiła też wstępna jakby sprawdzenie też parametrów satelity, czy się mieści masa i też rozmiar w ramach konkursu. To też było ważne. No i nam się tam właśnie nie mieściło. Mieliśmy dwa gramy za dużo i musieliśmy piłować w nocy, więc to też jest część konkursu, że w noc przed kampanią startową wszystkie drużyny, naprawdę wszystkie drużyny, z tego co rozmawialiśmy, nie wiem jak to wyglądało w przypadku twoim, Kajetan, ale u nas wszystkie drużyny po prostu w noc jeszcze przed kampanią startową pracowały nad najróżniejszymi sprawami. No i komuś tam nie działała komunikacja, komuś się zepsuł jakiś tam czujnik, komuś się zepsuła karta microSD i potem druga drużyna im pożyczała, więc tam było dużo, naprawdę dużo różnych akcji takich. No ale potem jak już wszyscy sobie złożyli swoją satelitę do końca,

to drugiego dnia rano pojechaliśmy na Pustynię Błędowską. Tam jeszcze nastąpiły rozmowy z jury. Ostatnie rozłożenie stacji naziemnej z anteną i za wszystkimi, no całą stację naziemną komunikację też przetestowaliśmy i nastąpił start rakiety. I potem naprawdę działo się dużo. Niektórzy pogubili swoje cansaty, komuś się ten cansat zaplątał o rakietę i inni też pogubili komunikację. No naprawdę, to jest to, że jak się cokolwiek udało, czy ktoś komunikację nie zerwał, czy komuś się udało, czy tej misji głównej, to naprawdę było dużo szczęścia. No i bardzo to było emocjonujące, jak się udało cokolwiek po prostu wyciągnąć z tej misji. I tak, no i na końcu jeszcze zrobiliśmy sobie zdjęcia wszyscy ze wszystkimi zespołami. Naprawdę super tam była atmosfera. Nie było takiej rywalizacji, że o, ja ci tam nie dam tych danych, czy nie powiemy wam tych koordynatów, gdzie poleciały cansaty, tylko wszyscy się wspierali. Ktoś tam nam pożyczył jeszcze przed startem sprzęt potrzebny, żeby jeszcze coś skręcić.

My też innym pożyczyliśmy nasze dane. Ktoś tam jeszcze komuś właśnie dał tą kartę micro SD, więc super była atmosfera podczas kampanii startowej. No i wszystko się tak zamknęło około 15. I tak wtedy wszystkie cansaty zostały znalezione. Tak to wyglądało z naszej perspektywy.

Kajetan, u Ciebie równie dramatycznie?

Tak, pod tym względem wydaje mi się, że niedużo się zmieniło przez te lata. W naszym wypadku, to akurat nie była karta SD, to były akumulatory, akumulatory, które do nas przyjechały z dalekich wysp czy lądów. Stwierdziły, że przestaną do końca z nami współpracować i zbyt szybko się rozładowywały. Mieliśmy obawy, że po prostu nie wytrzymają całego lotu. Na szczęście mieliśmy parę z zapasowych, jakoś się to udało wszystko rozwiązać. Ten duch współpracy między wszystkimi drużynami, które względnie ze sobą konkurowały i to, że nic nie działało przed startem, to jest bardzo zgodne z moimi przeżyciami. Jedna rzecz, której nie wiem, może nie wspomniałeś Michał, ale w naszym przynajmniej wypadku po kampanii startowej była prezentacja wyników z tego samego lotu i to dla nas była taka już absolutnie najcięższe przeżycie. W sensie sam start był taki, był ekscytujący, było trochę tego strachu, ponieważ nie wiadomo, czy taki cansat się znajdzie, czy nie, bo kiedy one już spadną z tej puszki, komunikacja się zerwie, to nie ma sposobu na to, że puszki spadną, z rakiety spadną. Ważne rozróżnienie. Nie ma żadnego sposobu na to, żeby wiedzieć, czy on wróci do nas, czy nie. Jeżeli nie wróci, to wszystkie dane, które się ma, to są dane, które zostały otrzymane przez radio, a nie z tak zwanej czarnej skrzynki tej karty SD, która znajduje się na pok, czy się nie udały. To też jakby, bo mamy te misje dodatkowe, mamy te misje minimalne, to trzeba jakoś stwierdzić, czy sensory zadziałają poprawnie. No i w naszym przypadku to była praca, no skończyliśmy prezentację na dwie godziny przed, ale nie dlatego, że zaczęliśmy trzy godziny przed, tylko trwało to de facto od momentu

