Sztuczki

Trybunał Konstytucyjny przemyśliwać będzie, czy niektóre ze zmian w kodeksie wyborczym są zgodne z ustawą zasadniczą.
Czyta się kilka minut

W mediach krzyżują się argumenty, ale tylko jedno jest pewne - żadna z uchwalonych zmian nie byłaby kwestionowana, gdyby ich wprowadzeniu nie towarzyszyła obawa, że działają na korzyść jednej ze stron politycznej rywalizacji. Wątpliwości prawne są oderwane od istoty sporu - a czasami i od zdrowego rozsądku.

Na przykład: takie a nie inne brzmienie konstytucji w sprawie dnia/dni, w którym odbywa się głosowanie, to zwykła językowa pułapka. Trzeba wiele wysiłku, by odczytać intencje autorów i prawdopodobnie ci sami prawnicy, gdyby losy ustawiły ich po drugiej stronie sporu, bez mrugnięcia powieką udowadnialiby przeciwne twierdzenia. Polszczyzna ma na takie czynności specjalny czasownik: "czepianie się".

Prawdziwą rewią absurdu jest sprawa jednomandatowych okręgów w wyborach senackich. Według medialnych uzasadnień niekonstytucyjne jest to, że tak poważna zmiana dokonana została poprawką senatu, nie przechodząc odpowiedniej drogi w sejmie. Jest to mniej nawet, niż półprawda. Poprawka senatu jest faktem. Rzecz jednak była przedmiotem wcześniejszych obrad sejmu - kodeks wyszedł z komisji z jednomandatowymi okręgami. Zostały one dopiero usunięte na ostatniej prostej poprawką zgłoszoną przez opozycję. Senat przywrócił więc tu tylko brzmienie kodeksu wypracowane wcześniej w ramach zwykłej procedury. No - prawie zwykłej. Zmiana ordynacji była bowiem wprowadzana przez PO w pośpiechu, bez poszukiwania zgody choćby z PiS czy nawet PSL. Stąd jej pierwsza porażka na plenarnym posiedzeniu. A przecież sam PiS dokładnie taki postulat zawarł w 2010 r. w swoim projekcie konstytucji. Obcesowe podejście PO pobudziło PiS do kontrakcji (taka zmiana jest również zagrożeniem dla reelekcji jedynego warszawskiego senatora PiS Zbigniewa Romaszewskiego czy katowickiego - Bronisława Korfantego). Im bliżej do wyborów, tym bardziej obawy o efekty zmiany narastają w samej PO. Pobudziła też ona inicjatywę prezydentów miast, która najbardziej zagraża samej Platformie. Itp., itd.

Raz jeszcze okazuje się, że partyjne interesy nie są warte nawet tak niskiej ceny, jak obecne zamieszanie. I już nikt nie pamięta, że przy uchwalaniu kodeksu wprowadzono znaczące zmiany, których nikt nie podaje w wątpliwość.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2011