Somaliland: niepodległość za port i negocjacje z Trumpem

Doradcy Trumpa przekonują go, by zrezygnował z angażowania się w Somalii i postawił na Somaliland, samozwańczą republikę, która od lat stara się o międzynarodowe uznanie. Jakie konsekwencje może mieć dla USA i regionu takie przeorientowanie polityki?
w cyklu STRONA ŚWIATA
Czyta się kilka minut
Hargeisa War Memorial, pomnik walki o niepodległość Somalilandu. Hargejsa, 7 listopada 2024 r. // Fot. Luis Tato / AFP / East News
Hargeisa War Memorial, pomnik walki o niepodległość Somalilandu. Hargejsa, 7 listopada 2024 r. // Fot. Luis Tato / AFP / East News

Od ponad trzydziestu lat Somalia, położona na wschodnim wybrzeżu Afryki, składa się z trzech odrębnych części, z których tylko jedna, Somalia właściwa, uznawana jest przez resztę świata za prawowite państwo. Mogadiszu cieszy się tym tytułem, chociaż od lat uchodzi za przykład kraju upadłego, pogrążonego w nędzy, niekończących się wojnach i sporach o władzę. Północne, leżące w samym Rogu Afryki, Puntland, nawiązujący nazwą do starożytnej krainy Puntu, a zwłaszcza Somaliland, który w 1991 roku ogłosił samozwańczą niepodległość, nikomu nie zagrażają, panuje w nich spokój, a przywódców wybiera się w wolnych elekcjach. A mimo to nikt nie uznaje ich istnienia.

Puntland, choć strzeże zazdrośnie swojej niezależności, uznaje jednak zwierzchność somalijskiego państwa. Somaliland, dawna brytyjska kolonia (Somalia należała w czasach kolonialnych rozbiorów do Włochów) od lat równie cierpliwie, co bezskutecznie upomina się o swoje prawo do niepodległości. Zmianom granic i powstawaniu nowych państw sprzeciwia się Unia Afrykańska, widząc w tym śmiertelną groźbę dla pokoju na Czarnym Lądzie (dwa wyjątki – Erytrea, powstała w 1993 roku po secesji z Etiopii, i Sudan Południowy, zrodzony w 2011 roku z rozpadu Sudanu – umocniły ją tylko w tych obawach). Ostatnio jednak sprawy przybierają korzystniejszy obrót dla buntowników z Somalilandu, którzy wierzą, że w czasach dyplomacji transakcyjnej dopną swego, dobijając targu ze światowymi mocarstwami tak, jak niegdyś kupcy z Puntu dogadywali się z egipskimi faraonami, Nabatejczykami, Fenicjanami i Grekami, królestwem Saby, Grecją i Rzymem.

Strategiczne porty: klucz do przyszłości Somalilandu

Już w zeszłym roku przywódcy z Hargejsy próbowali przehandlować Etiopii czerwonomorski port Berbera w zamian za uznanie przez nią niepodległości Somalilandu. Etiopia, odwieczna nieprzyjaciółka Somalii, gotowa była to zrobić i narazić się na nowy konflikt z somalijskimi sąsiadami, byle zdobyć dostęp do morza (straciła go po secesji Erytrei), niezbędny według przywódców z Addis Abeby, by ich kraj mógł się rozwijać i dalej uchodzić za kontynentalne mocarstwo. Zapachniało wojną, ale udało się jej uniknąć dzięki mediacji Turcji, regionalnego żandarma, władającego czerwonomorskimi wybrzeżami w czasach imperium osmańskiego. Za ocalenie przed niechybną wojenną klęską i ostateczną utratą zbuntowanej prowincji Somalia zapłaciła Turkom polami naftowymi, z których zysk przez pierwsze lata czerpać mają wyłącznie tureckie firmy, a somalijskiemu rządowi przypadnie jedynie marne pięć procent.