otrzymania danych. Siedzieliśmy i procesowaliśmy to wszystko, co się działo na pokładzie w trakcie tego paruminutowego spadku.

To jakie to jest uczucie, jak widzicie, że coś, nad czym spędziliście tyle czasu, odlatuje hen w siną dal na pokładzie rakiety i już nic nie możecie zrobić?

To był taki stres. Ja pamiętam, że jeszcze właśnie na 20 minut przed startem nam się zerwała jedna linka ze spadochronu i trzeba było ją na szybko tam wszywać do środka. No i to było po prostu, to była abstrakcja jeszcze, zwłaszcza, że potem się to przedłużało, bo jednej drużynie nie działał GPS i chcieli coś tam jeszcze naprawiać i godzinę dłużej czekaliśmy, no i tak narastały te emocje. W końcu potem jak rakieta wyleciała, to też my mieliśmy, mieliśmy taki interfejs na laptopie z danymi w czasie rzeczywistym, no i patrzyliśmy co się tam dzieje. No i widzimy, ok, spadochronręg się rozłożył, spada ze stałą prędkością, ale nie ma napięcia na silniku. No i dlaczego się tak stało? No i właśnie ta linka, którą wszyliśmy jeszcze tam na... Nie pamiętam, ile to było dokładnie, czy 5, czy 10, czy 15 minut przed startem. Ona się zerwała i weszła w wał silnika między adapter i ciało, no i kancata i się to nie mogło kręcić. Więc już to widzieliśmy wtedy w czasie rzeczywistym, w momencie, w którym się to nie mogło kręcić. Więc już to widzieliśmy wtedy w czasie rzeczywistym, w momencie, w którym się to działo. No i to było takie, no nie zadziałało, ale na pewno się też cieszyliśmy,

bo komunikację nie straciliśmy ani na sekundę. Misja podstawowa, przepraszam, wyszła, ładne wykresy dostaliśmy, więc było to na pewno mocno ekscytujące, ale szczególnie, że to widzieliśmy w czasie rzeczywistym, co się dzieje z tą satelitą. Gorzej jakbyśmy stracili komunikację, no i co wtedy? No i nic, nie wiem, co się dzieje. Nie wiem, czy tak inne drużyny tego doświadczyły, ale tak, to na pewno było bardzo emocjonujące. Jest to też takie, jest dużo, w całym tym procesie jest bardzo dużo niepewności i ona nie wynika tylko z tego, że jakby my wiemy, że wszystko to, co my zrobiliśmy poszło nie tak, ale też z takiej zwykłej świadomości, że świat jest po prostu ten. Tak jak mówiłem, cansat może zostać nieznaleziony, może wpaść na drzewo, linka może się zerwać, zrobić coś takiego. To są siły losowe. Istnieją również warunki pogodowe. To jest, wydaje mi się, można to porównać z prawdziwymi misjami kosmicznymi, gdzie jeżeli wilgotność jest o parę procent nie w tą stronę, to nie, nie będziemy nic odpalać, no nie można. Za duże ryzyko, a tutaj jakby ono jest trochę to wbudowane i nikt nie będzie przenosił całego konkursu, żeby przełożyć wystrzał rakiety. Więc to są bardzo intensywne emocje, mając po prostu świadomość ile pracy w to weszło, ale przynajmniej w wypadku mojej drużyny, ja to bardzo dobrze pamiętam, że jak dostaliśmy informację o starcie, to myśmy takie, dobrze, jak się dzieje, wola nie ma. Będzie, spadnie, spadnie, nie spadnie, no już nic z tym nie zrobimy. Już wtedy było trochę tej satysfakcji z tego, że doszliśmy do tego momentu, że ta puszka faktycznie wyleciała, że się udało.

