Ileż to razy w czasie środowych audiencji generalnych Jan Paweł II życzył pielgrzymom duchowej korzyści z odwiedzenia w Rzymie grobów apostołów Piotra i Pawła; zwyczaj ten przejął jego następca. I właśnie Benedyktowi XVI przyszło ogłosić rezultaty prowadzonych w tajemnicy badań, mających na celu ustalenie, czy rzeczywiście sarkofag znajdujący się w Bazylice św. Pawła za Murami zawiera szczątki Apostoła Narodów.
Strażnicy tajemnicy
28 czerwca, podczas nieszporów kończących Rok Pawła, papież powiedział: "Zgromadziliśmy się przy grobie Apostoła, którego sarkofag, zachowany pod ołtarzem papieskim, był niedawno przedmiotem uważnych badań naukowych: w sarkofagu, który nie był otwierany przez wiele stuleci, wykonano niewielki otwór, przez który wprowadzono specjalną sondę, dzięki której stwierdzono obecność cennej lnianej tkaniny w kolorze purpury i laminowanej złotem oraz innej tkaniny, w kolorze błękitnym z domieszką lnu. Wykryto także obecność grudek czerwonego kadzidła oraz substancji proteinowych i wapiennych. Drobne fragmenty kości poddane zostały analizie metodą węgla C14, przeprowadzonej przez ekspertów nieznających pochodzenia próbek, która wykazała, że należały one do osoby żyjącej między I i II wiekiem. Wydaje się to potwierdzać jednomyślną i niekwestionowaną tradycję, że mamy do czynienia z doczesnymi szczątkami apostoła Pawła. Wszystko to napełnia nasze serca głębokim wzruszeniem".
Wzruszenie to udzieliło się obecnym w bazylice wiernym. W tym samym momencie jej archiprezbiterowi, kardynałowi Andrei Cordero Lanza di Montezemolo, spadł kamień z serca. Sędziwy purpurat, z wykształcenia architekt, który był inicjatorem Roku św. Pawła (i kilka dni po jego zamknięciu przeszedł na zasłużoną emeryturę), wyznał nazajutrz w wywiadzie dla "L’Osservatore Romano", że coraz trudniej było mu zachować tajemnicę na temat wyniku prac. Do tego stopnia, że zmuszony był wprowadzić w błąd tych, którzy "zaczynali już coś podejrzewać". Podanie przez papieża wiadomości o ich wyniku "uwolniło mnie od ogromnego ciężaru, który nosiłem od ponad roku. My wszyscy zresztą, strażnicy tej tajemnicy, mieliśmy świadomość, że ujawnić ją powinien sam papież, mówiąc, że te szczątki można przypisać Apostołowi" - powiedział.
Kardynał dodał, że nie chciano powtórzyć błędu, jaki popełniono przy okazji odnalezienia grobu św. Piotra i jego kości, gdy wiadomość o tym "wywołała polemiki wśród archeologów". Trzeba było aż 20 lat, by zakończył je papież. Pomysł "rozpoznania sarkofagu" św. Pawła kardynał przedstawił Benedyktowi wraz z ideą ogłoszenia jubileuszu dwutysiąclecia jego narodzin. "Papież zgodził się chętnie i na tę propozycję. Postanowiono jednak, by zabrać się do tego po zakończeniu Roku św. Pawła, tak żeby wierni nie musieli modlić się na placu budowy zamiast w bazylice. Do otwarcia sarkofagu konieczne bowiem będzie przesunięcie nie tylko ołtarza konfesji, ale najprawdopodobniej również cennego baldachimu autorstwa Arnolfa di Cambio".
Kardynał Montezemolo nie dał jednak za wygraną i po skonsultowaniu się z ekspertami z Muzeów Watykańskich złożył papieżowi skromniejszą propozycję, "aby wykonać mały otwór w płycie, która przykrywa sarkofag".
"Nie pamiętam już, jaki to był dzień, na pewno była to zima na przełomie 2007 i 2008 r., gdy Ulderico Santamaria, chemik, wykładowca nauk i technologii materiałów Uniwersytetu della Tuscia, dyrektor pracowni konserwacji Muzeów Watykańskich, po złożeniu uroczystej przysięgi, że zachowa tajemnicę, wykonał w płycie maleńki otwór, używając czegoś podobnego do dentystycznego wiertła. Wprowadził miniaturową sondę, dzięki której można było zobaczyć, co jest w środku. Małymi szczypcami, podobnymi do tych, jakich używa się w mikrochirurgii, pobrano kilka próbek. Daliśmy je do analizy w największej tajemnicy do laboratorium specjalizującego się w tego rodzaju badaniach. Tam również nie wyjawiliśmy źródła ani tożsamości zleceniodawcy, aby w najmniejszym stopniu nie wpływać na badania, żeby były jak najbardziej obiektywne i pewne z naukowego punktu widzenia" - wspominał kardynał.
