Rodzice w jednym worku

„TP” 52-53/12
Czyta się kilka minut

Po lekturze artykułu „Milusińscy” Pauliny Wilk przychodzi uzasadniona konieczność, aby spojrzeć w lustro i pokornie zapytać: „Lustereczko, powiedz przecie, czy jestem tak infantylnym rodzicem, jak opisani tu w gazecie?”. Lusterko milczy niestety zawzięcie, więc jakiś głos wewnętrzny każe oburzyć się donośnie, iż portret współczesnego rodzica z wielkiego miasta pióra Pauliny Wilk jest krzywdzący wobec większości rodziców, jakich mam przyjemność znać osobiście. A znam ich niemało, wziąwszy pod uwagę, iż mieszkam w samym epicentrum nowego Ursynowa, jestem mamą przedszkolaka oraz ucznia szkoły podstawowej, zaś wszyscy nasi znajomi to „dzieciate wykształciuchy”.

Tak, to prawda – „dzieci znalazły się w centrum uwagi”, co wcale nie oznacza, że stały się, jak pisze pani Wilk – obiektem „kultu”. Czułość, zrozumienie i potrzebę wspierania dzieli daleka droga od kultu i ubóstwienia malca ponad wszystko. Przede wszystkim zaś, artykuł nie byłby szpilą pchniętą w czułe miejsce rozsądnego rodzica, gdyby autorka sięgała po wielce poręczne, sprawiedliwe i zdroworozsądkowe zwroty typu: „znaczna część rodziców”, „niektórzy”, „zauważalna jest tendencja” etc. Tymczasem w policzek dostaje się niemal wszystkim dzisiejszym opiekunom, i to po równo. Otóż nie jest prawdą (żeby nie napisać: jest piramidalną bzdurą), że „współczesnym dorosłym towarzyszy zachwyt na widok dziecka intuicyjnie obsługującego tablet albo telefon. W parze z zachwytem idzie przekonanie, że świetnie radzą sobie w relacji ze światem”. Jest wręcz odwrotnie – troska o to, aby światy wirtualne i cyfrowe nie przeszkodziły dziecku mądrze żyć i radzić sobie w świecie realnym, spędza sen z oczu większości rodziców. Nasze dzieci nie są też „nieświadomymi wyrazicielami naszej chciwości”. Jest przecież szansa, że nasza chciwość została już dawno zaspokojona, może nawet wielkim wysiłkiem unicestwiona, albo w wyniku pewnych przewartościowań nie jest cechą, która umie zawładnąć nami na tyle, aby jej macki sięgały też naszych pociech.

Może jednak rodzin praktykujących wyznanie inne niż żarłoczny konsumpcjonizm jest więcej, niż autorce się wydaje? A może odnieśliśmy jakiś mały sukces, ucząc dzieci sceptycznego spojrzenia na najbardziej atrakcyjne reklamy różnych „numerów jeden wśród zabawek”? Może nawet już u zarania nie daliśmy się zwariować, nie taszczyliśmy kamer na salę porodową, a pokoik dziecięcy meblowaliśmy nie „przed”, a jednak „po”? Może są nas tysiące, może nawet miliony?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 02/2013