Wiktoria Roszczyna była ukraińską dziennikarką, miała niespełna 28 lat (pisałam o niej na blogu 17 mgnień Rosji). Od sierpnia 2023 r. przetrzymywana była w rosyjskim więzieniu. Według wersji władz rosyjskich zmarła podczas transportu z Taganrogu do Moskwy w październiku 2024 r. Przyczyn śmierci nie podano do wiadomości.
Roszczyna pracowała w ukraińskiej telewizji, potem jako wolny strzelec współpracowała z kilkoma redakcjami, m.in. Ukraińską Prawdą, Cenzor.net, Radiem Swoboda. Specjalizowała się m.in. w reportażach z okupowanych przez Rosję ukraińskich terytoriów. W marcu 2022 r. została po raz pierwszy zatrzymana przez rosyjską Federalną Służbę Bezpieczeństwa, gdy próbowała dotrzeć do okupowanego Mariupola. Po kilku dniach wypuszczono ją. W sierpniu 2023 r. pojechała na wschód Ukrainy z zamiarem napisania reportaży o sytuacji ludności na okupowanych terytoriach. Zaginęła.
Wiktoria Roszczyna w rosyjskiej niewoli
Po pewnym czasie ukraińskim służbom udało się ustalić, że Wiktoria została wzięta przez Rosjan do niewoli, najprawdopodobniej w Enerhodarze. Dopiero w maju 2024 r. Rosja potwierdziła oficjalnie jej zatrzymanie (przez kilka miesięcy o jej losie nic nie było wiadomo; liczne monity ojca Wiktorii kierowane do rosyjskich władz z prośbą o ustalenie miejsca pobytu córki pozostawały bez odpowiedzi).
Przetrzymywana była w areszcie śledczym SIZO-2 w Taganrogu, który cieszy się złą sławą (fatalne warunki, okrutne traktowanie więźniów, bicie, tortury). Żadna z organizacji międzynarodowych, żadna z instytucji, fundacji i innych ciał zajmujących się niesieniem pomocy więźniom nie wywarły na Moskwę nacisku, aby móc badać warunki przetrzymywania ukraińskich więźniów czy jeńców. Media ukraińskie piszą, że Roszczyna miała być wymieniona w transzy jeńców jesienią 2024 r. Do tego szczęśliwego finału nie doszło – wcześniej Wiktoria została zakatowana.
Prokuratura Generalna Ukrainy wszczęła dochodzenie w sprawie wyjaśnienia okoliczności śmierci dziennikarki. Najprawdopodobniej Roszczyna zmarła 19 września 2024 r., o jej śmierci strona rosyjska powiadomiła rodzinę dopiero 10 października.
Rosja oddaje ciało Roszczyny. Co ujawniła sekcja?
I oto teraz mamy kolejny akt dramatu. W lutym 2025 r. Rosja przekazała Ukrainie ciało Wiktorii. W zakamuflowany, pokrętny sposób. Dziennikarze śledczy ustalili, że ciało trafiło do kostnicy w mieście Winnica. Rosjanie oznaczyli je kodem NM SPAS 757 (niezidentyfikowany mężczyzna, przyczyna zgonu – niewydolność serca). Przy autopsji okazało się, że to poddane głębokiemu zamrożeniu zwłoki kobiety. Wiele wskazywało na to, że przed śmiercią była ona skrajnie wycieńczona (ważyła nie więcej niż 30 kg). Przy ciele znajdowała się zawieszka z numerem i nazwiskiem „Roszczina”. Po badaniach porównawczych z DNA rodziców Wiktorii Roszczyny potwierdzono identyfikację: to ciało dziennikarki.
Ukraińska prokuratura ujawniła wyniki sekcji: „liczne oznaki tortur i brutalnego traktowania, sińce na różnych częściach ciała, złamane żebro, uszkodzenia szyi, ślady użycia paralizatora na stopach”. Ale to jeszcze nie wszystko: z ciała zostały usunięte niektóre organy: gałki oczne, mózg i część krtani. Jeden z medyków sądowych wyraził przypuszczenie, że wycięcie tych części ciała to próba zatarcia śladów duszenia (być może bezpośredniej przyczyny śmierci).