W marcu sama Somalia zaproponowała port w Berberze Amerykanom. Dodatkowo dorzuciła tamtejszą bazę lotniczą, wybudowaną jeszcze przez Związek Sowiecki w czasach zimnowojennych, bazę wojenną w Balidogle, gdzie już stacjonuje pół tysiąca Jankesów, oraz drugi port w Boosaaso, również w Zatoce Adeńskiej. Amerykanie nie odpowiedzieli, a przywódcy Somalilandu ogłosili, że prezydent z Mogadiszu usiłuje sprzedawać nie swoje. „Amerykanie nie są głupcami i wiedzą, z kim powinni się układać, gdyby byli zainteresowani Berberą” – oświadczył minister dyplomacji Somalilandu Abdirrahman Dahir Aden. Oburzyli się także przywódcy Puntlandu, bo zarówno Boosaaso, jak Balidogle leżą na ich ziemiach.

Prezydent z Mogadiszu zaproponował Amerykanom czerwonomorskie porty, żeby przekonać ich do pozostania w Somalii i żeby dalej pomagali mu w wojnie z rodzimymi dżihadystami, somalijskimi talibami z partii Asz-Szabab, sprzymierzonymi z Al-Kaidą i królującymi na południu kraju, oraz z partyzantami z somalijskiego wilajetu Państwa Islamskiego, który zagnieździł się w górach Puntlandu. Bez amerykańskiego lotnictwa i amerykańskich dolarów na utrzymanie wojsk Unii Afrykańskiej w Somalii rząd z Mogadiszu nie da sobie z dżihadystami rady.

Somaliland i Trump: nowa polityka USA wobec Rogu Afryki

Amerykanie zaś powoli mają Somalii powyżej uszu. Mają z nią jak najgorsze skojarzenia. Do rejterady z Afganistanu uliczna bitwa w Mogadiszu z 1993 roku (pokazana w filmie „Helikopter w ogniu”) postrzegana była jako najbardziej upokarzająca klęska od czasów wojny wietnamskiej. Już podczas pierwszej kadencji Donald Trump zaliczył Somalię do „gównianych krajów” i zarządził ewakuację stamtąd wszystkich amerykańskich żołnierzy (decyzję tę unieważnił jego następca, Joe Biden), a dziś jego doradcy przekonują go, by postawił na Somalii krzyżyk i nawet zamknął ambasadę w Mogadiszu, a zamiast tego skupił się na Somalilandzie. Pozostanie w Somalii oznacza ich zdaniem groźbę, że Amerykanie dadzą się wplątać w kolejną, niemożliwą do wygrania wojnę, tym bardziej że somalijscy dżihadyści coraz bliżej współpracują z jemeńską partyzantką Hutich. Spokojny Somaliland pozwoliłby zaś utrzymać wojenne bazy nad Zatoką Adeńską i Morzem Czerwonym, a jednocześnie uwolniłby Amerykanów od somalijskich dżihadystów i klanów.

Żeby dobić targu z Trumpem, przywódcy Somalilandu gotowi byliby nawet przyjąć u siebie, w Hargejsie czy Berberze, dwa miliony Palestyńczyków, których amerykański prezydent wraz z jego izraelskim kompanem Beniaminem Netanjahu chcieliby wysiedlić ze Strefy Gazy, a na jej gruzach pobudować „bliskowschodnią Riwierę”. Trump i Netanjahu proponowali to Sudanowi i Somalii, ale spotkali się z natychmiastową odmową. W Somalilandzie amerykańska propozycja również nie wzbudziła entuzjazmu, ale postanowiono rozważyć ją tak, jak się rozważa kupieckie oferty. „Międzynarodowe uznanie jest dla nas celem najważniejszym, bo dopiero wraz z nim pojawią się nowe możliwości rozwoju gospodarki i szansa na lepsze życie” – powiedział prezydent Somalilandu, którego trzymilionowa ludność z przyjazdem przesiedlanych Palestyńczyków prawie by się podwoiła. „Rozważymy wszystko i dobijemy targu, jeśli uznamy, że się to nam opłaci” – dodał jego minister dyplomacji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”