W czasie późniejszej konferencji w watykańskim biurze prasowym profesor Santamaria zawiódł nieco kardynała, ponieważ oświadczył, że wyniki tych badań "ani nie potwierdzają, ani nie wykluczają" hipotezy, że jest to grób św. Pawła. Poprawił się jednak, gdy w Radiu Watykańskim zaraz potem powiedział, że "żaden z rezultatów nie przeczy temu, co wydaje się bardzo prawdopodobne, a mianowicie, że możemy mieć do czynienia ze szczątkami Apostoła". Odchodząc na emeryturę, kardynał Andrea Cordero Lanza di Montezemolo otrzymał od Benedykta XVI zapewnienie, że w niedalekiej przyszłości podjęta zostanie dalsza i bardziej skrupulatna analiza sarkofagu św. Pawła.
Pra-Apostoł
Niemal równocześnie z ogłoszeniem przez papieża rezultatu wstępnych analiz zawartości grobu św. Pawła watykański dziennik poinformował o znalezieniu jego pierwszego wizerunku, pochodzącego z końca IV wieku. 19 czerwca archeolodzy prowadzący wykopaliska w katakumbach św. Tekli przy via Ostiense, prowadzącej z Wiecznego Miasta nad morze i przebiegającej w pobliżu bazyliki pod jego wezwaniem, trafili na dobrze zachowany fresk. Przedstawia on Dobrego Pasterza w otoczeniu czterech postaci. Dwie z nich rozpoznać można bez trudu: to Paweł i Piotr. Uderzające jest podobieństwo Apostoła Narodów do Platona. Zagadkę tego podobieństwa wyjaśnił w bardzo sugestywny sposób dyrektor Muzeów Watykańskich profesor Antonio Paolucci: "Problem [przestawiania wizerunków świętych] pojawił się na przełomie III i IV wieku, kiedy Kościół mający już wielki zasięg i rozbudowaną strukturę, podjął genialne ryzyko, leżące u podstaw całej naszej historii sztuki. Zaakceptował i uznał za własny świat podobizn, i to w formie wypracowanej przez stylistyczną i ikonograficzną tradycję Grecji i Rzymu. Tak doszło do tego, że Chrystus dobry pasterz przyjął oblicze Feba Apolla bądź Orfeusza, a Daniel w jaskini lwów miał wygląd Herkulesa, zwycięskiego i nagiego atlety".
Niechybnie postawiono sobie wówczas pytanie, jak przedstawić Piotra i Pawła, "książąt apostołów, nośne kolumny Kościoła, fundament hierarchii i doktryny". Profesor Paolucci przypomina, że "ktoś wpadł na szczęśliwy pomysł: dał pra-apostołom wygląd pra-filozofów. (...) I tak Paweł, łysy, brodaty, o surowym i skupionym wyrazie twarzy, otrzymał oblicze Platona, podczas gdy twarz Arystotelesa otrzymał pragmatyczny i przyziemny Piotr, którego zadaniem jest prowadzić Kościół pośród zasadzek świata".
Ateny i Jerozolima
Bardziej dalekosiężne wnioski z odkrycia obu niezwykłych śladów Pawła wyciągnęła publicystka "L’Osservatore Romano" Lucetta Scaraffia. Na łamach watykańskiego dziennika przeciwstawiła je wizji współczesnego świata, który "jawi się nam podzielony i skonsternowany z powodu trudnych i niewątpliwie nieprzyjemnych sytuacji, jakim musi sprostać". W momencie, gdy "ciąży nad nami wszystkimi czarna chmura... wydarzyło się w tych dniach coś, co pozwala nam unieść w górę wzrok i zrozumieć, gdzie mamy patrzeć, by zmienić tak przygnębiający świat". To grób Pawła z Tarsu w bazylice przy via Ostiense oraz jego wizerunek w katakumbach św. Tekli, w którym autorka także bez trudu dopatruje się podobieństwa do "greckiego filozofa", w czym widzimy "połączone korzenie naszej kultury, Ateny i Jerozolimę, które niespodziewanie pojawiają się przed nami, ażeby przypomnieć, kim jesteśmy, czy może raczej, kim powinniśmy być".
Lucetta Scaraffia przyznaje, że odkrycia te w nadzwyczajny sposób ożywiły zainteresowanie Rokiem św. Pawła, który wcześniej ograniczał się do kręgów kościelnych i obchodzony był w sposób ocierający się o rutynę. "To jakby Paweł powiedział nam, że jest, że jest jeszcze tu, pośród nas, i że chce, byśmy go posłuchali". Autorka ma nadzieję, że sygnał ten czytelny będzie także dla niewierzących: "z Aten i z Jerozolimy, czyli z naszych korzeni, do każdego adresowana jest zachęta do udzielenia energicznej odpowiedzi, do podniesienia się z dna, do rozpoczęcia nowego życia".
***
Należy wątpić, czy tak bardzo wydumana interpretacja wydarzeń towarzyszących zamknięciu jubileuszu Apostoła Narodów wpłynie na większe rzesze jego czcicieli. Bazylika św. Pawła za Murami od dawna była oblegana przez pielgrzymów z Włoch i różnych zakątków świata, którym nigdy się nie śniło, by zaglądać do jego grobu ani dociekać, jak naprawdę wyglądał. A jeżeli już mieliby szukać w antyku kogoś, do kogo był podobny, ich wybór padłby zapewne na Horacego. Paweł z Tarsu śmiało mógłby przecież powtórzyć za starożytnym poetą: "Exegi monumentum aere perennius". Ale nie musi: mówią jego listy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