Kto dopuścił się tej kolejnej koszmarnej zbrodni? Czy poznamy kiedyś nazwiska katów Wiktorii? Przecież ktoś konkretny się nad nią znęcał, ktoś wyłupił oczy. Ukraińskim śledczym i prokuraturze udało się ustalić nazwiska degeneratów, którzy dopuścili się zbrodni na ludności cywilnej w Buczy. Zapewne i ustalenie personaliów oprawców Roszczyny jest kwestią czasu.
Młoda armia wiernych putinistów
Putinizm przygotowuje kadry do pełnienia służby w zbrodniczych strukturach okrutnego państwa od najmłodszych lat. Militaryzacja świadomości ludzi i budowanie postaw pełnego podporządkowania wobec władz jest jednym z podstawowych zadań aparatu propagandy i systemu edukacji. Każdy uczeń ma regularnie prany mózg w szkole (nie tylko na lekcjach nazywanych „rozmowy o najważniejszych sprawach”). W szkołach stoją „Ławeczki Bohaterów”, poświęcone pamięci żołnierzy poległych podczas agresji na Ukrainę (nazywanej oficjalnie w Rosji „specjalną operacją wojskową”).
Jedną ze ścieżek kariery młodych Rosjan jest zaangażowanie w działalność organizacji JunArmia – umundurowanej i zhierarchizowanej na podobieństwo „dorosłego” wojska młodej armii wiernych putinistów. Nawet ci, którzy mimo presji nie zamierzają podążać wojskowym szlakiem, od czasu do czasu, chcą czy nie chcą, biorą udział w militarnych rytuałach i imprezach. W dniach 29-30 kwietnia w placówkach oświatowych odbyły się ćwiczenia, w których uczniowie zostali zapoznani z modelami postępowania na wypadek ataku terrorystycznego lub dronowego. Za ćwiczenia odpowiedzialne jest Ministerstwo Oświaty w ścisłej współpracy z MSW i RosGwardią. W sieci można obejrzeć zdjęcia, jak dzieciaki leżą plackiem na podłodze, a dobrze zbudowani panowie w mundurach celują do nich z atrap broni. Niech się młodzi przyzwyczajają.
Mundury Armii Czerwonej dla noworodków
Ćwiczenia odbyły się nie tylko w szkołach, ale także w przedszkolach (sic!). Przedszkolaki już od dawna są tresowane przez wychowawczynie – ustawiane na klęczkach w kształt liter Z i V (oznaczenia stosowane przez propagandę na określenie wojny w Ukrainie), śpiewają pieśni sławiące wojnę, ubierają się w mundury. Wzmożenie tego typu akcji następuje w okolicach 9 maja – głównego święta kultu Pobiedy (zwycięstwa w wielkiej wojnie ojczyźnianej), z której Putin uczynił fetysz swoich rządów.
Ostatnio okazało się, że małe istoty przygotowywane są do roli żołnierzy Putina już nie tylko od pierwszych lat, ale wręcz od pierwszych dni życia. Do mediów wyciekły materiały z izby porodowej imienia J. Atamanowa w obwodzie kemerowskim na Syberii. Jej personel stroi nowo narodzone maleństwa w mundury Armii Czerwonej. Pielęgniarki opiekujące się noworodkami z własnej inicjatywy uszyły dla podopiecznych miniaturowe czapeczki i żołnierskie płaszcze pałatki. Rodzice odbierają tak ubrane maluchy przy wypisie. Ta „dobra i wzruszająca” akcja związana jest z 80. rocznicą Pobiedy. Jak w mediach społecznościowych wyjaśnili autorzy pomysłu, „inicjatywa ma przypomnieć o łączności między pokoleniami, męstwie obrońców Ojczyzny, a także o tym, że nawet najmniejszy obywatel Rosji to cząstka wielkiej historii”. Jak „najmniejszego obywatela Rosji” wbije się już przy narodzinach w mundur, to po osiągnięciu odpowiedniego wieku delikwent jest gotów do wypełniania każdego rozkazu – jeśli nie pójdzie na front (Putin czeka na kolejne dostawy mięsa armatniego), to przyda się w służbie katującej jeńców.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















