Remis, czyli porażka

Z buńczucznych zapowiedzi premiera Tuska i ministra Drzewieckiego po wprowadzeniu kuratora do Polskiego Związku Piłki Nożnej pozostało niewiele (jeszcze w piątek obaj politycy twardo przekonywali, że nie ugną się pod presją FIFA, która zagroziła m.in. zawieszeniem polskich klubów startujących w pucharach, a nawet odebraniem EURO 2012). Obie strony ustaliły coś, co nazywane jest kompromisem, choć w istocie obnaża po raz kolejny bezradność struktur państwowych wobec PZPN. O jakim bowiem zwycięstwie może być mowa? Jeśli kurator został wprowadzony wyłącznie z powodu drobnych uchybień w statucie związku, jak teraz słychać, to rząd wystawił się na śmieszność. Jeśli uchybienia były poważne, to rząd poległ.
Czyta się kilka minut

Kiedy wokół piłki idzie na noże, centrala sięga po argument ostateczny, niezawodny od czasów pojedynków podwórkowych - telefonuje do starszego brata. Starszy brat nazywa się Sepp Blatter, jest prezydentem FIFA i dysponuje argumentami, przy których miękną nawet tacy boiskowi wyjadacze jak Donald Tusk. Ma potężne pieniądze, zawiaduje dziedziną, która wpływa na politykę. Nie ta liga, chciałoby się powiedzieć.

Przez chwilę byłem dumny z premiera. Kiedy mówił, że warto zapłacić wysoką cenę za zburzenie fikcji, jaką jest polska piłka nożna, myślałem, że oto po raz pierwszy o futbolu opowiada polityk nie tylko zdeterminowany, ale też zorientowany. Mniej więcej po mundialu w 1982 r. rozpoczął się mecz, który trwa nieprzerwanie do dziś. Smutne, nieudane widowisko toczy się na stadionach ligowych i narodowych. Murawa lepsza, ale piłkarze nadal nieudolni, zepsuci od podstaw, bez dynamiki i umiejętności tak podstawowych jak przyjęcie piłki. Nadal ten sam spektakl niewiary, grany przez ludzi z genem porażki w mózgach. Przebłyski, jakie czasem mają miejsce, awanse do mistrzostw, wyszarpany remis z klasową drużyną, erupcja talentu napastnika, przysłaniają rzeczywistość, która domaga się radykalnych rozwiązań.

Pomyślałem, że premier Tusk jest do tych działań gotowy. Że rozgoni PZPN na cztery wiatry, a specjalistom w rodzaju Grzegorza Laty pokaże drzwi. Za takie rozwiązania warto zapłacić wysoką cenę. Zresztą, o jakiej cenie mówimy? Czy brak żenujących spektakli na polskich stadionach rzeczywiście jest tak wielką ceną?

Zadecydowały, jak rozumiem, pryncypia. Gdyby FIFA spełniła swoje groźby i odebrała Polsce organizację Mistrzostw Europy, oznaczałoby to piekielną awanturę polityczną. Dlatego właśnie rozeszło się po kościach. Znowu. Znowu remis, który w istocie jest porażką.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2008