Olek, to może teraz pytanie do ciebie, bo tak słucham tych opowieści, opowieści naszych zwycięzców i mam pytanie do ciebie jako człowieka, który ma w tych sprawach doświadczenie. Czy ten poziom emocji to jest coś normalnego w takich konkursach inżyniersko-naukowych, czy to jest coś, co właśnie ta edukacja kosmiczna ma w sobie wbudowanego, co daje jej aż taką siłę? Czy to jest, takie emocje to jest norma?

Aleksander Jasiak

My staramy się, żeby nie tylko przez to, jakie to jest zadanie, ale też w ogóle tematyka ta kosmiczna, którą chcemy wprowadzać do edukacji, po to ona jest, żeby te emocje były, żeby było to zainteresowanie zadaniami, czy to właśnie tutaj takie po prostu stanie na szpilkach, co się stanie z moim mini satelitą. To jest jedna rzecz, ale też druga rzecz to jest to, że jak na przykład mamy programy dla nauczycieli, gdzie mogą te same prawa fizyczne, które i tak są na lekcjach, wprowadzić używając jakiejś analogii do misji kosmicznej, do jakiejś mechaniki nieba. W sensie tutaj można dodać coś takiego niecodziennego, co budzi emocje i my też wierzymy, że to jest bardzo ważne

w procesie edukacyjnym, żeby te emocje, tak jak tutaj, po prostu takie żywe emocje, te konkursowe, ale też po prostu emocje, które są związane z niecodziennością, z takim zachwytem, który możemy pamiętać na przykład z dziecięctwa, że tak jak większość dzieci ma ten etap dinozaury, archeologia i kosmos. I można się trochę cofnąć te kilka lat i wtedy nauczyciel może właśnie skropnąć to zainteresowanie. I to, że można tak bardzo skrótowo powiedzieć, wtedy edukacja lepiej działa. Ale w sensie to jest bardzo skrótowe myślenie, bo z jednej strony lepiej działa, bo lepiej się przyswaja wiedzę, ale też nie tylko o przyswajanie wiedzy chodzi, chodzi też właśnie o to, co chłopaki opisywali, o nabywanie tych kompetencji, o to, co niecodziennie wiążemy z taką edukacją szkolną, chociaż można, że tutaj nabywanie takich kompetencji, czy pracy w zespole, czy rozwiązywania tych problemów, czy na przykład tak jak tych sponsorów szukanie, a to jest cenne i w ogóle po to robimy ten program SRO, czyli edukacji kosmicznej, bo wierzymy trochę poza tym, że to jest wprowadzenie ciekawych kompetencji dla uczniów,uczennic, ale też wierzymy, że to jest taki trochę impuls, żeby też tak górnolotnie myśleć, że tak możemy za te kilka, kilkanaście lat budować jakąś konkurencyjność naszej gospodarki. W sensie to też jest ten poziom myślenia, który razem z Europejską Agencją Kosmiczną tutaj dzielimy trochę, że i polski i europejski gospodarka też zyskuje na tym,

że takie fajne doświadczenie mają uczniowie, bo to, że jest to fajne doświadczenie nie wknie każdego, ale ma szansę pokierować jakimiś wyborami życiowymi zaangażowanych uczniów, uczennic i to jest coś, na czym nam zależy, ale też nie jest to takie, że każdy musi, co nie, tylko po prostu dajemy taki wachlarz możliwości i cieszymy się, że te emocje są, bo to też jest po prostu ważne, żeby była ta radość z życia.

