Były minister skarbu został zatrzymany przez prokuraturę, a następnie wypuszczony za wysoką kaucją. Zarzucono mu, że od marca do listopada 1999 r. działał na szkodę interesu publicznego. Tego typu afery zdarzały się w różnych krajach, zawsze jednak kiedy prokuratura decydowała się na zatrzymanie funkcjonariusza państwowego tak wysokiej rangi przedstawiane były mocne dowody przemawiające za zarzutami. Tym razem tak się nie stało: rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku Krzysztof Trynka, czyli urzędnik dość niskiej rangi, powiedział kilka banałów, powołując się na znany od roku raport sejmowej komisji śledczej. Oznacza to, że możliwości są dwie. Prokuratura ma dowody na poparcie oskarżenia, ale z jakichś nieznanych powodów je skrywa. W tym przypadku opinia publiczna będzie z niecierpliwością czekać, aż owe nieznane powody przestaną mieć znaczenie. Jeżeli jednak czekać będzie długo, a dowody nie będą przedstawione, znaczyć to będzie, że ich nie ma, a zatrzymanie Emila Wąsacza wpisze się w ciąg spraw Romana Kluski i Andrzeja Modrzejewskiego. To zaś nie tylko nie wpłynie dobrze na wizerunek prokuratury jako organu niezależnego politycznie, ale każe się zastanowić, czy słowa znajdujące się w nazwie rządzącej partii są przez jej przywódców dobrze rozumiane.
Tak czy owak, ktoś okaże się winnym działania na szkodę interesu publicznego.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