Wspomniałeś o gospodarce, wspomniałeś o biznesie, wspomniałeś o pracy i to jest następna rzecz, o której chciałem z Wami porozmawiać, ale jeszcze zanim do tego przejdziemy, chciałbym przy tobie zostać. Czy mógłbyś w ogóle wytłumaczyć, czym jest ESERO? Bo użyliśmy już tego skrótu kilkakrotnie i nie wytłumaczyliśmy, co to tak naprawdę jest, co robicie, czym się zajmujecie, z czego jesteście najbardziej dumni.

Aleksander Jasiak

Jasne, tak, faktycznie, bo te skrótowce, się człowiek do nich przyzwyczaja. ESERO to jest anglojęzyczny skrót, który już nie będę rozwijał, ale sprowadza się do nazwy Program Edukacji Kosmicznej. I on jest właśnie wspólnie przez Kopernika i Europejską Agencję Kosmiczną prowadzony. I co my tam robimy? Właśnie takie konkursy jak CANSAT, takie konkursy jak tam w jednym zdaniu wspomniałem AstroPi, czyli programowanie komputera, który znajduje się faktycznie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, czy konkurs Climate Detectives, gdzie zachęcamy młode osoby do skupienia się na jakichś problemach środowiskowych w ich lokalnym środowisku. Nie myślenia o zmianach klimatu jakoś globalnie, tylko zastanowienia się, co się zmienia w moim środowisku i z czym to może być związane. I taką po prostu przygodę badawczą, też w ogóle szlifowania takiej metody badawczej, zadawania dobrych pytań, ale też bardzo inwestujemy w pracę z nauczycielami i społecznościami lokalnymi. Mamy też właśnie taki program ambasadorów edukacji kosmicznej, że znajdujemy nauczycieli, edukatorów, którzy są bardzo zaangażowani na przykład w ten temat albo metodycznie dobrze współgrają z takim podejściem nauczania przez działanie, czy przez podejście problemowe. I wspólnie rozwijamy ich warsztat, żeby właśnie działając w tych swoich

małych społecznościach mogli tę tematykę kosmiczną wprowadzać do szkół. Też wykorzystujemy sieci, które ma Centrum Nauki Kopernik, z którymi współpracuje, to jest lepsze słowo, w Polsce, tak jak kluby młodych odkrywców. W sensie to jest blisko tysiąc klubów, które funkcjonują w szkołach, czy w bibliotekach, czy w domach kultury, gdzie spotykają się edukatorzy, edukatorki z dziećmi, żeby w takiej swobodnej aurze rozwijać ich zainteresowania. Czy to są sieci takich małych centrów nauki SOWA, z którymi też współpracujemy. To jest głównie w miastach powiatowych takie jednostki powstały.

I właśnie wykorzystujemy te różne możliwości, które Kopernik ma do tego, żeby tą tematykę kosmiczną wprowadzać w ogóle do świata edukacji, czy to przez konkursy, czy przez kursy dla nauczycieli, czy przez lekcje z profesjonalistami sektora kosmicznego, których zapraszamy do szkół, żeby był ten bezpośredni kontakt. Jest cały ten taki wachlarz i Jest cały ten taki wachlarz i ja mogę tylko tak szybciutko tutaj product placement powiedzieć, że ten skrót ESERO, jak się wpisze w przeglądarkę albo ESERO Kopernik, to można znaleźć cały wachlarz naszych działań, ale właśnie chodzi o to, żeby przez to zaciekawianie nauką budować taką możliwość czy w edukatorach, bo to nie jest takie po prostu narzędzie dla nas. Dla nas też samym celem jest to, żeby budować kompetencje nauczycieli, nie tylko uczniów, ale też uczniów właśnie zaciekawiać tym światem czy kosmosem, który ma coś takiego w sobie, czy technologiami kosmicznymi,

które też są na co dzień w naszych życiach, a są inspirującym jakimś takim wehikułem jakichś rozważań czy działań. Tak, po prostu wrzucanie tego jako kontekst albo jako treść zajęć i już się trochę rozgadałem, więc oddam się głosu.

Ale tutaj wróćmy w takim razie do tego, o czym mówiliśmy przed chwilą. Michał Kajetan, z waszej perspektywy, czy to, czego nauczyliście się podczas tego konkursu, czy jeśli idzie o twarde takie umiejętności techniczne, czy właśnie walkę o sponsorów, pracę w zespole, komunikację i tak dalej, czy to są rzeczy, które wam się już teraz przydają? W twoim przypadku Kajetan już w pracy, w twoim przypadku Michał jeszcze, jak rozumiem, nie, ale już pewnie niedługo, tak?

Michał Mueller

To ja powiem tak, że wiadomo, ja jeszcze jestem w liceum, więc to i konkurs tak skończył się dwa tygodnie temu, więc jeszcze nie mogę powiedzieć dokładnie, czy na pewno będę pracować w przemyśle kosmicznym. Na pewno bardzo bym chciał, no ale teraz co mogę powiedzieć, to właściwie z kolegami z zespołu chcemy wyjść też z inną inicjatywą i pójść też w stronę modeli rakietowych. Chcemy razem zbudować rakiety. No i taką podobnie chcielibyśmy coś zbudować, żeby nie tylko rakietę samą w sobie, żeby leciała do góry i o, tak jak się to w modelach rakietowych, że o, i mamy rakietę, tylko chcielibyśmy to połączyć też właśnie z jakimiś pomiarami, tak jak to było w przypadku cansata. Jeszcze nie wiemy dokładnie co, no bo wiadomo, dopiero się konkurs skończył cansat, ale już wychodzi taki pomysł. Nie chcę powiedzieć na pewno, ale wszyscy członkowie zespołu są do tego chętni, więc te umiejętności, szczególnie jak chodzi o elektronikę, nasza osoba, która zajmowała się elektroniką w zespole, no bardzo dużo się nauczyła, jak chodzi też o płytki PCB, drukowanie tych płytek, więc to i sam też druk 3D i w ogóle wszystko, jak o to chodzi, to też podróżyliśmy się wszyscy jako zespół i podejrzewam, że nam to pomoże właśnie w tym kolejnym projekcie, no a w przyszłości na pewno chciałoby się to gdzieś zastosować w pracy, gdzie podejrzewam, że jako inżynier w przyszłości bym dużo czasu spędzał, też pewnie zależy jaki inżynier, ale dużo czasu bym spędzał na właśnie modelowaniu 3D, czym się też troszeczkę zajmowałem w projekcie. Więc tak, na pewno te umiejętności się przydadzą, tylko jeszcze nie wiem do końca gdzie, ale było to naprawdę pomocne.

Kajetan Rachwał

Ja może przedstawię trochę z odmienną perspektywę, bo tak jakby już od paru lat pracuję i teraz nawet czasami biorę udział w procesach rekrutacyjnych. Jest coś, co sobie w trakcie, gdy przygotowaliśmy się do tego podcastu dzisiaj, miałem takie trochę przemyśleń. Właśnie, że jedną chyba z największych rzeczy, których wtedy nie zdawałem sobie sprawy, to jest jak cenne są te doświadczenia w zakresie kompetencji miękkich. W zakresie pracy z zespole, w zakresie rozwiązywania konfliktów i to są kompetencje, których normalnie się nie nabywa w takim powiedzmy klasycznym procesie edukacyjnym. Albo nabywa się w dosyć ograniczonym zasobie. I to, co ja teraz widzę, to jest szczególnie w polach inżynieryjnych, dużo ludzi przychodzi na pozycję nie posiadając w żaden sposób wykształconych jeszcze tych kompetencji. To jest coś, co się dzieje w pracy i to jest zupełnie okej, żeby się uczyć takich rzeczy, zaczynając swoje pozycje, ale to jest jednocześnie coś, co takie konkursy dają, mam wrażenie, młodym ludziom bardzo wcześnie, żeby móc zacząć się rozwijać w tych umiejętnościach, których na lekcjach trochę nie zawsze nawet do końca jest przestrzeń, żeby się ich uczyć, ponieważ ten projekt ma w sobie to, że jest bardzo długofalowy, cansaty trwają, trwają, trwają i przez ten czas jakby ten zespół musi ze sobą współpracować, co bardzo fajnie emuluje zasadniczo współczesne środowisko pracy, gdzie mamy nasz, przynajmniej ja, ja mam swój zespół i my pracujemy nad projektem, który trwa parę miesięcy, mamy różne pomysły, musimy o nich rozmawiać i cansaty były dla mnie pierwszym zetknięciem się z właśnie kompetencjami miękkimi, właśnie z tym najbardziej szarą codziennością pracy. To jest mamy pomysł, mamy problem, musimy o nim rozmawiać, bo robimy coś razem. I to jest dla mnie takie właśnie doświadczenie, które myślę, że też rozmawiałem w ogóle z jednym kolegą z zespołu, kiedy właśnie do takich wniosków doszliśmy, że to jest takie doświadczenie, którego inaczej byśmy nie mogli

za bardzo zdobyć, gdyby nie właśnie CAN-SAT-y, bo człowiek może się nauczyć programowania, może się nauczyć modelowania PCB, może to zrobić, usiąść, przygotować się, ale jednak żeby pracować w zespole trzeba mieć zespół i trzeba mieć projekt i żeby to sobie przećwiczyć, to jest naprawdę rzadko się zdarza.

Michał Mueller

Dobrze, to ja jeszcze tutaj dodam, że właśnie u nas też w trakcie budowania satelity, no były, albo tym bardziej w pisaniu raportów już, żeby to wszystko złożyć do kupy, to były bardzo różne pomysły, no i był taki moment w okolicach drugiego raportu, w okolicach stycznia, że jedna osoba bardzo, bardzo chciała coś zrobić po swojemu,

nie chciała innym dać w ogóle nic do powiedzenia. No i teraz jak rozwiązać taki problem? powiedzenia. No i teraz jak rozwiązać taki problem, bo pomysł mógł być nawet dobry, ale to w jaki sposób ta osoba to próbowała wprowadzić było takie, że inni członkowie się z tego nie zgadzali. No i były pewne konflikty w zespole. No i też to było bardzo nowe takie doznanie, żeby ten konflikt jakoś rozwiązać, żeby się nikt nie obraził i nie powiedział, ok, to ja już z wami nie pracuję i radźcie sobie sami. No więc to było dużo takich też pomniejszych, wiadomo, konfliktów. No może nawet nie konfliktów, ale po prostu ktoś chciał coś zrobić po swojemu albo ktoś miał inny pomysł i trzeba było to jakoś rozwiązywać. Ale była jedna właśnie taka większa sytuacja i trzeba było sobie z tym jakoś poradzić. Więc to było pierwszy raz, wszyscy członkowie zespołu mieli pierwszy raz taką sytuację, że faktycznie budujemy coś razem i ktoś się z czymś nie zgadza i trzeba sobie poradzić i tutaj wyjść na jakiś kompromis. Więc to na pewno się z tym zgodzę, że to było takie pierwsze, ten konkurs po prostu pozwala wejść w taki sposób do tego, że też nie chcę mówić, że do jakiejś tam kariery zawodowej, bo jestem w liceum, ale na pewno to jest pierwsze takie doznanie, że trzeba się umieć z innymi dogadać, pracując nad czymś,że to na pewno dużo pomogło.

To teraz jakbyście mieli jednym zdaniem powiedzieć komuś, czy warto startować.

Michał Mueller

No pewnie. W sensie, jeżeli są jakiekolwiek zainteresowania inżynierią, a nawet jeśli ich nie ma, tylko jest pomysł, ok, super to brzmi, chcę zrobić satelitę, to zrób to. Znajdź grupę znajomych i po prostu to zrób. I tyle. I naprawdę, to jest świetny konkurs. I tak. I to jest super,ny konkurs. I tak. I to jest super, moim zdaniem, zagospodarowanie swojego wolnego czasu.

Kajetan Rachwał

Absolutnie się zgadzam. Nieważne nawet od zainteresowań, od poziomu kompetencji, jest to niesamowite przeżycie, wspomnienie na całe życie i doświadczenie, które się będzie zawsze cenić, mam wrażenie.

Aleksander Jasiak

I też dorzucę jeszcze, że to jest też okazja, bo jury w konkursie są ludzie, którzy faktycznie wysyłają satelity na orbitację, więc każdy zespół ma możliwość po prostu kontaktu z nimi, tak żeby rozwiązywać na bieżąco problemy, więc to jest też taki możliwość do takiego realnego mentoringu, więc to też z tej strony takiego od kuchni zobaczenia, jak myślą też ludzie, którzy już faktyczne takie realia przemysłowe tworzą. To też może być ciekawe właśnie z perspektywy młodej osoby.

To jeszcze w takim razie szybko na koniec. Dla wszystkich, którym już palą się ręce, żeby się zgłosić, no rozumiem, że konkurs dopiero się skończył, więc kiedy, jak i gdzie można się zgłaszać, kto powinien się zgłaszać? I ostatnie bonusowe pytanie, jeśli nie Cansat, to co jeszcze oferujecie?

Aleksander Jasiak

Wrzesień. We wrześniu trzeba znaleźć, jeśli jest się młodą osobą, to znaleźć sobie ekipę do sześciu osób i znaleźć nauczyciela, nauczycielkę, którzy będą gotowi poprowadzić, opiekować się zespołem. Na stronach Centrum Nauki Kopernik na pewno się znajdzie informacja o tym właśnie w okolicach września. W tym roku zgłosiło się 110 zespołów z całusieńkiej Polski, więc zachęcamy nowe. Jaka była druga część? Co innego jeszcze? w ogóle na stronach Kopernika, czy programu ESERO właśnie, właśnie te konkursy, o których wspominałem, czy AstroPi, czy Climate Detectives, czy też Mission X trenuje jak astronauta, to jest zupełnie inna grupa docelowa, bo tutaj nie ma dociekań, ale jest po prostu aktywności fizyczne, które emuluje się to, co przygotowują się do lotu astronauci, tak jak nasz Sławosz Uznański i wykonuje się takie ćwiczenia. Większość tych programów rusza we wrześniu, więc tutaj czy jeśli jest się nauczycielem, no to bezpośrednio do nas, jeśli się jest rodzicem, to do nauczyciela i ten do nas, jeśli się jest uczennicą, to podobnie jak ta ścieżka dla rodzica. Więc tak, zachęcam bardzo. 

Panowie, dziękuję bardzo, bardzo serdecznie. Naszymi gośćmi byli Michał Miller, lider zespołu Resat, czyli zwycięzców tegorocznego konkursu cansat. Gratulacje i dziękujemy.

Michał Mueller

Bardzo dziękuję za zaproszenie.

Kajetan Rachwał, zwycięzca cansatu z 2017 roku. Gratulacje nieco spóźnione, ale również szczere i serdecznie dziękujemy za udział.

Kajetan Rachwał

Dziękuję bardzo, było bardzo miło.

I Aleksander Jasiak, koordynator programu ESERO Polska w Centrum Nauki Kopernik.

Aleksander Jasiak

Ja również bardzo dziękuję.

Dziękuję bardzo serdecznie i do usłyszenia w naszym następnym podcaście.

Słuchaj naszych podcastów:

Jeśli lubisz nasze podcasty, wspieraj nas na Patronite »

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”